Głupia Anka? Tak wszyscy ją nazywali. Z mężem, z którym była od piętnastu lat, miała dwoje dzieci: A…

twojacena.pl 5 godzin temu

Dawno, dawno temu, była sobie dziewczyna, na imię jej było Bronisława. Wszyscy dookoła mówili na nią głuptaska. Z mężem, Zbigniewem, trwała już piętnaście lat w jednym domu. Mieli dwoje dzieci Stanisławę, która właśnie kończyła czternaście lat, oraz Mieczysława, siedmiolatka. Zbigniew od zawsze lubił ciągnąć do innych kobiet. Pierwszy raz zdradził Bronisławę drugiego dnia po ich weselu jeszcze w restauracji, z kelnerką. Później już nikt nie liczył, ile tych zdrad było. Przyjaciółki próbowały otworzyć Bronisławie oczy, ale ona tylko łagodnie się uśmiechała i milkła.

Bronisława pracowała jako księgowa w łódzkiej fabryce zabawek. Zarobki były jak mawiała ledwie wystarczające na chleb, a pracy miała ponad głowę. Często zostawała po godzinach, niekiedy pracowała w weekendy. Przy rozliczeniach kwartalnych i rocznych czasem nie wracała do domu ani na noc.

Za to Zbigniew zarabiał bardzo dobrze. ale Bronisława, gospodyni z niej była, według mieszkańców osiedla, żadna. Ile by nie dał pieniędzy, zawsze na jedzeniu brakowało, w chłodziarce tylko wiatr hulał. Z gotowanego, jak dobrze pójdzie, serwowała barszcz czerwony i kotlety z makaronem. Tak się żyło, dzień za dniem. Sąsiedzi ze zdziwieniem patrzyli, kiedy Zbigniew pojawiał się publicznie z nową ukochaną. Nierzadko wracał do domu, suchy jak pieprz.

Oj, głupia ta Bronka, po co ona to wszystko znosi? mamrotały kobiety z okolicznych domów.

Gdy Mieczysław skończył dziesięć lat, Zbigniew wrócił pewnego dnia i oznajmił spokojnym tonem, iż zamierza wziąć rozwód. Zakochał się, pora na zmiany.

Bronka, nie miej mi za złe, ale składam papiery na rozwód. Jesteś zimna jak ryba. choćby dobrą gospodynią nie umiesz być.

Dobrze, zgadzam się na rozwód powiedziała Bronisława bez cienia żalu.

Zbigniew aż się w fotelu zachwiał. Spodziewał się awantury, łez, krzyków, a tu taka obojętność. Wyszedł z pokoju lekko skonfundowany.

Dobra, to spakuj rzeczy, nie będę ci przeszkadzał. Jutro tu wpadnę, zostaw klucz pod wycieraczką rzucił sucho.

Bronisława spojrzała na niego z tajemniczym uśmiechem, który aż go lekko zaniepokoił, ale zaraz wyrzucił to z głowy, marząc już o nowym życiu bez dzieci, bez starej żony.

Następnego dnia pojawił się pod drzwiami wraz ze swoją nową wybranką. Zajrzał pod wycieraczkę klucza brak. Trochę mu się humor popsuł.

Nic to, wymienię zamki i po sprawie.

Próbował otworzyć drzwi swoim starym kluczem, ale nie dał rady. Zadzwonił dzwonkiem, a tu nagle drzwi otwiera rosły mężczyzna, w kapciach i szlafroku.

Czego tu, panie?

To mój dom przecież odparł Zbigniew niepewnie.

Z dokumentów wynika co innego. Masz papiery? odparował nieznajomy.

Zbigniew dokumentów nie miał. Przypomniał sobie o dowodzie osobistym tam przecież winna być odpowiednia pieczątka. Nerwowo szukał dowodu i wreszcie znalazł. Podał go rosłemu mężczyźnie, który przez chwilę wertował zawartość.

Kiedy ostatnio pan oglądał ten dokument? zapytał, wykrzywiając usta w uśmiechu.

Zbigniew rzucił się do dowodu, patrzy, a tam dwa stemple: najpierw zameldowanie, potem wymeldowanie sprzed dwóch lat.

Nie kłócił się już. Zadzwonił do żony, ale była nieosiągalna. Czekał pod bramą w dawnej pracy, ale usłyszał, iż Bronisława odeszła rok temu. Córka wyjechała na studia do Pragi, syna próbował znaleźć w szkole, ale tam go już nie uczyli ponoć przeniesiony do innej podstawówki, ale ojcu nic nie powiedzieli, bo przecież nie znał choćby adresu.

Zrozpaczony usiadł na ławce i z głową w dłoniach rozmyślał: jak ta jego niepozorna żona, ciapciak, nagle tak wszystko rozplanowała? Jak mogła sprzedać mieszkanie? Myślał będzie pozew, rozwód, to wszystko się wyjaśni.

Na rozprawie stawił się zawzięty, gotów demaskować oszustkę i domagać się swojego. gwałtownie jednak opisano sytuację całkiem zapomniał, iż dwa lata temu podpisał żonie pełnomocnictwo. Wtedy pojawiła się w jego życiu Elżbieta kobieta niezwykłej urody, przy niej wszystko mu ulatywało z głowy. Bronisława prosiła, bo córka potrzebowała zaświadczeń i zgód, a on nie miał czasu. Prawnik podpowiedział, żeby dał żonie upoważnienie. Podpisał, choćby nie czytając. Własnoręcznie pozbawił się całego dorobku.

Został na ulicy, odarty ze wszystkiego, a gdy tylko Elżbieta dowiedziała się, iż nie ma już mieszkania, odwróciła się na pięcie i zniknęła jak kamfora.

Pomyślał sobie: No dobra, ona wystąpi o alimenty, ale ja jej palca nie dam!. gwałtownie przyszło kolejne rozczarowanie zamiast pozwu o alimenty przyszedł od sądu wniosek o zaprzeczenie ojcostwa. Okazało się, iż Bronisława postarała się o badania DNA, choć i bez nich dobrze wiedziała, iż oboje dzieci są owocem innego związku.

Wszystko zaczęło się tego feralnego dnia ślubu widziała wtedy jak Zbigniew całuje się z kelnerką. Coś w niej pękło. Nie pamiętała dokładnie, jak to się stało, ale postanowiła się zemścić zdrada za zdradę. Potem zaczęła odkładać każdy grosz, jakąkolwiek złotówkę dostała od męża na gospodarstwo, chowała do tajnych skrytek. W domu pustki, a dzieci odżywiały się i ubierały u babci matki Bronisławy.

Zemsta cię zniszczy, psychikę dzieciaków zrujnujesz powtarzała matka, kiwając głową.

Ale Bronisława była uparta. Dotrwała do końca i postawiła na swoim. Badania ojcostwa tylko potwierdziły to, co od lat wiedziała.

Dla Zbigniewa to był cios, po którym długo nie mógł dojść do siebie. Strata mieszkania choćby nie bolała tak bardzo, jak wiadomość, iż nie jest ojcem.

Nigdy nie lekceważ kobiety, którą skrzywdziłeś. W gniewie są w stanie zrobić rzeczy, o których się nie śniło choćby największym twardzielom.

Idź do oryginalnego materiału