Głupia Ania? Tak mówili wszyscy. Od piętnastu lat żyła z mężem, mieli dwoje dzieci – Alicję (14 lat)…

polregion.pl 4 godzin temu

Głuptaska

Wszyscy uważali Hanię za głuptaskę. Z mężem, Władkiem, przeżyła już piętnaście lat. Mieli dwoje dzieci, Jadwigę, która miała czternaście lat, i Jureczka, siedmiolatka. Władek nie krył się choćby z tym, iż chodzi na boki. Już drugiego dnia po ślubie zdradził ją z kelnerką, a później tych zdrad nie sposób było zliczyć. Koleżanki próbowały otworzyć Hani oczy na rzeczywistość, ale ona tylko uśmiechała się łagodnie i milczała.

Hania pracowała jako księgowa w fabryce zabawek. Sama powtarzała, iż zarabia tyle, co kot napłakał, a roboty zawsze miała tyle, iż głowa mała. Nieraz weekendy spędzała w pracy. A w czasie rozliczeń, kwartalnych czy rocznych, potrafiła nie wracać do domu całymi nocami.

Władek zarabiał bardzo dobrze, ale Hania gospodynią była marna. Niezależnie, ile by pieniędzy dostała, nigdy nie starczało na wszystko, w lodówce wiecznie pustki, a obiad to w najlepszym razie barszcz z kluskami, kotlety i makaron. Tak żyli, a ludzie wokół dziwili się, widząc Władka z kolejną kochanką. Często też Władek wracał do domu zupełnie trzeźwy, choć wszyscy wiedzieli, iż nie był to powód do dumy.

Oj, Hanka, głupiaś ty, po co się męczysz z takim babiarzem? szeptano na ławce pod blokiem.

W dniu, gdy Jurek kończył dziesięć lat, Władek wrócił do domu i oznajmił, iż chce się rozwieść. Zakochał się ponoć i rodzina mu już nie pasuje.

Hania, nie bądź zła, ale składam papiery na rozwód. Z ciebie zimny jak ryba człowiek. choćby dobra gospodyni by z ciebie była, to bym się może zastanowił, ale ty choćby tego nie potrafisz.

Dobrze. Zgadzam się na rozwód.

Władek niemal spadł z krzesła. Spodziewał się krzyków, łez, awantury, a tu takie spokój. Nie tego się spodziewał.

No to się pakuj, a ja ci przeszkadzać nie będę. Jutro wrócę, zostaw swój klucz pod wycieraczką.

Hania spojrzała na niego jakoś dziwnie i uśmiechnęła się lekko. Coś mu nie pasowało, ale gwałtownie przestał o tym myśleć. Już wyobrażał sobie nowe życie bez dzieci i znudzonej żony.

Następnego dnia przyprowadził swoją nową ukochaną do mieszkania. Zagląda pod wycieraczkę klucza nie ma. Trochę mu to popsuło humor.

Nic to, zmienię zamki i po sprawie.

Spróbował swoim kluczem otworzyć drzwi, ale bezskutecznie. Zadzwonił. W drzwiach stanął wysoki, barczysty mężczyzna w kapciach i szlafroku.

Czego tu chcesz?

Przepraszam, to mój dom.

Odpowiedział Władek, sam niepewny siebie.

Z dokumentami się wypowiesz? Masz może je przy sobie? Poproszę do wglądu.

Oczywiście nie miał żadnych dokumentów przy sobie, więc nie został wpuszczony. I nagle przypomniał sobie, iż ma wpis o zameldowaniu w dowodzie. Zaczął gorączkowo szukać dokumentu, aż w końcu znalazł dowód osobisty.

Tutaj jest wpis, proszę spojrzeć!

Mężczyzna w szlafroku niechętnie zerknął i skrzywił usta w uśmiechu, oddając dowód Władkowi.

Kiedy ostatni raz do niego zaglądałeś?

Władek poczuł, iż coś jest nie tak. Otworzył na stronie meldunku. Dwa stemple jeden z meldowaniem, drugi z wymeldowaniem sprzed dwóch lat.

Jakim cudem? Nie wdawał się w sprzeczki z nieznajomym. Zadzwonił do Hani, ale telefon nie odpowiadał.

Postanowił zaczekać na nią przy portierni jej fabryki. Ale i tu spotkał się z rozczarowaniem Hania już od roku tu nie pracowała. Córka, Jadwiga, wyjechała na studia za granicę, a syn powinien być w szkole. Udał się tam, ale dowiedział się, iż Jurek został przeniesiony już rok temu do innej szkoły, a danych nie mają prawa udzielać, skoro nie zna szczegółów.

Załamany usiadł na ławce, ukrywając twarz w dłoniach. Jak to się wszystko stało? Taką cichą i uległą miał kobietę, a tu taki manewr Jak ona mogła sprzedać mieszkanie tego już nie rozumiał. No trudno, pomyślał, w sądzie się wyjaśni. Za tydzień rozwód.

Na rozprawę Władek przyszedł rozjuszony i bojowo nastawiony. Miał nadzieję zdemaskować oszustkę i wszystko wrócić na swoje miejsce. I wtedy prawda wyszła na jaw. Zupełnie zapomniał, iż dwa lata temu sam podpisał Hani pełnomocnictwo notarialne. Wtedy spotkał Elizę, piękną i porywającą kobietę, która przewróciła mu w głowie wszystko.

A Hania nalegała, bo Jadwiga potrzebowała jakiegoś zaświadczenia, zgody albo innych papierów na studia. Bez podpisu Władka się nie dało, więc po konsultacji z prawnikiem, podpisał żonie pełnomocnictwo. Tak oto własnoręcznie pozbawił się wszystkiego. Został sam, z niczym, a Eliza, dowiedziawszy się, iż nie ma już mieszkania w Warszawie, nagle przepadła bez śladu.

No nic, pomyślał, Hania teraz wystąpi o alimenty, ale ja się z nią nie policzę. Jednak i tu spotkało go zaskoczenie. Zamiast pozwu o alimenty, otrzymał pozew o zaprzeczenie ojcostwa. Okazało się, iż oboje dzieci Hani były z innym człowiekiem.

W dniu ślubu Hania widziała, jak Władek zdradza ją z kelnerką. Coś się wtedy w niej przestawiło. Sama nie wiedziała, jak to się stało, ale przysięgła sobie zemścić się po swojemu. Zaczęła od zdrady za zdradę.

Później oszczędzała. Wszystkie pieniądze, które Władek dawał jej na prowadzenie domu, odkładała na bok. W domu było pusto, dzieci jednak zawsze były zadbane babcia Jadwigi dbała, by niczego im nie brakowało. Mama Hani tylko kręciła głową i powtarzała:

Zemsta cię zniszczy, zrujnuje psychikę twoich dzieci.

Ale Hania, jak opętana, dążyła do celu. W końcu cel osiągnęła. Zrobiła testy DNA, choć wiedziała, kto jest ojcem. Uderzenie dla Władka było porównywalne co najmniej z wyprowadzką. Straty mieszkania choćby nie odczuł tak mocno, jak wieści o tym, iż oboje dzieci nie są jego.

Strzeżcie się skrzywdzonych kobiet. W gniewie stać je na więcej, niż niejednemu może się wydawać.

Idź do oryginalnego materiału