KAOUTHER BEN HANIA: – Być może sam jej głos. Być może sytuacja, w jakiej się znalazła. A może fakt, iż dziecko błaga o życie. Dzieci w normalnych okolicznościach tego nie robią – po prostu są, żyją. Kiedy poznałam okoliczności śmierci Hind, poczułam, iż to jest dla mnie punkt krytyczny ludobójstwa. Trudno wyobrazić sobie coś bardziej potwornego. Zabito sześcioro członków rodziny, przy życiu została tylko dziewczynka. Następnie dano zielone światło karetce, która miała ją uratować, po czym zbombardowano ambulans i pozwolono dziecku umrzeć. To straszliwa zbrodnia wojenna. Choć był to dla mnie moment graniczny, nie oznaczał końca ludobójstwa. Rzeczywiście pracowałam wtedy nad innym filmem, byłam już choćby w trakcie zdjęć, a jednocześnie wciąż docierały do mnie kolejne tragiczne doniesienia ze Strefy Gazy. Historia Hind jest wyrazista i mocna, a kino potrzebuje jednej, konkretnej opowieści. Nie da się opowiedzieć ich wszystkich naraz – wtedy powstaje film, który w gruncie rzeczy nie mówi niczego. Wybierając jedną i skupiając się na niej, można zrozumieć skalę tego, co się dzieje w Gazie.
Hind tylko słyszymy. Widzimy za to zespół Czerwonego Półksiężyca pracujący na Zachodnim Brzegu, który chce ją uratować – aktorzy grają prawdziwych pracowników. Skąd ten pomysł i jak wyglądał proces pisania scenariusza?
Historię trzeba było gdzieś umieścić.
