Gdy scena płonie energią – wspomnienie koncertu Skunk Anansie

strefamusicart.pl 1 godzina temu
Zdjęcie: sss


Dokładnie dzisiaj mija rok od koncertu fantastycznej grupy Skunk Anansie. W końcu usłyszałam i zobaczyłam na żywo tę wielką buntowniczkę Skin. Wielka buntowniczka w ciele małej kobiety, bo przecież od jej wyglądu wziął się pseudonim sceniczny Skin. Koledzy z zespołu tak właśnie ją nazwali ze względu na jej bardzo wychudzoną posturę ciała.
Ten surowy, szybki i mocny alternatywny rock wymieszany z punkiem, heavy metalem i ostrą czarną muzyką są często łączone z bardziej melancholijnymi i spokojnymi brzmieniami.
Wokalistka ma potężny głos, który umie wykorzystać. Wszystkie kompozycje budzą ogromne poruszenie.
Koncert odbył się w znanej mi z innych koncertów Columbiahalle. To chyba moje ulubione miejsce koncertowe. Jest się w niedalekiej odległości od sceny i wtedy muzyka, bliskość z artystą są naprawdę wielkie.
Zespół wypadł rewelacyjnie. Cała sceneria ogromnych kolców i dobrane do tego stroje Skin wyglądały imponująco. Artystka ma wielką siłę i energię. Jest praktycznie cały czas w ruchu. Skin ma 58 lat i moc 26 latki. Jej sceniczna obecność przeczy metryce. Drapieżność i energia cały czas emanuje od Skin. W trakcie koncertu przebiera się wiele razy. Byłam ogromnie zachwycona futurystycznymi strojami. Te stroje to małe dzieła sztuki, które dopełniają całą scenerię i budują charakter występu. Nie tylko śpiewa, ale całym wyglądem tworzy buntowniczy wizerunek.
Jednym z najbardziej spektakularnych momentów była interakcja z publicznością. W pewnym momencie Skin robi świetną akcję z całkowitym wyjściem do publiczności. Każe zrobić korytarz na płycie i wychodzi do wszystkich, idzie środkiem i śpiewa. Zatrzymuje się na końcu płyty. Jestem blisko Skin, na wyciągnięcie ręki. To była fantastyczna, bardzo bezpośrednia forma kontaktu, która pokazała jak bardzo dla niej ważna jest bliskość z publicznością.
Kolejną niespodzianką w trakcie koncertu było zagranie utworów z nowej płyty. Do czasu koncertu tylko „Cheers” był dostępny w serwisach streaming’owych. Na koncercie zespół zaprezentował kolejne utwory z nowego albumu „The Painful Truth”. To było coś wielkiego usłyszeć coś czego inni ludzie jeszcze nie słyszeli, tym bardziej na żywo. Album w całości ukazał się dopiero w maju 2025.
Po koncercie emocje wcale nie opadły. Charyzmatyczna artystka wyszła do publiczności z kieliszkiem wina i życzeniami powodzenia. Reszta zespołu wyszła na afterparty wśród fanów. Była okazja do krótkich rozmów, autografów i zdjęć. W palarni udało się choćby zamienić kilka słów z Cass’em Lewis’em i zrobić wspólne zdjęcie. Takie momenty mają szczególną wartość – pokazują, iż za sceną wciąż jest człowiek i prawdziwy kontakt. Dostałam autografy na koszulce z koncertu. Takie akcje uwielbiam.
Właśnie takie doświadczenia sprawiają, iż koncert przestaje być tylko wydarzeniem muzycznym. Staje się czymś więcej – wspólnym przeżyciem, które zostaje na długo w pamięci i do którego chce się wracać. Skunk Anansie udowodnili, iż ich siła nie tkwi wyłącznie w muzyce, ale w relacji, jaką potrafią stworzyć z publicznością.
Wisienką na torcie są zdjęcia na oficjalnym fanpage’u Skunk Anansie, na których można mnie znaleźć .
Ewa Szatkowska

Idź do oryginalnego materiału