Tak rodził się Gas.
Być może gdyby Wolfgang Voigt i Jörg Burger nie wyjechali jako młodzi ludzie na wakacje do Londynu latem 1988 roku, obaj nigdy nie zostaliby uznanymi producentami nowoczesnej elektroniki. A tak – trafili w samo centrum „drugiego lata miłości”, którego soundtrackiem był zaimportowany zza oceanu acid house. Po powrocie do Niemiec, obaj postanowili tworzyć podobną muzykę. Wolfgang Voigt dał się niebawem poznać jako Mike Ink, serwując pod tym pseudonimem spleciony z sampli cudzych nagrań euforyczny trance i techno, które swą kumulację znalazły na genialnym albumie „Life’s A Gas” z 1996 roku.
Koloński producent eksperymentował już wówczas również ze zdecydowanie bardziej abstrakcyjną muzyką. Zafascynowany hipnotycznym bitem techno, wymyślił skrajnie minimalistyczną wersję tego rodzaju muzyki, którą publikował nakładem swych wytwórni Studio 1 i Profan. Próbował jednocześnie łączyć tę surową rytmikę z ambientową elektroniką i orkiestrowymi samplami. Efektem tego stała się amorficzna muzyka, którą w tym samym 1996 roku opublikował pod szyldem Gas na albumie wydanym przez cenioną wytwórnię Mille Plateaux.
Hipnotyczne kompozycje, łączące fascynację Voigta marszowym pulsem techno i spuścizną niemieckiego romantyzmu w muzyce klasycznej z miejsca zawojowały elektroniczną scenę. W latach 1997-2000 ukazały się trzy kolejne płyty projektu Gas, które ułożyły się w zanurzoną w leśnym mroku trylogię, łączącą psychodeliczny klimat z orkiestrowym brzmieniem i zredukowanym bitem. Jako aneks do tej historii dostajemy dziś płytę „November 89”, na której znajdują się utwory, nagrane przez Voigta z myślą o wydawnictwach Gas już pod koniec lat 80.
Otwierający zestaw „Der Wald” spleciony jest z pohukujących syntezatorów i szeleszczących perkusjonaliów, podszytych dochodzącym z dala miarowym basem. W „Das Moor” rozbrzmiewają majestatyczne dęciaki o orkiestrowym tonie, pulsując w takt marszowego bitu. „November 89” to mroczny i zawiesisty dark ambient, na który składają się chmurne pasaże klawiszy, uzupełnione basowym dronem. Jeszcze bardziej monotonny i ponury ton ma „Nah Und Fern”, lokując się w formule post-industrialnego eksperymentu. Finałowy „Tal 90” niesie powściągliwe uspokojenie, nurzający brzęczącą gitarę w onirycznej elektronice.
Pierwotnie nagrania te ukazały się na wydawnictwie wytwórni Raster Noton zatytułowanym „Gas” z 2008 roku, a firmowanym własnym imieniem i nazwiskiem Wolfganga Voigta, na które składała się płyta CD i książka ze zdjęciami lasu. Teraz dostajemy ten materiał dźwiękowy w wersji cyfrowej i po raz pierwszy na winylu. Dla wielbicieli twórczości kolońskiego artysty to wyjątkowo interesujący zestaw. Słychać tu bowiem wyraźnie muzyczne inspiracje, które pozwoliły mu stworzyć przyszłe wiekopomne dzieła.
Na pewno Voigt znał dobrze w 1989 roku post-industrialne preparacje projektów Zoviet France, Vidna Obmana czy Cranioclast, które tworzyły wtedy przemysłową wersję ambientu. Oczywiście ważne też było pierwotne techno, a w zasadzie jego rytmiczny szkielet – czyli uderzenie bębna i puls basu. Słychać tu momentami echa muzyki klasycznej, ale raczej w szczątkowej formie, stąd pewnie dlatego pojawiły się one dopiero na późniejszych płytach Gas.
Surowy, mroczny i niepokojący to zestaw o ewidentnie psychoaktywnym charakterze. Dzięki niemu poznajemy projekt Gas w jego najbardziej narkotycznej wersji. Niby te pięć nagrań z „November 89” brzmi trochę jak demo, zdradzając cechy wczesnych wprawek lub szkiców do późniejszych kompozycji. Z drugiej strony tak sugestywna i obezwładniająca to muzyka, iż śmiało może być uznana za w pełni autonomiczne i kompletne dzieło. Tak rodziło się minimalowe ambient techno w swej klasycznej wersji.
Kompakt 2026
www.facebook.com/KompaktRecords











