Tydzień temu była szansa na wydanie jednorazowo ok. 100 000 zł, o ile miało się taką kwotę pod ręką. Za tyle można było kupić nowy średniej klasy samochód, choćby z napędem hybrydowym, lub zostać właścicielem biletu na finał rozgrywek amerykańskiego futbolu, zwany Super Bowl.
Mecz rozegrano 8 lutego na stadionie Levi’s w kalifornijskim mieście Santa Clara, mieszczącym ponad 70 000 widzów. Osoby, które zdecydowały się na wydanie 30 751 dolarów (109 166 zł), bo tyle dokładnie kosztował najdroższy bilet, miały do dyspozycji niezakłócony widok boiska, 5-gwiazdkowe jedzenie, nieograniczony serwis napojów i ekskluzywny dostęp do zaplecza stadionu.
Widzowie korzystający z tańszych miejsc sporo zaoszczędzili, bo obejrzenie na żywo Super Bowl kosztowało ich „zaledwie” między 4000 (14 200 zł) a 6000 dolarów (21 300 zł). Po prostu taniocha! A jeżeli ktoś był powiązany z członkami drużyn, które stoczyły futbolowy pojedynek, mógł wejść na stadion prawie za darmo, bo za „skromne” 950 dolarów (3373 zł). Za taką kwotę wyemitowano 24 900 biletów dla sportowców, pracowników klubów obydwu drużyn i posiadaczy karnetów sezonowych.
Dla fanów sportu najważniejsza była dramaturgia meczu oraz wynik końcowy. Ten był korzystny dla drużyny Seattle Seahawks, która pokonała ekipę New England Patriots 29:13. Z kolei dla melomanów najbardziej liczyła się muzyczna przerwa w meczu, w której zabawiał publiczność jeden z najpopularniejszych w tej chwili piosenkarzy – Bad Bunny (prawdziwe nazwisko Benito Antonio Martínez Ocasio). Ale nie sam, bo fragment widowiska wypełniła Lady Gaga, a chórki śpiewał Ricky Martin.
To nie pierwsi topowi artyści, którzy zabawiali fanów podczas przerwy. W 59-letniej historii Super Bowl było ich na scenie niemało. Gdyby Beatlesi jeszcze koncertowali w 1967 roku, kiedy odbyła się pierwsza edycja finału, pewnie też by zagrali. Jednak rok wcześniej postanowili zerwać z estradą i tylko wydawać płyty. Swoją decyzję ogłosili w sierpniu 1966, a ich ostatni występ odbył się w Candlestick Park w San Francisco 29 sierpnia 1966 roku. Nie zaśpiewali więc nigdy na Super Bowl, za to w 2005 roku przerwę w meczu wypełnił Paul McCartney.
Byli ponadto na scenie m.in. Michael Jackson (1993), Diana Ross (1996), grupy Aerosmith (2001) i U2 (2002), Janet Jackson i Justin Timberlake (2004; wtedy Justin zerwał top Janet i odsłonił jej pierś), The Rolling Stones (2006), Prince (2007), Bruce Springsteen (2009), The Who (2010), Madonna (2012), Beyoncé (2013), Coldplay (2016), The Weeknd (2021), Kendrick Lamar (2025). Zatem światowa czołówka. Wabikiem dla artystów jest na pewno oglądalność imprezy. W tym roku mecz śledziło na srebrnych ekranach 127,7 miliona kibiców. Dlatego firmy nie szczędziły wydatków na premierowe reklamy. Koszt jednorazowej emisji 30-sekundowego spotu wynosił 8 milionów dolarów (28,4 mln zł), a niektóre firmy zapłaciły choćby 10 mln dolarów, czyli 35,5 mln zł.
A jak zaprezentował się 31-letni Bad Bunny? Jak na światową sławę przystało. W towarzystwie tancerzy i przy dekoracjach przypominających sceny z jego rodzinnych portorykańskich stron. Śpiewał, przechadzając się między krzakami trzciny cukrowej. Po drodze pozdrawiał rolników z maczetami, pięściarzy, sprzedawców kokosów, tacos i piraguas (kruszonego lodu polanego słodkim sokiem owocowym). Spotkał choćby handlarza złotem i biżuterią, od którego wziął pierścionek zaręczynowy i podarował narzeczonemu oświadczającemu się wybrance. Wreszcie zakończył spacer po plantacji na tropikalnej potańcówce. Był ubrany elegancko na biało, pod krawatem, ale zamiast marynarki miał na koszulę wciągnięty piłkarski T-shirt.
Zaprezentował fragmenty starszych hitów („Tití Me Preguntó”, „Yo Perreo Sola”, „Safaera”, „Party”, „Mónaco”) oraz urywki przebojów „Voy a Llevarte Pa’ PR” i „EoO” z ubiegłorocznego albumu „Debí Tirar Más Fotos” („Powinienem zrobić więcej zdjęć”). Krążek wyróżniono trzema nagrodami Grammy, w tym w jednej z czterech najważniejszych kategorii tego wyróżnienia, którą jest „Płyta roku”. To pierwszy przypadek w historii Grammy, kiedy triumfował w niej autor płyty z piosenkami śpiewanymi po hiszpańsku.
Później była scena z finału ślubu, po której Lady Gaga przebojem „Die With A Smile”, zaśpiewanym inaczej niż na nagrodzonym Grammy longplayu „Mayhem” (2025) – bo w latynoskim rytmie – zapewniła fanów futbolu, iż chciałaby umrzeć z uśmiechem na ustach.
Zły Królik – jak brzmi polskie tłumaczenie pseudonimu Bad Bunny – zaczął karierę od publikowania piosenek na portalu SoundC loud. Tam firma Rimas Entertainment zauważyła jego utwór „Soy Peor” i zaproponowała współpracę. Piosenkarz wydał sześć płyt, wprowadzając reggaeton i latynoski trap do mainstreamu. W latach 2020 – 2022 oraz 2025 jego nagrania osiągnęły rekordy w ilości strumieniowych odsłuchów na Spotify.
Mimo iż piosenkarz ma miliony sympatyków na całym świecie, podpadł Donaldowi Trumpowi. Prezydent potępia go za protestowanie przeciwko polityce antyimigracyjnej Białego Domu, w ramach której prowadzone są m.in. masowe deportacje, wzmocniono ochronę granicy z Meksykiem i ogranicza się imigrację opartą na pokrewieństwie. Na gali Grammy 1 lutego br. Bad Bunny powitał widzów okrzykiem „ICE Out!” („ICE precz!”). ICE to akronim od angielskiej nazwy federalnego Urzędu Celno-Imigracyjnego, którego agenci są krytykowani za agresywne traktowanie imigrantów. Wypowiedź piosenkarza na gali Grammy nie uszła uwadze Trumpa. To, iż Bad Bunny został poproszony o uatrakcyjnienie muzycznej przerwy w Super Bowl, mogło być jednym z powodów nieobecności prezydenta na meczu. Trump śledził jednak transmisję, po której skrytykował występ Portorykańczyka. „Absolutnie okropny, jeden z najgorszych w historii!” – napisał na platformie Truth Social. – „Obraża wielkość Ameryki i nikt nie rozumie, co ten facet mówi. Tańce były odrażające, zwłaszcza dla dzieci, które oglądały w USA i na całym świecie”. Fani piosenkarza prawdopodobnie mają inne zdanie.
















