Friendly Rivalry (Seonuiui gyeongjaeng, 2025, sezon pierwszy) - epizod 4

zaslepieniobrazem.blogspot.com 1 godzina temu


Atmosfera w serialu się zagęszcza, a poszczególne strony dramatu jasno się klarują - ale czy na pewno? Jae-Yi pomaga Seul-gi zostać przewodniczącą klasy. Dlaczego? Co tak naprawdę przyciąga najbardziej wpływową uczennicę, postać, która rządzi w szkole i której absolutnie wszyscy pragną się przypodobać, do nowo przybyłej i nic nieznaczącej dziewczyny z prowincji? Czy może to być coś więcej niżeli tylko ciekawość? Czy Jae-Yi jest zdolna do jakichkolwiek głębszych uczuć? Na podstawie wcześniejszych odcinków należy wnioskować, iż nie, ale czy człowiek (szczególnie młody) nie może się zmienić? Chyba nie aż tak szybko. Podtrzymuję to, co napisałem, analizując wcześniejsze odcinki - Jae-Yi jest rewelacyjnie skonstruowana. Jest niejednoznaczna, budzi wątpliwości i, co w tej konwencji najistotniejsze, pozostaje nieprzewidywalna.

Z drugiej strony mamy ostrożną Seul-gi, która do tej pory nigdy w życiu od nikogo nie otrzymała tyle atencji, co od Jae-Yi. Nic dziwnego, iż coraz bardziej zatraca się w relacji z nowo poznaną, wpływową koleżanką. Do tego momentu przecież była dla wszystkich „niewidzialna”, a teraz taka zmiana. Wszystko to, co dzieje się między dziewczynami, jest dla Seul-gi nowe. Nie należy jej jednak do końca wierzyć. Seul-gi nosi w sobie widoczny pierwiastek nieokreśloności, który zmusza widza do poszukiwania w jej zachowaniu drugiego dna. Tak jest i w tym odcinku, w którym co prawda dzieli się z Jae-Yi swoimi traumami z dzieciństwa, ale wydaje się to być niczym innym jak sprytnym zabiegiem służącym zbliżeniu się do wpływowej koleżanki. Czy Seul-gi zdawała sobie sprawę tego, iż może się to skończyć relacją romantyczną? Wydaje się szczerze zaskoczona, jednak to, z jaką łatwością przychodzi jej przeglądanie wiadomości w telefonie śpiącej tuż obok niej Jae-Yi, świadczyć może o jej niezłomnej determinacji w dążeniu do obranego (dla widza jeszcze nieznanego) celu.

Cała jednak ta atmosfera romantyzmu i ogólnej dobroci panująca w tym odcinku poddana zostaje w wątpliwość przez jedno, dotkliwie kłujące w uszy, zdanie. Gdy dziewczyny trafiają do domu Jae-Yi, Seul-gi zadaje jej pytanie o starszą siostrę. Nie tylko treść, ale również sam sposób, w jaki bohaterka odpowiada razi.

- Nie powiedziałam, iż nie żyje - a odwróciwszy się plecami, szepcze - Ale mogłaby.

Jae-Yi mówi to pod nosem, do siebie, tak by jej koleżanka nie usłyszała, a przez to nie poznała jej prawdziwych uczuć względem siostry. Pokazuje to, jak bardzo Jae-Yi oswoiła się ze współzawodnictwem zaszczepionym jej w dzieciństwie przez ojca – współzawodnictwem, które zdążyło się już przerodzić w szczerą nienawiść. Ostatecznie te wypowiedziane szeptem dwa słowa poddają w wątpliwość wszystkie „szczere” uczucia względem Seul-gi.

Dodatkowo kolejny element charakteru Jae-Yi zostaje odkryty (a adekwatnie potwierdzony, bo z pojedynczymi jego elementami mieliśmy już do czynienia w poprzednich odcinkach). Na jaw wychodzi, iż najbliższe koleżanki służą jej tylko jako pionki do gry, która toczy się według z góry ustalonych przez nią reguł. Nie ma w tej relacji za grosz sympatii czy chociażby koleżeńskiego zaangażowania („Nigdy dobrze się nie dogadywałyśmy” - ot tak stwierdza Jae-Yi), a zamiast tego coraz bardziej widać instrumentalne wyrachowanie. Mając to na uwadze, należy poddawać w wątpliwość jej każdy, na pierwszy rzut oka, „bezinteresowny” gest wobec Seul-gi.

W tle cały czas mamy oskarżenie o zaniedbanie skierowane w stronę kliniki zarządzanej przez ojca Jae-Yi. Jego ludzie cały czas próbują załagodzić sytuację, posuwając się choćby do przekupstwa. To mało widoczny wątek, którego rozwinięcia należy spodziewać się w kolejnych odcinkach serialu.


Podsumowanie

Odcinek, pomimo wszystko, bardzo romantyczny w swoim wydźwięku, wręcz sensualny. Dwie nastoletnie dziewczyny odkrywają swoją sferę uczuciową, poddając się swoim pragnieniom. Wszystko to jest uroczo niezdarne, nacechowane wrażliwością i naiwnością ludzi młodych. W tym odcinku, bardziej niż w poprzednich, nachodzi mnie także takie nieodparte wrażenie, iż w mojej analizie zawsze będę na przegranej pozycji. Twórcy wcielają w życie podstępną formułę i pokazują w danym momencie tylko to, co chcą, aby widz zobaczył. Gdy jednak tylko nadarzy się ku temu okazja, próbują oszukać nas odkrywając całkiem nowe fakty, o istnieniu których nie mieliśmy pojęcia. Utrudnia to analizę, ale z drugiej strony satysfakcjonujące może być podjęcie wyzwania i spróbowanie zmierzenia się z mylącymi zabiegami twórców.
Idź do oryginalnego materiału