Przeniesienie książki George’a Orwella Folwark zwierzęcy na kino familijne wydaje się totalnie abstrakcyjnym pomysłem. Czy to mogło się udać?
Folwark zwierzęcy przeczytałam dość późno, ale nie ulega wątpliwości, iż była to książka, która bardzo mną wstrząsnęła i na zawsze utkwiła w pamięci. Początkowo, kiedy dotarła do mnie informacja, iż Andy Serkis tworzy animację na podstawie książki Orwella ogarnęło mnie niesamowite podekscytowanie. W głowie widziałam produkcję typu netfliksowe serialowe Wodnikowe Wzgórze z 2018 roku, które bardzo mi się podobało. Z zapartym tchem czekałam na premierę i zaledwie na kilka dni przed pokazem usłyszałam, iż Serkis planuje zrobić z Folwarku zwierzęcego kino familijne. Że co, proszę?!
To się mogło udać, ale niestety w tym przypadku wybitnie się nie udało. Animacja zmieniła Folwark zwierzęcy w dziwny twór, który nie ma za wiele wspólnego z pierwowzorem, a ponadto jest dla… no właśnie, dla kogo? W związku z tym, iż mamy tu do czynienia z kinem familijnym, wydawać by się mogło, iż to produkcja dla dzieci. Znacie jednak to uczucie, kiedy twórcy filmowi chcą być młodzieżowi i używają młodzieżowego języka, który wydaje im się młodzieżowy, ale taki nie jest? Właśnie to miałam w głowie podczas pokazu. Produkcja jest nafaszerowana tak ogromną ilością gagów oraz tempem, które zawstydziłoby choćby TikToka. Ma być niby śmiesznie i fajowo. Jednak, kiedy byłam na premierze, gdzie było też sporo dzieci to przy żartach nie słyszałam śmiechów. Zainteresowanie też było kiepskie, a do moich uszu co chwilę dochodziły pytania dzieci do rodziców: mamo/tato co się dzieje, o co chodzi?
Nie wiem na ile jest to problem polskiego dubbingu, a na ile oryginału. Kiedy w pewnym momencie, zupełnie bezsensownie, pada hasło: sześć siedem, uświadomiłam sobie jak bardzo nie jestem targetem tego filmu. Wróć! Dotarło to do mnie od pierwszej sceny, która tak gna na złamanie karku, iż dubbing rozjeżdża się na wszystkie strony i sama mam ochotę zapytać rodziców o to co się dzieje. Wracając do meritum: skoro to nie jest produkcja dla dzieci, ani ja jako dorosła nie jestem tym targetem, to kto nim jest? Ja z każdą minutą czułam się coraz gorzej i nie mogłam pozbyć się wrażenia, iż Folwark zwierzęcy nie powinien powstać, bo jest to po prostu cios dla kinematografii. Łapanie zbyt wielu srok za ogon nigdy nie kończy się dobrze.
Kadr z filmu Folwark zwierzęcyW familijnej wersji mamy nowego głównego bohatera – prosiaka Szczęściarza. Zamiast knura Snowballa otrzymujemy maciorę Pigułę, żeby było poprawnie politycznie i aby pojawiła się jakaś kobieta (powinnam chyba napisać: samica). Przyznaję, iż tutaj nasze tłumaczenie wymyśliło sobie tę Pigułę, bo w oryginale to wciąż Snowball, tyle, iż w damskiej wersji. Zamiast kruka Mojżesza mamy drony o tej nazwie (wtf?). Ogólnie jest to dość interesujący zabieg. Tym bardziej, iż produkcja jest wspierana przez środowiska katolickie, a w pierwowzorze literackim kruk opowiadał zwierzętom o Raju Zwierząt i był utożsamiany z osobą duchowną. Z kolei zamiast farmera Pilkingtona mamy bogatą wredną babę o tym nazwisku, która chce położyć swoje łapy na folwarku. Znowu kobieta.
Naprawdę wychodzę z założenia, iż to się mogło udać. Niektóre przeniesienia z książki Serkisowi wychodzą jak chociażby zacieranie rysów twarzy świń i ludzi, gdzie już nie wiadomo kto jest kim czy udelikatnienie pewnych brutalnych scen: Bokser zostaje wywieziony do fabryki kleju, ale odbywa się to w dużo bardziej stonowany sposób. Popełniono tu jednak najgorszy z możliwych błędów: wszystko jest za bardzo. Jest za głośno, za szybko, za dużo. W tym wszystkim gubią się najważniejsze wątki czy refleksje, które mógłyby dotrzeć do dzieci. Ma być śmiesznie, a jest żenująco. Mamy polubić bohaterów, a jest to trudne, bo są chaotyczni, pędzą, są zmienni. Już nie pamiętam, kiedy byłam tak zmęczona po seansie.
Kadr z filmu Folwark zwierzęcyZaskakujące jest też dla mnie to, iż w oryginalnym dubbingu Andy Serkis zgromadził tak znakomitą obsadę aktorską. Seth Rogen, Kieran Culkin, Woody Harrelson, Glenn Close czy Gaten Matarazzo – takie nazwiska zdają się obiecywać naprawdę jakościowe kino. Niestety w przypadku Folwarku zwierzęcego otrzymaliśmy okropny twór, niepodobny do niczego i skierowany do nikogo. Jedyną nadzieją jest to, iż dzieciaki, które obejrzą Folwark zwierzęcy wyciągną z tego minimum wartości. Chociażby to, iż każdy jest równy. To moja jedyna nadzieja.
Fot. główna: kadr z filmu Folwark zwierzęcy











