Zaczyna się baśniowo. Za górami, za lasami, reżyserka prowadzi nas przez dystopijny świat, gdzie wzgórza są łyse, drzewa wypalone, a pustynny krajobraz przecina beton i asfalt. Niby wszystko dzieje się w przyszłości, ale to futuryzm w wersji retro – zawieszona poza czasem przypowieść w płaszczyku science-fiction.
Agnieszka Smoczyńska kolejny raz udowadnia, iż idzie w poprzek oczekiwaniom polskiej publiczności. W kraju, gdzie największe budżety i sukces kasowy gwarantuje albo biografia podręcznikowej postaci, albo ekranizacja lektury, czasem też romkom lub historyczna inscenizacja, ponownie tworzy autorską próbę zabawy z gatunkami i tematami rzadko podnoszonymi nad Wisłą. Najpierw, w "Córkach dancingu", były syreny, potem, w "Fudze", neuropsychologia, następnie, w "Silent Twins", czarne milczące bliźniaczki, a teraz całkowite wymieszanie konwencji, na które panuje u nas jakby wrodzona alergia. Katastrofa klimatyczna, migracje, transhumanizm, sztuczna inteligencja, cyfrowa dyktatura – czyli zagadnienia kojarzone z fantastycznonaukowym sztafażem – w "Hot Spot" zostały wkomponowane w uniwersalne rozterki dotyczące rodziny, miłości, wspomnień, komunikacji czy skrytych pragnień.
Wielu rodzimych twórców o tym zapomina, ale kino jest jednak medium nastawionym na obraz, a nie tekst. Tak też Smoczyńska nadała scenariuszowi Roberta Bolesto dodatkową warstwę – psychodeliczną rysę na szkiełku kamery. Pierwsze sceny filmu to zresztą próba wsadzenia widzowi kwasu pod język, cyfrowy kleks rozlewa się po ekranie, jakby znieczulając przed tym, co zaraz nastąpi. Podobne pulsujące glitche, umowne portale między rzeczywistościami, rwą zresztą narrację co jakiś czas, odsłaniając (a może właśnie zacierając?) granice między światem realnym a wirtualnym. Choć w fabule dominuje susza, to pomysł wizualny Smoczyńskiej i operatora Jakuba Kijowskiego wydaje się na wskroś akwatyczny. Obiektyw przeczesuje przestrzeń płynnymi pociągnięciami, dyktując choreografię kadru. Szybkie zmiany ogniskowej, zaburzanie perspektywy tła, grodzenie pustych pejzaży zbliżeniami albo zamykanie twarzy bohaterów w ciasnym detalu, z jednej strony współgrają z treścią, a z drugiej pomagają czytać ją szerzej niż tylko pretekstowo.
W "Hot Spot", zgodnie z gatunkową tradycją, podążamy za skonfliktowanym wewnętrznie detektywem w średnim wieku. Dżony (w tej roli wybitny Andrzej Konopka) wyraźnie odbiega jednak od typowego wizerunku takich bohaterów – ma pomalowane na czarno paznokcie, obcisłe gatki, chadza to w tygrysim futrze, to w szkockim kilcie. Jego garderoba przypomina bardziej rewię mody w alternatywnym liceum niźli mundur twardziela z zasadami. Smoczyńska celowo igra z przyzwyczajeniami, poddając pod dyskusję zarówno zewnętrze, jak i stan ducha protagonisty. W oczach, słowach czy gestach Dżonego męska duma oraz pewność siebie zderzają się z egzystencjalnym strachem o teraźniejszość i przyszłość. Poznajemy go na misji, gdy został oddelegowany do śledztwa nad brutalnym, rytualnym morderstwem, do jakiego doszło w obozie dla uchodźców. To przedstawiciel państwowego aparatu kontroli, ale też ojciec i partner – z tego klinczu etykiet będzie próbował się wydostać przez całą fabułę.
Światotwórstwo, choćby w realistycznych dramatach bez elementów fantasy, nigdy nie było mocną stroną polskiego kina (czego nie sposób powiedzieć o literaturze). O wszystkich elementach trąbią opisy czy zwiastun – wszechobecna, kontrolująca społeczeństwo Głowa, żelki umożliwiające telepatię, bioboty o aparycji owłosionych larw, plemiona NeoDusz… Zabawy przy kreśleniu nowego porządku twórcy mieli sporo. Nie jest to wizja szczególnie nowatorska, można znaleźć pewnie sporo cytatów czy inspiracji, jednak rozpala ciekawość, momentami niedaleko jej do konstrukcji greckiej tragedii czy thrillera kryminalnego. Jednocześnie reguły rządzące rzeczywistością w "Hot Spot" nie są wcale tak dalekie od naszej sytuacji. Od konieczności wpięcia się do systemu, by móc z niego w pełni korzystać, przez bardzo selektywne podejście do wyrażanych emocji, kończąc na represjach przybyszy z zewnątrz, analogii można snuć aż nadto. THANK YOU FOR YOUR ATTENTION TO THIS MATTER – po trumpowsku zresztą zwraca się choćby sam głos algorytmu z filmu, po tym jak wyświetlił w umysłach ludzi serię wstrząsających obrazów.
Mimo poruszania bardzo poważnych tematów i tego, iż Smoczyńska z lubością prezentuje krwiste gore, wybuchające głowy czy chirurgiczne asamblaże z ludzkich ciał, jest to wszystko opowiadane z pewnego dystansu. "Hot Spot" w wielu momentach chowa się za zasłoną kampowości, jakby pragnąc uniknąć zarzutów o patos czy zbytnią dosłowność. Humor czy sytuacyjne absurdy piętrzą się zatem co rusz, przeważnie spełniając swą funkcję, ale nieraz też drażniąc brakiem zdecydowania. Może to kwestia wykreowanego świata, iż chcielibyśmy go poznać racjonalnie, po naszemu, a nie da się, bo główny bohater zmienia się w tygrysa albo strzela do własnej matki siedzącej na drzewie. A może też nie wszystkie budżetowe ograniczenia dało się łatwo ominąć, przez co niektóre transgresje czy halucynacje trzeba przyjąć na wiarę, wejść w buty Dżonego, Rany czy Ayki; połknąć magicznego żelka, po którym wszystko staje się łatwiejsze do zrozumienia.
Najciekawiej wypada tu jednak kwestia komunikacji. Zaczynając od aspektu produkcyjnego – polska reżyserka obsadza w głównej roli swojego polskiego męża, resztę obsady komponuje ze Szwedki (Noomi Rapace) i Japonki (magnetyczna Reika Kirishima), a wszystko kręci w Grecji udającej postapokaliptyczne piekło. "Hot Spot" praktycznie w całości jest po angielsku (bardzo uproszczonym), ale jak w mało którym filmie nacisk położono na akcenty: ponglish, greeklish, a choćby neo-pidginy i inne takie. Z uwagi na realia świata przedstawionego, dużo rozmów odbywa się tu poza słowami – dzięki teatru odgłosów, gestów, spojrzeń czy ruchu ciał. W pewnym momencie z ekranu pada fundamentalne zdanie: "Wszyscy kiedyś skądś przybyliśmy" i to ono wydaje mi się kluczem do odczytania przesłania Smoczyńskiej. Jak w najlepszym sci-fi, rozważania o technologii, przyszłości i systemie stanowią punkt wyjścia do pytań o zwierzęcy element człowieczeństwa oraz trzon ludzkiej tożsamości.
Zarówno widowiskowe sci-fi, jak i surrealistyczne baśnie wymagają odrobiny epickości, a w "Hot Spot" audiowizualnych szczytów sięgają zwłaszcza dwie sceny – pierwsze krople deszczu i transowa sekwencja koncertu. Brak tu pościgów rodem z "Mad Maxa" czy choćby "Alphaville", nie ma rozmachu "Diuny" ani szaleństwa "Na srebrnym globie", choć do każdego z tych dzieł da się film Smoczyńskiej przystawić i stworzyć interesujący rym. Rytm tej opowieści czasem spowalnia, a pewne wątki rozmywają się w chaotycznej, pełnej elips narracji, mimo to udało się wytworzyć dziwaczną, acz spójną atmosferę w każdej ze scen. Dzięki znakomitej pracy autora zdjęć i precyzyjnemu montażowi, zarówno niedoskonałości dramaturgiczne, jak też braki budżetowe, podkręcają psychodeliczny nastrój. Autorka "Córek dancingu" bardziej niż ciągłą pompą i podbojami kosmosu, zainteresowana jest raczej ludzkimi konstelacjami. Dobrze, iż przez cały czas w polskim kinie można znaleźć osoby z podobnie bujną wyobraźnią i spójną autorską strategią. Szkoda tylko, iż tak trudno znaleźć jej szerszy rozgłos i przychylną publiczność.
Agnieszka Smoczyńska kolejny raz udowadnia, iż idzie w poprzek oczekiwaniom polskiej publiczności. W kraju, gdzie największe budżety i sukces kasowy gwarantuje albo biografia podręcznikowej postaci, albo ekranizacja lektury, czasem też romkom lub historyczna inscenizacja, ponownie tworzy autorską próbę zabawy z gatunkami i tematami rzadko podnoszonymi nad Wisłą. Najpierw, w "Córkach dancingu", były syreny, potem, w "Fudze", neuropsychologia, następnie, w "Silent Twins", czarne milczące bliźniaczki, a teraz całkowite wymieszanie konwencji, na które panuje u nas jakby wrodzona alergia. Katastrofa klimatyczna, migracje, transhumanizm, sztuczna inteligencja, cyfrowa dyktatura – czyli zagadnienia kojarzone z fantastycznonaukowym sztafażem – w "Hot Spot" zostały wkomponowane w uniwersalne rozterki dotyczące rodziny, miłości, wspomnień, komunikacji czy skrytych pragnień.
- Faliro House Productions
- Film i Väst
- TVN
- Madants
- Moderator inwestycje Sp. z o.o.
- Neda Film
- Zentropa
- Canal+ Polska
Wielu rodzimych twórców o tym zapomina, ale kino jest jednak medium nastawionym na obraz, a nie tekst. Tak też Smoczyńska nadała scenariuszowi Roberta Bolesto dodatkową warstwę – psychodeliczną rysę na szkiełku kamery. Pierwsze sceny filmu to zresztą próba wsadzenia widzowi kwasu pod język, cyfrowy kleks rozlewa się po ekranie, jakby znieczulając przed tym, co zaraz nastąpi. Podobne pulsujące glitche, umowne portale między rzeczywistościami, rwą zresztą narrację co jakiś czas, odsłaniając (a może właśnie zacierając?) granice między światem realnym a wirtualnym. Choć w fabule dominuje susza, to pomysł wizualny Smoczyńskiej i operatora Jakuba Kijowskiego wydaje się na wskroś akwatyczny. Obiektyw przeczesuje przestrzeń płynnymi pociągnięciami, dyktując choreografię kadru. Szybkie zmiany ogniskowej, zaburzanie perspektywy tła, grodzenie pustych pejzaży zbliżeniami albo zamykanie twarzy bohaterów w ciasnym detalu, z jednej strony współgrają z treścią, a z drugiej pomagają czytać ją szerzej niż tylko pretekstowo.
W "Hot Spot", zgodnie z gatunkową tradycją, podążamy za skonfliktowanym wewnętrznie detektywem w średnim wieku. Dżony (w tej roli wybitny Andrzej Konopka) wyraźnie odbiega jednak od typowego wizerunku takich bohaterów – ma pomalowane na czarno paznokcie, obcisłe gatki, chadza to w tygrysim futrze, to w szkockim kilcie. Jego garderoba przypomina bardziej rewię mody w alternatywnym liceum niźli mundur twardziela z zasadami. Smoczyńska celowo igra z przyzwyczajeniami, poddając pod dyskusję zarówno zewnętrze, jak i stan ducha protagonisty. W oczach, słowach czy gestach Dżonego męska duma oraz pewność siebie zderzają się z egzystencjalnym strachem o teraźniejszość i przyszłość. Poznajemy go na misji, gdy został oddelegowany do śledztwa nad brutalnym, rytualnym morderstwem, do jakiego doszło w obozie dla uchodźców. To przedstawiciel państwowego aparatu kontroli, ale też ojciec i partner – z tego klinczu etykiet będzie próbował się wydostać przez całą fabułę.
- Faliro House Productions
- Film i Väst
- TVN
- Madants
- Moderator inwestycje Sp. z o.o.
- Neda Film
- Zentropa
- Canal+ Polska
Światotwórstwo, choćby w realistycznych dramatach bez elementów fantasy, nigdy nie było mocną stroną polskiego kina (czego nie sposób powiedzieć o literaturze). O wszystkich elementach trąbią opisy czy zwiastun – wszechobecna, kontrolująca społeczeństwo Głowa, żelki umożliwiające telepatię, bioboty o aparycji owłosionych larw, plemiona NeoDusz… Zabawy przy kreśleniu nowego porządku twórcy mieli sporo. Nie jest to wizja szczególnie nowatorska, można znaleźć pewnie sporo cytatów czy inspiracji, jednak rozpala ciekawość, momentami niedaleko jej do konstrukcji greckiej tragedii czy thrillera kryminalnego. Jednocześnie reguły rządzące rzeczywistością w "Hot Spot" nie są wcale tak dalekie od naszej sytuacji. Od konieczności wpięcia się do systemu, by móc z niego w pełni korzystać, przez bardzo selektywne podejście do wyrażanych emocji, kończąc na represjach przybyszy z zewnątrz, analogii można snuć aż nadto. THANK YOU FOR YOUR ATTENTION TO THIS MATTER – po trumpowsku zresztą zwraca się choćby sam głos algorytmu z filmu, po tym jak wyświetlił w umysłach ludzi serię wstrząsających obrazów.
Mimo poruszania bardzo poważnych tematów i tego, iż Smoczyńska z lubością prezentuje krwiste gore, wybuchające głowy czy chirurgiczne asamblaże z ludzkich ciał, jest to wszystko opowiadane z pewnego dystansu. "Hot Spot" w wielu momentach chowa się za zasłoną kampowości, jakby pragnąc uniknąć zarzutów o patos czy zbytnią dosłowność. Humor czy sytuacyjne absurdy piętrzą się zatem co rusz, przeważnie spełniając swą funkcję, ale nieraz też drażniąc brakiem zdecydowania. Może to kwestia wykreowanego świata, iż chcielibyśmy go poznać racjonalnie, po naszemu, a nie da się, bo główny bohater zmienia się w tygrysa albo strzela do własnej matki siedzącej na drzewie. A może też nie wszystkie budżetowe ograniczenia dało się łatwo ominąć, przez co niektóre transgresje czy halucynacje trzeba przyjąć na wiarę, wejść w buty Dżonego, Rany czy Ayki; połknąć magicznego żelka, po którym wszystko staje się łatwiejsze do zrozumienia.
Najciekawiej wypada tu jednak kwestia komunikacji. Zaczynając od aspektu produkcyjnego – polska reżyserka obsadza w głównej roli swojego polskiego męża, resztę obsady komponuje ze Szwedki (Noomi Rapace) i Japonki (magnetyczna Reika Kirishima), a wszystko kręci w Grecji udającej postapokaliptyczne piekło. "Hot Spot" praktycznie w całości jest po angielsku (bardzo uproszczonym), ale jak w mało którym filmie nacisk położono na akcenty: ponglish, greeklish, a choćby neo-pidginy i inne takie. Z uwagi na realia świata przedstawionego, dużo rozmów odbywa się tu poza słowami – dzięki teatru odgłosów, gestów, spojrzeń czy ruchu ciał. W pewnym momencie z ekranu pada fundamentalne zdanie: "Wszyscy kiedyś skądś przybyliśmy" i to ono wydaje mi się kluczem do odczytania przesłania Smoczyńskiej. Jak w najlepszym sci-fi, rozważania o technologii, przyszłości i systemie stanowią punkt wyjścia do pytań o zwierzęcy element człowieczeństwa oraz trzon ludzkiej tożsamości.
- Faliro House Productions
- Film i Väst
- TVN
- Madants
- Moderator inwestycje Sp. z o.o.
- Neda Film
- Zentropa
- Canal+ Polska
Zarówno widowiskowe sci-fi, jak i surrealistyczne baśnie wymagają odrobiny epickości, a w "Hot Spot" audiowizualnych szczytów sięgają zwłaszcza dwie sceny – pierwsze krople deszczu i transowa sekwencja koncertu. Brak tu pościgów rodem z "Mad Maxa" czy choćby "Alphaville", nie ma rozmachu "Diuny" ani szaleństwa "Na srebrnym globie", choć do każdego z tych dzieł da się film Smoczyńskiej przystawić i stworzyć interesujący rym. Rytm tej opowieści czasem spowalnia, a pewne wątki rozmywają się w chaotycznej, pełnej elips narracji, mimo to udało się wytworzyć dziwaczną, acz spójną atmosferę w każdej ze scen. Dzięki znakomitej pracy autora zdjęć i precyzyjnemu montażowi, zarówno niedoskonałości dramaturgiczne, jak też braki budżetowe, podkręcają psychodeliczny nastrój. Autorka "Córek dancingu" bardziej niż ciągłą pompą i podbojami kosmosu, zainteresowana jest raczej ludzkimi konstelacjami. Dobrze, iż przez cały czas w polskim kinie można znaleźć osoby z podobnie bujną wyobraźnią i spójną autorską strategią. Szkoda tylko, iż tak trudno znaleźć jej szerszy rozgłos i przychylną publiczność.















