Figiel, kawał, numer, szpas

filmweb.pl 11 godzin temu
Zdjęcie: plakat


Rude koty to nie umaszczenie, to miauczący styl życia. Mówi się, iż są wredne, niezależne, charakterne, wszystko mają gdzieś. Podobno są też okropnymi obżartuchami. Jako współlokator mięciutkiego rudasa Imbira nie potwierdzam tych oszczerstw (może poza posiadaniem wyjątkowo silnego charakteru), ale któż byłby w stanie przeciwstawić się stereotypom i popkulturowym wizerunkom?

Rudym kotem słusznej wagi jest też Gus, główny bohater "Kociego życia", krótkiego animowanego serialu wyreżyserowanego i napisanego przez słynnego brytyjskiego komika Ricky’ego Gervaisa (który Gusowi użycza również głosu). Gus to bezdomniak żyjący gdzieś w ruderze na londyńskich przedmieściach razem z Kłem (Andrew Brooke), Rzygiem (David Earl) i Olive (Diane Morgan). Czasem wpada do nich również Księciunio (Tom Basden), zadbany kot wychodzący. Ich życie diametralnie zmienia się, kiedy spotykają Kicię (Jo Hartley), malutkie, zagubione kocię. Gus bierze malucha pod swoje skrzydła (czy raczej łapy) i próbuje odnaleźć jego dom.

  • Netflix


Szkicowy zarys fabuły może budzić skojarzenia z brytyjskim kinem społecznym – czy raczej jego kocią wersją – jakiego nie powstydziliby się Mike Leigh czy Ken Loach. Koty w "Kocim życiu" mierzą się z ludzkimi problemami, ale wciąż pozostają czworonogami z bagażem własnych "cech gatunkowych" i bolączek. Gervais próbuje sprytnie lawirować pomiędzy skeczowością, wulgarnością a ciepłym, niemal sentymentalnym przesłaniem. Choćbyś nie wiem jak wściekłym i aroganckim był kotem (człowiekiem), wciąż masz pomiędzy łapami mięciutki brzuszek, po którym chcesz być pogłaskany. W podobnym tonie komik opowiadał o rzeczywistości w aktorskim serialu "After Life". Gervais grał w nim nieprzyjemnego dupka, który chowając się za maską chamskiej szorstkości przechodził żałobę po zmarłej żonie. W "Kocim życiu" impulsem do przemyślenia życiowych priorytetów jest sprawowanie opieki nad ucząca się mechanizmów rządzących światem Kicią.

Podczas oglądania każdego z sześciu odcinków dostajemy okazje do wzruszeń. W poszczególnych epizodach pojawia się sekwencja tocząca się w takt słodko-gorzkiej piosenki, udowadniającą jak wiele jest w kociakach niewyrażonych, czułych emocji. A jednak "Kocie życie" może zaskoczyć widzów szukających okazji do refleksyjnego uronienia łezki. W serialu co rusz pojawiają się jadące po bandzie żarty. Niekiedy trudno ocenić, który z nich przekroczył granicę dobrego smaku, przez co zaczął budzić obrzydzenie i oburzenie. prawdopodobnie niektóre ze skeczów sprawią, iż zapauzujecie serial. Będziecie musieli ochłonąć i zastanowić się czy tym, co czujecie są ciarki żenady czy może jednak zalążek pierwotnego rechotu. Pojawiają się w "Kocim życiu" sceny, które z pewnością przypadłyby do gustu kapitanowi polskiej animacji inteligentnie prymitywnej, Bartoszowi Walaszkowi. Czy to zaleta? Oceńcie sami.

  • Netflix

Uchylmy nieco obleśnego rąbka tajemnicy. Rzyg (cóż za urocze imię, prawda?) jest kocim seksoholikiem. Ma ochotę pokryć nie tylko przedstawicieli swojego gatunku, ale w zasadzie wszystko, co się rusza, a choćby to, co jeszcze niedawno się ruszało. Po kocimiętce ma wizję bycia wykorzystanym przez Simona Cowella i Gordona Ramsaya. Chce być ugryziony przez pszczołę w przyrodzenie, ponieważ użądlona część ciała powiększa się kilkukrotnie, co robiłoby wrażenie na kocicach. Przy tym jest przedstawiany jako brzydki, śmierdzący i skrajnie odpychający. Gus i jego paczka nieustająco rzucają wiązankami wulgaryzmów. Ze szczególną lubością wyzywają Księciunia, mszcząc się na nim z powodu jego wyższej pozycji społecznej i dość ostentacyjnego wykazywania się wiedzą i inteligencją. Szczególnie śmieszy ich, a jakże, kastracja, której Księciunio został poddany jako koci domownik. Nienawidzą ludzi, są pełni agresji, bawi ich znęcanie się nad innymi. Mówiąc krótko: zwierzęcy, miejski margines. Gervais czuje, iż dzięki umowności animacji może pozwolić sobie na zignorowanie tego, co wypada.

Z drugiej strony rzeczywiście w "Kocim życiu" obecny jest nerw kina społecznego. Bezdomne koty, niczym ludzie usytuowani na dole drabiny społecznej, z braku perspektyw wyżywają się i złoszczą na tych, którym powiodło się lepiej. Gervais dowodzi jednak, iż pod tymi niezadbanymi, zmierzwionymi futrami kryje się dobre serce. Sporo, jak na tak rechotliwy serial, jest tu refleksji nad starością i kruchością życia. Uliczne sierściuchy nie mają troskliwych opiekunów, muszą radzić sobie same, zjadać resztki, łapać myszy na cmentarzu, przebiegać przez ruchliwe jezdnie. Nie czeka ich wiele dobrego: młode pokona koci katar, inne przejadą samochody, których kierowcy choćby się nie zatrzymają, żeby sprawdzić, co się stało. W takich warunkach koci gang musi trzymać się razem i próbować przetrwać.

  • Netflix

"Kocie życie" dokłada cegiełkę do audiowizualnego wizerunku kota, a jednocześnie nawiązuje do innych kocich tekstów kultury. Gus odziedziczył swoje imię po postaci z musicalu "Koty" – starym kocurze ze sceniczną przeszłością. Trudno głównego bohatera produkcji Netfliksa nie skojarzyć z Garfieldem, rudą ikoną brytyjskiej popkultury. Choć moim zdaniem Gusowi bliżej do Harry’ego i Riff Raffa z "Łebskiego Harry’ego", amerykańsko-francuskiej animowanej serii dla dzieci z lat osiemdziesiątych, emitowanej w Polsce na przełomie wieków. Obaj koci bohaterowie mieli oczywiście rude umaszczenie. Riff Raff hersztował gangowi bezdomniaków, a Harry (w oryginale nosił jakże znaczące imię Heathcliff) był wiecznie głodnym spryciarzem, który, choć posiadał swój dom, świetnie odnajdywał się w meandrach miejskiego życia. Gervais igra w "Kocim życiu" z konwencją animacji dla najmłodszych i obśmiewa infantylizację zwierząt. Wiele mówiło się o fotorealistycznym "Królu Lwie" z 2019 roku, w którym z wielkim pietyzmem oddano wygląd lwów, ale z premedytacją zapomniano o tym, żeby wielkie drapieżniki posiadały genitalia (przyroda ma być jak z filmu dokumentalnego, ale musi jednocześnie zostań wykastrowana). W serialu Netfliksa wygląd kotów jest uroczo zawadiacki, wręcz nieprowokacyjny, za to w dialogach wciąż mówi się o tym "kto ma jakiego i co nim robił".

Kto lubi Gervaisa, temu "Kocie życie" prawdopodobnie się spodoba. Nie będą mu przeszkadzały kontrowersyjne gagi i żarty, za to doceni wyborny dubbing, w którym prym wiedzie nie tylko autor serialu, ale również jego stali współpracownicy znani chociażby z "After Life", w tym robiąca od kilku lat karierę jako Philomena Cunk Diane Morgan. Sam jestem nieco rozdarty w ocenie "Kociego życia", choć nie ukrywam, iż niecałe dwie godziny, jakie trzeba poświęcić na serial, upłynęły mi gwałtownie i na ogół radośnie.
Idź do oryginalnego materiału