Festiwale? To bastion relacji, walki z samotnością. A czy bilety muszą być tak drogie? | Kultura na weekend. Odc. 301

polityka.pl 2 godzin temu
Badamy puls – mówi o zmieniającym się Open’erze, organizowanym od 24 lat największym biletowanym festiwalu w Polsce, jego dyrektor Mikołaj Ziółkowski. Te cztery dni w Gdyni z muzyką najpopularniejszych wykonawców, od gwiazd rocka (The Cure, Nick Cave), przez rap (Sokół, Clipse), po ikony K-popu (Jennie) i nowoczesnego popu (PinkPantheress, Addison Rae), to instytucja i główny punkt odniesienia na letniej mapie festiwalowej. – Festiwali w Europie z takim dużym programem, trwających cztery dni, zostało kilka. Zmienia się szybkość przyjmowania muzyki, emocji, poczucie czasu – mówi w naszej podkastowej rozmowie Mikołaj Ziółkowski, założyciel i wieloletni dyrektor tej imprezy, która w tym roku odbywa się między 1 a 4 lipca.

To zmiany w dużej części postpandemiczne – rynek niemal przestał istnieć, po czym przez kilka lat się odbudowywał. I teraz zmienia się dynamicznie i nieustannie. Są to zmiany obejmujące całe nurty (hip-hop na świecie miał swój peak, w ostatnim czasie poza kilkoma wyjątkami jest nieco gorzej) i oczekiwania widowni. Ale też zmiany ekonomiczne. Bilety na koncerty bardzo zdrożały po pandemii. Karnety festiwalowe – sprzedawane dziś nierzadko za czterocyfrowe sumy – również. Choć Open’er wskazuje na ich opłacalność. – Trzeba mówić o tym, iż festiwale mają bardzo dobrą cenę. Standardowy bilet na znanego artystę międzynarodowego na stadion, na płytę, to między 550 a 750 zł. Jednego artystę! Tu mówimy o 80–90 wykonawcach. Jednego dnia na głównej scenie gra czasem czterech dużych wykonawców – broni tego cennika Mikołaj Ziółkowski.

Jego zdaniem czeka nas istotny spór: czy wszystko jest wolnym rynkiem, gdzie każdy chce jak najszybciej wygenerować zysk dla siebie, czy szukamy takich rozwiązań, żeby rozwijała się cała branża. A letnie festiwale są najważniejsze w realiach politycznych i społecznych świata coraz mocniej stawiającego na wirtualność: – Festiwale są bastionem relacji na poziomie międzyludzkim. To jest jedna z ostatnich przestrzeni, która o nie walczy – mówi twórca Open’era. Rozmowę prowadzi Bartek Chaciński.

Idź do oryginalnego materiału