To zmiany w dużej części postpandemiczne – rynek niemal przestał istnieć, po czym przez kilka lat się odbudowywał. I teraz zmienia się dynamicznie i nieustannie. Są to zmiany obejmujące całe nurty (hip-hop na świecie miał swój peak, w ostatnim czasie poza kilkoma wyjątkami jest nieco gorzej) i oczekiwania widowni. Ale też zmiany ekonomiczne. Bilety na koncerty bardzo zdrożały po pandemii. Karnety festiwalowe – sprzedawane dziś nierzadko za czterocyfrowe sumy – również. Choć Open’er wskazuje na ich opłacalność. – Trzeba mówić o tym, iż festiwale mają bardzo dobrą cenę. Standardowy bilet na znanego artystę międzynarodowego na stadion, na płytę, to między 550 a 750 zł. Jednego artystę! Tu mówimy o 80–90 wykonawcach. Jednego dnia na głównej scenie gra czasem czterech dużych wykonawców – broni tego cennika Mikołaj Ziółkowski.
Jego zdaniem czeka nas istotny spór: czy wszystko jest wolnym rynkiem, gdzie każdy chce jak najszybciej wygenerować zysk dla siebie, czy szukamy takich rozwiązań, żeby rozwijała się cała branża. A letnie festiwale są najważniejsze w realiach politycznych i społecznych świata coraz mocniej stawiającego na wirtualność: – Festiwale są bastionem relacji na poziomie międzyludzkim. To jest jedna z ostatnich przestrzeni, która o nie walczy – mówi twórca Open’era. Rozmowę prowadzi Bartek Chaciński.













