Festiwal w Gdyni. Jakie jest nowe polskie kino? „Przez ścianę” triumfuje, biografie zawodzą

polityka.pl 9 godzin temu
Zdjęcie: mat. pr.


Źródłem inspiracji polskiego kina są prawdziwe historie. Biografia Kuroniów okazała się niewykorzystaną szansą, w Gdyni wygrało „Przez ścianę” Macieja Sobieszczańskiego – kameralne i autentyczne. Większość nagród zakończonego właśnie Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni zgarnęły znane już z ekranów międzynarodowe koprodukcje Pawła Pawlikowskiego, Jana Komasy i Agnieszki Smoczyńskiej. Ale Złotymi Lwami uhonorowano minimalistyczny, czarno-biały dramat Macieja Sobieszczańskiego „Przez ścianę”. Ascetyczny, precyzyjnie skonstruowany, niemal metafizyczny film o nadziei i narodzinach irracjonalnej miłości. O ludziach, którzy zakochują się, nie znając swoich twarzy ani głosów.

Przez ścianę, za kratami

Punktem wyjścia jest autentyczna historia studentki medycyny Wiesławy Pajdak i Jerzego Śmiechowskiego, młodego działacza antykomunistycznego podziemia, osadzonych w 1947 r. na Rakowieckiej w sąsiadujących celach. Przez lata pobytu w więzieniu ich jedynym łącznikiem był alfabet Morse’a. Stukając do siebie przez ścianę, najpierw zaspokajali potrzebę kontaktu, oswajali samotność, a z czasem nawiązywała się między nimi bliskość i gorące uczucie. Zobaczyli się po raz pierwszy dopiero po sześciu latach, podczas własnego ślubu zaaranżowanego za kratami.

„Przez ścianę” wywołało zachwyt zarówno niezwykłą, prawdziwą historią, jak i bezkompromisową formą realizacji, dzięki której nie czuje się wymuszonego sentymentalizmu, nie ma wyciskania łez na siłę. Plastyczne, czarno-białe kadry Jolanty Dylewskiej (wyróżnienie za zdjęcia) podkreślają osamotnienie, udrękę, niegasnącą nadzieję. Kamera skupia się na fakturze chropowatych ścian, ciałach więźniarek i poranionych dłoniach, zamieniając grozę stalinowskiej opresji w niemal malarskie kadry.

Film celowo zwalnia tempo, zmuszając do dostrojenia się do więziennej codzienności.

Idź do oryginalnego materiału