Feminawka: „Thelma i Louise”. Na drodze do emancypacji | Timeless Film Festival 2025

filmawka.pl 16 godzin temu

Feministyczna dekonstrukcja road movie zdecydowanie nie brzmiała jak przepis na komercyjny sukces u progu lat 90. – w amerykańskiej branży filmowej wciąż żywe były backlashowe nastroje ery Reagana, opowiadające się za tradycyjnym wizerunkiem kobiety i rodziny, a trzecia fala feminizmu miała dopiero nadejść. A jednak właśnie w tym momencie Ridley Scott zdecydował się na realizację Thelmy i Louise (1991) – kultowego obrazu, który nie tylko przyniósł mu pierwszą nominację do Oscara, a także zrewolucjonizował cały gatunek kina drogi, pozostając jednocześnie jednym z najpiękniejszych portretów siostrzeństwa na wielkim ekranie.

Do jednych z wielkich mitów założycielskich kultury amerykańskiej należy mit drogi, utożsamiany z obietnicą wolności, ucieczką od skorumpowanego społeczeństwa czy podróżą ku samopoznaniu i niezależności. O ile sam motyw wędrówki jest stale obecny w kulturze Zachodu mniej więcej od czasów Odysei, tak historyczno-geograficzne uwarunkowania trwale wpisały go przede wszystkim w pejzaż Stanów Zjednoczonych – rozległe przestrzenie Teksasu, Arizony czy Wielkiego Kanionu stanowiły płodne źródło inspiracji dla kolejnych reżyserów, którzy czynili je scenerią swoich westernów, obrazów gangsterskich czy wreszcie filmów drogi.

Femina viator

Jednak amerykańskie kino drogi, na czele z nieśmiertelnym pierwowzorem literackim – On the road Jacka Kerouaca, przez lata uchodziło za gatunek na wskroś zmaskulinizowany. W przeciwieństwie do kobiet, związanych ze sferą rodzinną i domową, samotna podróż pozostawała domeną mężczyzn – wystarczy spojrzeć choćby na głównych bohaterów Swobodnego Jeźdźca (1969) czy Znikającego punktu (1971). W tych i innych produkcjach, ekranowe kadry wypełniały atrybuty stereotypowej męskości: broń, szybkie pojazdy, wiatr we włosach i piękne kobiety, zwykle występujące – jeżeli nie w roli atrakcyjnych wizualnie akcesoriów czy partnerek seksualnych – to jako femme fatales, sprowadzających na bohatera zgubę i przemoc.

„Thelma i Louise” / materiały prasowe Timeless Film Festival

Filmem, który jako jeden z pierwszych przełamał ten paradygmat, stawiając bohaterki w roli podmiotu, a nie przedmiotu spojrzenia był Thelma i Louise (1991). Gdy za kierownicą w końcu zasiadły dwie kobiety, przetarły w ten sposób szlaki przedstawicielom innych marginalizowanych grup – mniejszości seksualnych czy rasowych, ujawniając emancypacyjny potencjał kina drogi, jako przestrzeni wyzwolenia i środka do kontestacji utrwalonych ról społecznych i płciowych.

Lustrzane odbicia

Główną oś fabularną w filmie Scotta stanowi wspólna podróż dwóch przyjaciółek, które, na pierwszy rzut oka, zdecydowanie więcej dzieli niż łączy – naiwnej i niewinnej Thelmy Dickinson, oraz cynicznej, twardo stąpającej po ziemi Louise Sawyer. Dla obu bohaterek weekendowy wypad to szansa na wyrwanie się z okowów krępującej je codzienności. W przypadku Louise, powtarzalnej i monotonnej pracy, a Thelmy – dyktatu despotycznego i humorzastego męża Darryla. Jednak niewinna wycieczka przybiera dramatyczny obrót, gdy stając w obronie przyjaciółki, Louise zabija jej niedoszłego gwałciciela. Boleśnie świadome stosunku społeczeństwa do ofiar przemocy seksualnej, wiedzą, iż nie mają szans na oczyszczenie się z zarzutów – w końcu, jak zauważa Louise, sto osób widziało, jak kilka minut wcześniej Thelma tańczyła ze swoim oprawcą. Kto by im uwierzył? Od tej chwili bohaterki stają się zbiegami poszukiwanymi za morderstwo, a ich podróż przeradza się w desperacką ucieczkę przed policyjnym pościgiem. Paradoksalnie, to właśnie życie w drodze daje im coś, czego nie zaznały nigdy wcześniej – prawdziwą wolność i możliwość odkrycia własnej tożsamości, niezależnej od mężczyzn.

Uciec przed męskim spojrzeniem

Nieprzypadkowo protagonistki stają się wyjętymi spod prawa banitkami w momencie, w którym przejmują kontrolę nad własnymi ciałami; od początku wyprawy każdy krok Thelmy i Louise śledzony jest przez męski wzrok. Od pierwszych ujęć w barze, gdy jako samotne podróżniczki ściągają na siebie uwagę przebywających w nim mężczyzn, przez napastliwe komentarze spotkanego na trasie kierowcy tira, po czujne oczy depczącej im po piętach policji. Poszczególne postacie męskie reprezentują różne oblicza patriarchatu – czy to w postaci opresyjnego małżonka, zdradzieckiego kochanka-złodzieja czy empatycznego, ale protekcjonalnego detektywa.

„Thelma i Louise” / materiały prasowe Timeless Film Festival

Kluczem do wzięcia przez bohaterki losu we własne ręce, mimo niesprzyjających okoliczności, jest odrzucenie męskiego świata ze wszystkimi jego zasadami. Jednak, aby tego dokonać, muszą w pierwszej kolejności zmienić sposób postrzegania samych siebie. W tym kontekście podróż okazuje się przełomowa zwłaszcza dla Thelmy, która po latach niesatysfakcjonującego małżeństwa, wreszcie odkrywa znaczenie wolności seksualnej czy niezależności ekonomicznej. Gdy po kradzieży oszczędności, będących ich biletem do nowego życia wszystko wydaje się stracone, to właśnie ona wykazuje się pomysłowością, napadając na sklep. Uwieczniona na nagraniu z monitoringu komiczna i z lekka absurdalna scena, gdy bohaterka uprzejmie prosi kasjerów o wydanie pieniędzy, na odchodne życząc im miłego dnia, mimo całej swojej groteskowości, jest w istocie aktem buntu i dowodem na to, iż Thelma stała się kimś innym niż była na początku podróży – kobietą, która potrafi sama o sobie decydować oraz nie boi się konsekwencji swoich czynów.

Swobodne jeźdźczynie

Wewnętrzna przemiana głównych bohaterek znajduje swoje odzwierciedlenie także w sposobie ich prezentacji. W drogę wyruszają z zadbanym makijażem, ubrane w jasne sukienki i koszule, co przywodzi na myśl nieświadomość i niewinność. Jednak w miarę przekraczania kolejnych granic, wygląd fizyczny staje się dla nich sprawą drugorzędną – koronki i ułożone fryzury ustępują miejsca dżinsom i rozwianym włosom, co z kolei zbliża ich wizerunek do ikonografii kowbojskiej. Ta metamorfoza konotuje status Thelmy i Louise jako samotnych jeźdźczyń, które wymierzają sprawiedliwość na własnych zasadach, jak choćby w niezwykle satysfakcjonującej scenie samosądu bohaterek nad kierowcą tira, gdy nie będąc w stanie dłużej znosić catcallingu i dwuznacznych aluzji, bez wahania wysadzają jego pojazd w powietrze.

„Thelma i Louise” / materiały prasowe Timeless Film Festival

Herstoria powstania

Obecność filmu o tak mocnym i bezpośrednim przekazie feministycznym w dorobku Ridleya Scotta – twórcy, którego zwykli byśmy łączyć z wysokobudżetowymi produkcjami akcji i dramatami historycznymi, wpisującymi się w gust przeważnie męskiej widowni – może nieco dziwić. I jest to w pełni uprawnione spostrzeżenie, bowiem w tym kontekście wyrazy uznania należą się przede wszystkim scenarzystce i pomysłodawczyni tej niezwykłej historii – Callie Khouri. Niezwykła błyskotliwość i humor dialogów Thelmy i Louise przyniosły jej zresztą zasłużonego Oscara w kategorii „Najlepszy Scenariusz Oryginalny”, czyniąc ją jednocześnie jedną z pierwszych kobiet nagrodzonych tym wyróżnieniem.

Sam Scott natomiast, nieszczególnie palił się do reżyserii projektu – wprawdzie wykupił prawa i zgodził się go wyprodukować, ale za sterami filmu widział innych twórców. Do wzięcia na siebie tej funkcji przekonała go dopiero Michelle Pfeiffer. Nie oznacza to jednak, iż w Thelmie i Louise brakuje i jego autorskiego sznytu; w długich panoramicznych ujęciach pustyni, czy dynamicznej pracy kamery, dają o sobie znać cechy charakterystyczne dla przyszłego twórcy Gladiatora. I właśnie to – połączenie rozmachu wizualnego z intymnością przedstawionej historii – w dużej mierze zadecydowało o komercyjnym sukcesie filmu, który spotkał się z uznaniem szerokiej publiczności.

*

Thelma i Louise to jednak nie tylko niż gorzka refleksja nad patriarchalna rzeczywistością, a przede wszystkim kawał błyskotliwej i ponadczasowej historii o wolności, kobiecej sile i przyjaźni, która trwa pomimo wzajemnych różnic. Ridley Scott zręcznie nawiguje między komedią, sensacją a dramatem, wywracając do góry nogami utrwalone klisze kina drogi. I to właśnie ta wyjątkowa mieszanka sprawia, iż Thelma i Louise to doskonały wybór na wspólny seans z mamą, siostrą, babcią czy najlepszą przyjaciółką – prawdziwy hołd dla kobiecej niezależności i wspólnoty, wpisujący się w nurt „good for her” cinema.

Korekta: Krzysztof Kurdziej


Bibliografia:

  • H.R. Greenberg, C.J. Clover, A. Johnson, The Many Faces of „Thelma & Louise” Film Quarterly, Vol. 45, No. 2 (Winter, 1991-1992)
  • C. I.Eraso, „THELMA AND LOUISE”: ‚EASY RIDERS’ IN A MALE GENRE, Atlantis, Vol. 23, No. 1 (Junio 2001), pp. 63-73
  • Ann Putnam, The Bearer of the Gaze in Ridley Scott’s „Thelma and Louise„, Western American Literature , WINTER 1993, Vol. 27, No. 4
Idź do oryginalnego materiału