Felicja o debiutanckim albumie, emocjach i muzycznym „Jutrze” [wywiad]

kulturalnemedia.pl 1 godzina temu

Autorka tekstów, kompozytorka i wokalistka tworząca muzykę z pogranicza indie popu i alternatywy. W swoich utworach opowiada o miłości, samotności, relacjach i odwadze, stawiając na szczerość oraz emocjonalne historie. Z nami spotyka się chwilę po premierze singla “Jutro”.

Spotykamy się kilka dni po wydaniu nowego singla – domyślam się, iż dla artysty to pewnie zawsze spore przeżycie, pokazać światu swoje muzyczne dziecko. Z jakimi myślami i uczuciami chciałabyś zostawić słuchacza, gdy wybrzmiewają ostatnie dźwięki utworu „Jutro”? Jakie jest jego przesłanie?

Zwyczajne „wow” w zupełności mi wystarczy. (śmiech) Każda premiera to dla mnie duże przeżycie — trzeba przygotować naprawdę wiele rzeczy, być gotowym na różne scenariusze, gwałtownie reagować i jeszcze przy tym wszystkim nie zwariować.

W przypadku „Jutro” chciałabym przede wszystkim zostawić słuchacza z pewnym niedosytem. Z taką myślą: „wow, ale fajna piosenka… co to za dziewczyna? Chyba zostanę na dłużej”. Sam utwór mówi natomiast o niepewności związanej z tym, co będzie dalej — szczególnie w relacji, na której nam zależy. O takim strachu przed jutrem, którego przecież nie jesteśmy w stanie przewidzieć ani w pełni kontrolować.

Singiel zapowiada Twój debiutancki album. Na ile „Jutro” jest wizytówką całej płyty, a na ile tylko jedną z wielu muzycznych twarzy, które na niej odkryjesz?

„Jutro” jest siódmą z ośmiu piosenek tworzących album i tak naprawdę każda z dotychczasowych premier jest trochę jego wizytówką. Każdy utwór ma własny charakter, emocje i trochę inny vibe, ale wszystkie razem tworzą jedną historię.

„Jutro” na pewno traktuję jednak jako jeden z najmocniejszych utworów promujących cały album. Jest najbardziej nośne, radiowe, ma dużo energii i — moim zdaniem — bardzo ciekawą melodię. Szczerze? Chyba choćby podoba mi się najbardziej. (śmiech) Czuję też, iż bardzo dobrze oddaje kierunek, w którym chciałabym rozwijać swoje brzmienie.

Droga do pierwszej płyty bywa wyboista. Jaki moment podczas pracy nad tym albumem był dla Ciebie największym przełomem, a kiedy poczułaś, iż wszystko idzie dokładnie tak, jak sobie wymarzyłaś?

Tak, droga do pierwszego albumu zdecydowanie potrafi być wyboista. (śmiech) Towarzyszyło mi mnóstwo pytań: „czy to na pewno dobry kierunek?”, „a co, jeśli…?”, „może jednak zrobić to inaczej?”. W trakcie pracy pojawiło się wiele zmiennych, które ostatecznie nadały temu krążkowi jego obecny kształt. Bardzo dużo się też nauczyłam — niestety, jak to zwykle bywa, głównie na własnych błędach, bo album wydaję całkowicie niezależnie.

Jaki moment był dla mnie przełomem? Chyba nie było jednego konkretnego. Po drodze spotkałam jednak kilka osób, które dodały mi wiary we własne możliwości i pomysły — i chyba właśnie tego wtedy potrzebowałam. W pewnym momencie po prostu stwierdziłam: „dam radę, dopnę ten projekt do końca, choćby nie wiem co, i zrobię go najlepiej, jak potrafię”.

Kiedy poczułam, iż wszystko idzie tak jak sobie wymarzyłam? „Tak jak sobie wymarzyłam” to chyba lekkie wyolbrzymienie. (śmiech) Raczej obrałam konkretny kierunek i zaczęłam się go trzymać, choćby jeżeli po drodze pojawiały się chwile zwątpienia. Z kilku rzeczy musiałam zrezygnować, bo zamiast pomagać, zaczynały mnie blokować. Nauczyłam się też jasno stawiać granice, podejmować decyzje i nie wracać do nich pięć razy. Po prostu zaczęłam działać. Być może brzmi to banalnie, ale przy liczbie rzeczy, którymi zajmuję się jednocześnie, rozproszenie potrafi naprawdę skutecznie pokrzyżować plany.

Gdybyś miała zamknąć klimat całego nadchodzącego krążka w trzech słowach lub kolorach, jak byś go opisała?

Pogodzenie się ze sobą, emocje i nadzieja. To chyba trzy najważniejsze słowa, którymi opisałabym cały Album „Osobista”. Ten krążek jest dla mnie trochę drogą przez różne relacje, niepewności i uczucia, ale finalnie prowadzi właśnie do większej akceptacji samej siebie.

Debiut to idealny moment, by przedstawić się światu. Czego o Tobie jako osobie nie dowiemy się z plotek, ale bez problemu usłyszymy w Twoich tekstach?

Lubię bardzo dużo rozmyślać, przewidywać różne scenariusze, a później zastanawiać się, która opcja jest najlepsza — przez co, co zabawne, czasem umyka mi to, co dzieje się tu i teraz. Mam w sobie sporo niepewności, ale też bardzo dużo marzeń. gwałtownie się nudzę, lubię działać, próbować nowych rzeczy i raczej trudno mi długo stać w jednym miejscu.

Jestem marzycielką i chyba właśnie to najbardziej słychać w moich tekstach. Dużo jest w nich rozmyślania o relacjach, o tym, co było, co mogłoby być i co może wydarzyć się dalej.

Plotek raczej o mnie nie znajdziecie. (śmiech) Jestem szczerą osobą, lubię dobry humor, jasne zasady, kreatywność i wrażliwość. Lubię też pomagać innym. I bardzo chętnie zabrałabym każdego, kto ma ochotę, do mojego trochę odrealnionego muzycznego świata.

Twój pseudonim oznacza „szczęście” i „pomyślność”. W jakich najprostszych, codziennych sytuacjach Felicja szuka szczęścia, kiedy akurat nie stoi na scenie ani w studiu?

To ciężkie pytanie, bo ostatnie 1–2 lata są dla mnie bardzo intensywne — zarówno prywatnie, jak i muzycznie. Mam wiele zajęć, które rozwijam jednocześnie, więc chyba największym szczęściem są dla mnie te momenty, kiedy mogę na chwilę…zwolnić, zresetować głowę.

Dobre kakao, wyjazd, sport, spotkanie z ludźmi, przy których mogę być po prostu sobą, albo moment, kiedy zaczynam tworzyć nowe utwory. Staram się przy tym wszystkim dobrze bawić i nie zwariować — i chyba właśnie w takich małych rzeczach najczęściej szukam szczęścia.

Ogromną euforia daje mi też to, kiedy widzę, iż ktoś cieszy się moją muzyką razem ze mną — udostępnia ją, przesyła dalej, wrzuca na stories czy po prostu pisze, iż jakiś utwór mu towarzyszy. To są niby małe rzeczy, ale potrafią naprawdę poprawić mi dzień. Chyba właśnie takie momenty najbardziej przypominają mi, iż warto czasem zwolnić i po prostu cieszyć się tym, co już się wydarza.

Muzyka nie powstaje w próżni. Kto lub co na polskiej scenie muzycznej inspiruje Cię najbardziej do przecierania własnych szlaków?

Szczerze mówiąc, nie mam jednej konkretnej osoby, którą mogłabym wskazać jako swoją główną inspirację. Oczywiście są artyści, których muzykę bardzo lubię i których twórczość podziwiam, ale mój największy impuls do dalszego działania przychodzi chyba od ludzi, którzy tej muzyki słuchają.

Kiedy po koncercie ktoś podchodzi i mówi mi po prostu „pięknie”, albo dostaję wiadomość, iż jakiś tekst pomógł komuś przejść przez trudniejszy moment, to właśnie wtedy przypominam sobie, po co adekwatnie to wszystko robię.

Może zabrzmi to trochę górnolotnie, ale moją największą inspiracją do tworzenia są właśnie ludzie. Świadomość, iż muzyką można kogoś wzruszyć, dać mu chwilę oddechu albo pomóc nazwać emocje, których sam nie potrafił ubrać w słowa, jest dla mnie czymś naprawdę wyjątkowym.

Ale jest w tym też trochę zdrowego egoizmu. Muzyka daje mi niesamowitą przyjemność, euforia i satysfakcję. Kiedy tworzę, śpiewam albo stoję na scenie, mam po prostu poczucie, iż żyję — i chyba właśnie to jest dla mnie największą motywacją, żeby cały czas iść dalej.

Album to jedno, ale prawdziwa magia dzieje się na żywo. Jak wyobrażasz sobie idealny koncert, na którym fani śpiewają z Tobą „Jutro” od początku do końca?

PGE Narodowy. Ja na środku sceny, wokół tłum ludzi, wszyscy tańczą i śpiewają „Jutro” od pierwszego do ostatniego słowa, a z nieba leci konfetti. (śmiech) Skoro już mamy marzyć, to nie widzę sensu się ograniczać.

Ale tak naprawdę choćby na dużo mniejszym koncercie moment, w którym publiczność zna tekst mojej piosenki lepiej ode mnie i śpiewa go razem ze mną, byłby czymś niesamowitym. Chyba właśnie dla takich chwil chce się wychodzić na scenę.

Nawiązując do tytułu singla: gdybyś mogła zaplanować swoje idealne, artystyczne „jutro” za kilka lat, to jak wyglądałaby Twoja codzienność? Tego Ci życzę. Wielkie dzięki za rozmowę.

Moje idealne „jutro”? Chciałabym przede wszystkim móc zajmować się muzyką na pełen etat, bo w tej chwili robię to „po godzinach”— tworzyć nowe utwory i kolejne płyty, regularnie koncertować i dzielić się emocjami zarówno podczas małych, akustycznych występów, jak i na dużych plenerowych scenach.

Chciałabym też nagrywać duety z artystami polskiej i zagranicznej sceny, podróżować z muzyką i mieć wokół siebie ludzi, z którymi mogę tworzyć przez lata.

A poza tym? przez cały czas mieć frajdę z tego, co robię. Bo chyba właśnie to byłoby dla mnie najlepszym dowodem na to, iż moje artystyczne „jutro” potoczyło się w dobrą stronę.

Idź do oryginalnego materiału