Przyzwyczailiśmy się myśleć o Szwajcarii jako o oazie spokoju, gdzie czas odmierzają bezbłędne zegarki, bankierzy liczą zyski w ciszy dyskretnych gabinetów, a jedynym zmartwieniem mieszkańców jest stopień dojrzałości sera w kantonach. Co robi szwajcarski pisarz science fiction, kiedy rzeczywistość wokół niego jest zbyt uporządkowana? W tym odcinku przyjrzymy się dwóm głośnym pozycjom helweckiej SF, które choć rzemieślniczo bardzo dobre, pozostawiają czytelnika z poczuciem gatunkowego niedosytu.