Fallout w pierwszym sezonie pokazał, iż da się stworzyć porządną aktorską adaptację gier wideo. Czy drugi sezon utrzymał dobrą passę?
Fallout w drugim sezonie kontynuuje losy głównych bohaterów. Lucy i Ghul wyruszają razem do New Vegas. Tam czekają na nich upragnione cele – Lucy chce ponownie spotkać ojca, Ghul ma wreszcie szansę, aby odnaleźć swoją rodzinę. Tymczasem Maksimus musi zmierzyć się z nową rolę, jaka przypadła mu w Bractwie Stali. Wątków jednak dochodzi więcej. Widzowie mają okazję przekonać się co słychać w kryptach 33 i 32, jak w nowym środowisku radzi sobie Norm, a także jakie plany w Vegas ma Hank, ojciec Lucy. Co więcej, w miarę rozwoju serialu, serial dostarcza także nowe retrospekcje z czasów przed wybuchem Wielkiej Wojny. Na ekranie więc dzieje się wiele, jak jednak wypada ten „chaos”?
Twórcy serialu mocno rozwijają uniwersum Fallouta. Choć ilość wątków może z początku przytłaczać, udaje im się wyjść obronną ręką z opowiadanej historii. Pierwsze odcinki drugiego sezonu rozwijają się powoli i spokojnie wprowadzają widza do postapokaliptycznego świata. Jednak wraz z upływem kolejnych epizodów akcja serialu nabiera tempa, serwując coraz więcej nieoczekiwanych wydarzeń. Fallout przestawia nam ponownie znane twarze, jak również wprowadza te całkiem nowe. Dowiadujemy się więcej o Bractwie Stali oraz mieszkańcach krypt i ich małych tajemnicach. Na ekranie debiutują także znane z gier Republika Nowej Kalifornii, Legion czy słynny Robert House, założyciel firmy RobCo Industries.
Tak jak wspomniałam na początku, ilość postaci czy wątków może momentami dezorientować. Pozostając jednak uważnym widzem, gwałtownie odnajdziemy się w fabule i zaczniemy dostrzegać sens oraz powiązania między poszczególnymi elementami tej opowieści. Twórcy produkcji bowiem świetnie operują opowiadaną historią. Sprawiają, iż w głowie widza najpierw rodzi się mnóstwo pytań, a następnie stopniowo odkrywają kolejne karty – aż fabuła złoży nam się w zgrabną całość. Oczywiście nie wszystko zostaje wyjaśnione – na niektóre odpowiedzi pozostaje nam poczekać do kolejnej odsłony Fallouta.
kadr z serialuDrugi sezon Fallouta nie odstaje więc od pierwszej odsłony. Twórcy zachowali, a wręcz jeszcze bardziej podkręcili świetny klimat postapo w serialu. Nie brakuje również dynamicznych scen walki czy dialogów, które potrafią wywołać głośny śmiech przed ekranem. Fallout to jednak przede wszystkim udana satyra na temat ludzkich pragnień i skutków chęci dominacji nad światem, podana w charakterystycznej dla serii groteskowej i bezkompromisowej formie, która bawi, ale jednocześnie skłania do refleksji. To interesująca wizja świata, w której ludzka moralność zostaje poddana próbie, a wybór między dobrym a złym nie zawsze wydaje się tak oczywisty.
Te motywy szczególnie uwidaczniają się w konflikcie między Lucy a jej ojcem. Ich relacja staje się jednym z najważniejszych punktów fabuły, ukazując zderzenie idealistycznego spojrzenia na świat z bezwzględnym pragmatyzmem. Konflikt ten nie tylko napędza narrację, ale także podkreśla moralną niejednoznaczność świata Fallouta, w którym każde działanie niesie ze sobą konsekwencje, a granica między bohaterstwem a okrucieństwem bywa wyjątkowo cienka.
Pod względem aktorskim Fallout również prezentuje się znakomicie. Ella Purnell świetnie przedstawia Lucy i jej wewnętrzną przemianę – od naiwnej krypciary po coraz bardziej świadomą bohaterkę, która mimo przeciwności stara się trzymać własnych przekonań i wartości. Aaron Moten jako Maksimus również dobrze się prezentuje, jednak nie ukrywam, iż postaci tej nie darzę szczególną sympatią. Nie zmienia to jednak faktu, iż Moten przekonująco oddaje wewnętrzne rozdarcie Maksimusa oraz jego niejednoznaczną moralność. Królem ekranu (podobnie jak w przypadku pierwszego sezonu) bezsprzecznie zostaje jednak Walton Goggins. Jego postać potrafi ukazać całą masę emocji, a wątki Ghula niezmiennie pozostają moimi ulubionymi.
Nie zapominajmy, iż Fallout oprócz wspaniale rozwiniętej fabuły i dobrego aktorstwa to także naprawdę ciekawe, momentami piękne ujęcia retro świata i postapokaliptycznych lokacji. Całość obrazka dopełnia również muzyka, która jeszcze mocniej podkręca klimat tej opowieści.
kadr z serialuDrugi sezon serialu Fallout nie rozczarowuje, a wręcz jeszcze bardziej utwierdza w przekonaniu, iż mamy do czynienia z jedną z najlepszych adaptacji gier wideo ostatnich lat. Choć finał sezonu miejscami bywa lekko patetyczny (o Tobie mówię Maksimusie) nie zmienia to faktu, iż serial dostarcza mnóstwo satysfakcji, a podekscytowanie następnym sezonem tylko rośnie. Z niecierpliwością oczekuje więc kolejnej odsłony tej serii.
Fot. główna: materiały prasowe // Prime Video



