EXODUS - Goliath (2026)

powermetal-warrior.blogspot.com 1 dzień temu


Kiedy w 2014 roku do Exodus wrócił Steve „Zetro” Souza, byłem przeszczęśliwy — wreszcie do zespołu powrócił mój ulubiony wokalista tej formacji. Rob Dukes nie jest złym frontmanem, jednak zdecydowanie bardziej przemawia do mnie styl śpiewania i sceniczna charyzma Souzy. Zespół rozpoczął prace nad nowym materiałem po reaktywacji, ale w 2025 roku jego miejsce ponownie zajął Dukes. To właśnie z nim nagrano album „Goliath”, który miał premierę 20 marca nakładem Napalm Records.

Zespół wciąż serwuje solidną dawkę thrash metalu, jednak w porównaniu do dwóch ostatnich płyt z Souzą czuję spore rozczarowanie. Exodus stać na znacznie więcej — tutaj nie wykorzystano w pełni drzemiącego w nich potencjału. Momentami słychać wrażenie wymuszonego tworzenia, pozbawionego wyraźnej koncepcji. Album jest nierówny, a niektóre fragmenty wyraźnie odstają poziomem. To wciąż solidna, thrashowa płyta, ale to za mało jak na zespół tej klasy.

Rob Dukes wykonuje swoją pracę poprawnie, ale nie wnosi niczego wyjątkowego — brakuje mu tej magnetycznej siły, którą emanował Souza. Owszem, dobrze wpisuje się w stylistykę thrash metalu, jednak nie potrafi nadać utworom dodatkowej głębi. Gitarzyści Lee Altus i Gary Holt robią, co mogą, aby materiał był atrakcyjny, ale nie wszystkie pomysły zostały dopracowane. Wyraźnie zabrakło spójnej wizji i świeżych inspiracji.

Również okładka albumu sprawia wrażenie kiczowatej i nie zachęca do sięgnięcia po całość. Na szczęście zespół zadbał o mocne, selektywne brzmienie — to zdecydowanie jeden z największych atutów tej płyty.

Singlowy „3111” to niezwykle agresywny numer, w pełni oddający charakter Exodus — robi dobre wrażenie i skutecznie zachęca do dalszego odsłuchu. Następnie pojawia się bardziej pokręcony i energetyczny „Hostis Humani Generis”, który nadrabia szybkością, choć nie jest wolny od niedociągnięć. Sześciominutowy „The Changing Me” wyróżnia się melodyjnością i przebojowością — to jeden z ciekawszych momentów na płycie, gdzie zespół nawiązuje do heavy metalowych inspiracji.

Nieco punkowy „Promise You This” sprawia wrażenie chaotycznego i niedopracowanego. Z kolei ponury „Goliath” wypada dość ospale i pozbawiony jest energii — równie dobrze mógłby nie znaleźć się na albumie. Znacznie lepiej prezentuje się „Beyond the Event Horizon” — prawdziwy killer, oddający wszystko to, co najlepsze w Exodus i thrash metalu. Gdyby cały materiał trzymał taki poziom, odbiór płyty byłby zdecydowanie lepszy.

Niestety, w „Violence Works” znów pojawia się niepotrzebny chaos i pewna doza kiczu, które nie trafiają w mój gust. Na szczęście na zakończenie dostajemy „The Dirtiest of the Dozen” — agresywny, a jednocześnie melodyjny utwór, który stanowi dobre podsumowanie mocniejszych stron albumu.

Całość wyraźnie cierpi na brak spójności — obok solidnych momentów pojawia się sporo zbędnych pomysłów i nie do końca przemyślanych rozwiązań. Brakuje mi głosu Souzy, który przez lata wyznaczał wysoki poziom zespołu. Dwa ostatnie albumy były naprawdę znakomite, czego niestety nie można powiedzieć o „Goliath”.

Płyta ma swoje momenty, jednak jako całość pozostawia niedosyt. Exodus zdecydowanie stać na więcej — dla mnie to rozczarowanie.

Ocena: 6/10

Idź do oryginalnego materiału