Everyman – analiza motywu. Co robi zwykły Kowalski w świecie superbohaterów?

popkulturowcy.pl 2 godzin temu

Uniwersa superbohaterskie od dekad budowane są wokół postaci obdarzonych nadludzkimi mocami, mitologicznym rodowodem lub technologią wykraczającą poza ludzkie możliwości. Na tym tle szczególną funkcję pełni postać everymana – „zwykłego człowieka”, który nie jest wybrańcem losu ani urodzonym herosem. To właśnie on pozwala odbiorcy wejść w świat superbohaterów bez konieczności porzucania własnej perspektywy. Postacie Roberta Robertsona III, znanego również jako Mecha Man Blue z gry Dispatch, oraz Stevena Granta z serialu Moon Knight są dwoma wyrazistymi przykładami tego, jak motyw ten ewoluuje we współczesnych narracjach superbohaterskich.

Klasyczny everyman nie wyróżnia się niczym szczególnym: jest przeciętny, często zagubiony, przytłoczony codziennością. W narracji w świecie supersów tworzy swoisty paradoks. Z jednej strony ma reprezentować odbiorcę – jego lęki, wątpliwości, „przeciętność” w świecie osób ponadprzeciętnych. Z drugiej strony musi funkcjonować w realiach, które z definicji są przesadzone i nierealistyczne. To napięcie sprawia, iż postać „zwykła” często staje się lustrem, w którym odbija się prawdziwy koszt bycia bohaterem. Nie chodzi tu o spektakularne bitwy, ale o psychiczne obciążenie, alienację i poczucie utraty kontroli nad własnym życiem.

Zarówno Robert Robertson III, jak i Steven Grant, wkraczają nie ze swojej woli w rzeczywistość, która ich przerasta. Na swój sposób próbują przetrwać w nowych sytuacjach – Steven nieprzewidziane okoliczności, w których staje się Mr. Knightem, a Robert niemożność powrotu do bycia aktywnym bohaterem, przez co uczy się nie być „super”, kiedy musi zarządzać grupą „super” ludzi (i nie tylko, jeżeli do drużyny dołączy kosmita – Phenomaman).

Zobacz więcej: Moon Knight – recenzja serialu. Everytime I wake up

Rola Roberta polega przede wszystkim na zdejmowaniu patosu z umityzowanej kreacji superbohatera. Jako dyspozytor, jak już wspomniałam, tymczasowo pozbawiony możliwości angażowania się w bezpośrednią działalność superbohaterską, gra rolę wsparcia od zaplecza. Zamiast podniosłości współczesnego synonimu rycerza na białym koniu dostajemy więc rutynę, biurokrację, odpowiedzialność i podejmowanie decyzji w świecie, gdzie jego ratowanie staje się pracą. Zwyczajność Roberta uwypukla groteskowość takiego systemu. Szczególnie, iż przed adekwatną akcją gry był on superbohaterem bez supermocy – bez otoczki swojego robo-stroju, jak pokazuje retrospekcja, czuł się zagubiony, choć ukrywał to pod grubą warstwą ciętych ripost opatrzonych sarkazmem. Żeby odnaleźć z powrotem w sobie Mecha Mana, zostaje przykuty do biurka, ale po czasie okazuje się, iż idealnie się do tego nadaje. Niepokorna grupa byłych złoczyńców, którzy są do niego przydzieleni, staje się jego rodziną, co sam przyznaje w 7. odcinku Dispatch.

kadr z gry Dispatch

Steven Grant z serialu Moon Knight reprezentuje inny wariant everymana: nie tyle społecznie przeciętnego, co psychicznie kruchego w porównaniu do otoczenia, które go wciąga. Jest niepozornym, trochę nieporadnym pracownikiem muzeum, który marzy o prostym, uporządkowanym życiu. W przeciwieństwie do klasycznych herosów Marvela nie ma ani ambicji, ani predyspozycji do bycia wojownikiem.

Jego postać nie służy tylko identyfikacji widza, ale także eksploracji tematu tożsamości. Steven Grant jest jedną z osobowości Marca Spectora, ale jednocześnie funkcjonuje jak osobna jednostka posiadająca własne wartości i granice. Jego zwyczajność kontrastuje z przemocą Khonshu, egipskiego boga, który traktuje ludzi instrumentalnie. W ten sposób serial pokazuje, iż bycie bohaterem może być doświadczeniem traumatycznym, a nie wyzwalającym. Steven nie chce nim być – chce po prostu mieć kontrolę nad własnym życiem i o to walczy przez większość odcinków. Przy okazji, o ironio, ucząc się, jak być Moon Knightem, co popycha go do akceptacji współistnienia z Marcem.

Zobacz więcej: Powrót do Silent Hill – recenzja filmu. Zagubieni we mgle…

Porównując Roberta Robertsona III i Stevena Granta, można zauważyć, iż obaj reprezentują różne oblicza tego samego archetypu. Robert to everyman systemowy – uwięziony w strukturach, które nie pozostawiają mu wyboru, jeżeli chce wrócić do swojego prime. Tu w ramach dygresji wtrącę ciekawostkę, iż dziadek Roberta, Robert Robertson I, nazywał się właśnie Mecha Man Prime… Wracając, Steven jest everymanem egzystencjalnym – zagubionym we własnym umyśle i w micie, który go przerasta. Jeden reaguje sarkazmem i dystansowaniem się, drugi – lękiem i empatią. Ich perspektywa podważa fantazję o łatwym heroizmie, przypominając, iż każda walka ma koszt psychiczny, którego nie da się zignorować.

Tutaj dochodzimy do momentu postawienia ważnego wniosku: zarówno Robert, jak i Steven funkcjonują w opozycji do klasycznego mitu superbohatera. Tradycyjna narracja opiera się na swoistej „ścieżce bohatera”: powołanie, próba, triumf. Tymczasem everyman burzy tę strukturę. Jego droga nie prowadzi do chwały, ale do akceptacji własnych ograniczeń. We współczesnych superbohaterskich opowieściach everyman staje się więc odpowiedzią na zmęczenie patosem. Widz XXI wieku niekoniecznie chce oglądać postacie idealne – bliższe wydają się te pęknięte, niepewne, zagubione. Robert Robertson III i Steven Grant wpisują się w ten trend, redefiniując pojęcie „bycia bohaterem” jako procesu, a nie stanu.

Ich znaczenie polega na tym, iż nie aspirują do boskości. Są ludźmi zmuszonymi do funkcjonowania w świecie, który wymaga od nich nadludzkiej odporności. Dzięki nim superbohaterskie uniwersa stają się mniej opowieścią o akcji opatrzonej tą podniosłą otoczką ratowania świata, a bardziej stają się egzystencjalne, co wiele osób (w tym autorka artykułu) uważa za zaletę. Wprowadza to bowiem otwarty dialog między historią a odbiorcą, który może wywołać głębszą reakcję emocjonalną. (Piszę z autopsji: sama płakałam na odcinku 5. Moon Knighta i 6. Dispatch). Zresztą, wiele osób czasem ma poczucie, iż w świecie osób wyjątkowych jest się kimś przeciętnym, co scenarzyści skrzętnie wykorzystują w budowaniu takich gości jak everyman.


Fot. główna: kadry z odc. 4 Dispatch i odc. 1 Moon Knight

Idź do oryginalnego materiału