Eurowizja nie jest neutralna
Telewizja holenderska AVROTROS nie zdecydowała się na powrót do Konkursu Piosenki Eurowizji w 2027 roku, a w oświadczeniu, które dziś wydano zarząd stacji podkreśla, iż wydarzenie organizowane przez Europejską Unię Nadawców nie jest neutralne politycznie. „Ogromne cierpienie humanitarne w Strefie Gazy i ciągłe ograniczenia wolności prasy przyczyniły się w ostatnich latach do pogłębienia podziałów wokół Konkursu Piosenki Eurowizji” -argumentują włodarze telewizji. To ogromna porażka negocjacyjna Martina Greena, dyrektora Konkursu, bo wielokrotnie informował on społeczność fanów i media o prowadzonych rozmowach z telewizjami, które zdecydowały się na bojkot ESC w 2026 roku. Jak widać, dialog nie przyniósł poprawy sytuacji, a na zmianę decyzji AVROTROS nie wpłynęły też zmiany, jakie wprowadzono w regulaminie konkursu.
Jest szansa na powrót Holandii. Decyduje NPO
EBU nie daje jednak za wygraną i w swoim oświadczeniu w odpowiedzi na decyzję AVROTROS poinformowała, że podejmie rozmowy z telewizją NPO, która także jest w organizacji (co wynika z dość złożonego systemu telewizji publicznych w Holandii). „Będziemy teraz kontynuować dialog z NPO, organizacją zrzeszającą holenderskie media publiczne, w sprawie możliwości udziału kolejnego nadawcy. Mamy ogromną nadzieję, iż publiczność i artyści w Holandii będą przez cały czas reprezentowani w Konkursie Piosenki Eurowizji” – czytamy. W swojej organizacji NPO posiada trzy kanały telewizyjne, dwa kanały z pakietu extra, kanał informacyjny oraz stację o międzynarodowym zasięgu – BVN. NPO również wystosowało swoje oświadczenie, w którym poinformowało, iż szanuje decyzję AVROTROS, ale uważa ją za godną ubolewania. „Zastanowimy się nad nadchodzącą edycją” – zapowiedziano, a portal EurovisionFun podkreśla, iż decyzja AVROTROS o braku udziału w ESC 2027 przerzuca odpowiedzialność za uczestnictwo Holandii na organizację non-profit, jaką jest NPO. Nie wiadomo kiedy NPO ogłosi swoją decyzję w kwestii Eurowizji.
Pierwsza tak długa pauza
NPO nigdy nie uczestniczyło w Eurowizji. Od czasu debiutu Holandii (1956) do 2009 roku za start odpowiadała organizacja telewizyjna NTS, w 1970 przemianowana na NOS. Następnie od 2010 do 2013 była to telewizja TROS, a w 2014 już organizacja AVROTROS. Holandia bardzo regularnie brała udział w Eurowizji, omijając jedynie edycje z lat 1985 i 1991 (z powodu Dnia Pamięci w tym samym dniu co finał konkursu) oraz w 1995 i 2002 z uwagi na system relegacji na podstawie poprzednich wyników. W 2026 odmówiła startu na Eurowizji z uwagi na udział Izraela, a przedłużenie oznacza, iż po raz pierwszy Holandia może drugi rok pod rząd pozostać poza konkursem. Jednocześnie kraj przez cały czas jest obecny w Eurowizji Junior. Warto dodać, iż AVROTROS to jedyny nadawca startujący Eurowizji, który został zdyskwalifikowany w trakcie trwania konkursu – w 2024 roku decyzją EBU (jak się później okazało, niesłuszną) Holandia straciła szanse na udział w finale mimo, iż do niego awansowała.
Kto pójdzie w ślady Holandii?
Eurowizyjny komentator Cornald Maas jest jednym z pierwszych, którzy skomentowali decyzję AVROTROS. Twierdzi, że nie jest dla niego zaskoczeniem, ale on sam podjąłby inną. „Nie tylko dlatego, iż EBU – częściowo w wyniku stanowiska AVROTROS – wprowadziła nowe zasady, które ograniczają lub wykluczają wpływ głosowania geopolitycznego i interwencji politycznych. Ale także dlatego, iż zawsze wierzyłem w siłę Eurowizji, podążając za tradycją, dla której została pierwotnie stworzona: aby łączyć kraje poprzez muzykę i rozrywkę” – mówi. Dodaje też, iż według jego systemu wartości, bojkot nie rozwiązuje konfliktów geopolitycznych. Warto dodać, iż zarówno rok temu, jak i teraz, to Holandia jest pierwszym krajem, który ogłosił brak udziału w Eurowizji z uwagi na uczestnictwo Izraela. Wtedy za Holandią tego samego dnia poszły (niemal od razu) Irlandia, Hiszpania i Słowenia, a parę dni później także Islandia. Nie wiadomo jeszcze jakie decyzje w sprawie 2027 podejmą nadawcy z tych państw, ale różne spekulacje świadczą o tym, iż sprawa może przybrać bardzo różny obrót.
Rekord bez szans
Na ten moment pewne jest, że w przyszłorocznym konkursie zadebiutuje Kanada, a wielce możliwe, iż do Burgas pojedzie reprezentant wracającej Macedonii. Telewizja CBC z Kanady rozpoczęła już proces selekcyjny, a do 9 września będzie czekać na zgłoszenia artystów chętnych do reprezentowania kraju. Na bazie zgłoszeń jury wyłoni finalistów, którzy poddani będą głosowaniu internetowemu publiczności, ale będzie się tam oceniać tylko samego wykonawcę, bo utwór zostanie wskazany wewnętrznie już dla kogoś, kto te selekcje wygra.
Czekamy przez cały czas na decyzję wielu nadawców, w tym oficjalną (i publiczną) deklarację Telewizji Polskiej. jeżeli cała piątka bojkotujących znów będzie nieobecna, przy dwóch dodatkowych krajach stawka konkursu i tak wzrośnie, chociaż tylko do poziomu 37 krajów i przy optymistycznym scenariuszu, iż żaden inny nadawca, który startował w 2026, nie wycofa się. Burmistrz Burgas mówi w mediach o spodziewanym rekordzie „ponad 40 krajów” co w takim brzmieniu nie ma nic wspólnego z rekordem, bo żeby przyszłoroczny konkurs był tym największym w historii, potrzebny jest udział aż 44 państw. Czy to realne? Zdaje się, iż nie.
Artykuł na podstawie AVROTROS, NPO, EBU, RTL, EurovisionFun, Eurovision.com fot.: M. Błażewicz 2024
















