Mołdawia z dwunastką od Polaków w półfinale
W czołowej dziesiątce finału Eurowizji 2026 znalazły się Mołdawia i Ukraina – kraje, które obstawiano do zajęcia wysokiego miejsca głównie z powodu televotingu i faktycznie tak się stało. Litwa, która również może się pochwalić zmotywowaną diasporą (chociaż w mniejszej ilości krajów) tak dobrego wyniku nie osiągnęła, ale zdołała wejść do finału. Lion Ceccah uzyskał awans z ósmego miejsca w pierwszym półfinale po tym, jak zebrał 46 punktów od jurorów (10. miejsce) i 55 od widzów (8. miejsce). W tej samej rundzie Satoshi z „Viva, Moldova!” uzyskał 62 punkty od komisji (8. miejsce) oraz aż 146 punktów od telewidzów, co dało 2. miejsce i 17 punktów straty do Izraela. O ile Litwin nie uzyskał w półfinale żadnej najwyższej noty, Satoshi miał aż pięć od publiczności (tyle samo co Izrael). 12 punktów dali mu Belgowie, Włosi, Polacy, a także widzowie z Izraela oraz głosujący w ramach Rest of the World. W efekcie tak dużego poparcia Mołdawia uzyskała awans z 4. pozycji.
Czy diaspora ukraińska słabnie w televotingu?
Jak wypadła Ukraina? W drugim półfinale Leleka otrzymała 75 punktów w głosowaniu komisji, co dało jej raptem 8. miejsce. Od publiczności miała 99 punktów, czyli o 24 więcej, ale to już pozwoliło zająć w ich rankingu czwarte miejsce. Dwunastkę miała tylko jedną – od widzów z Łotwy. Ostateczny wynik „Ridnym” to 174 punkty i 6. miejsce, co dało awans i tym samym Ukraina o kolejny rok przedłużyła swój status jedynego kraju Eurowizji ze 100% skutecznością przechodzenia do finału. Wielu fanów zwraca jednak uwagę, iż siła ukraińskiej diaspory maleje, albo konkurencja odbiera jej te większe punkty.
O ile w 2022 roku Kalush Orchestra zdobyli 28 dwunastek od widzów, a Alyona Alyona i Jerry Heil w 2024 miały aż siedem takich not, teraz Leleka w finale dostała jedynie trzy, tak samo jak Ziferblat rok temu. choćby jeżeli wysokich not jest mniej, ostatecznie i tak Leleka zdobyła w finałowym televotingu aż 167 punktów, co dało jej miejsce w top5. Miała o 16 punktów mniej od Mołdawii, chociaż Satoshi też zgarnął trzy dwunastki od widzów.
Ukraina staje się „nielubianym pewniakiem”
W głosowaniu jury Ukraina była piętnasta z 54 punktami (w tym 12 ze Szwajcarii), a Mołdawia o dwie pozycje niżej – 43 punkty i bez żadnej dwunastki. Po dodaniu sporej porcji punktów od widzów oda kraje weszły do top10, przy czym to Satoshi przegonił ostatecznie Lelekę o 5 punktów. Dla Mołdawii to czwarty najlepszy wynik w historii, a dla Ukrainy jej wynik nie wyróżnia się w statystykach, bo aż dwunastu wcześniejszych reprezentantów naszych wschodnich sąsiadów wypadło na Eurowizji lepiej, a dokładnie taką samą pozycję Ukraina uzyskała także rok temu.
Warto zwrócić uwagę, iż z roku na rok rośnie niechęć fanów konkursu do ukraińskich piosenek – dwie ostatnie nie wypadały zbyt dobrze w plebiscytach fanowskich, nie były też w związku z tym aż tak wysoko notowane u bukmacherów. To, iż Ukraina zawsze jest pewniakiem do awansu i zajęcia wysokiego miejsca w televotingu, zdaje się coraz bardziej męczyć i irytować miłośników konkursu.
Najsłabszy wynik Litwy od lat
Na tle tych dwóch silnych państw b. ZSRR Litwa wypadła w finale bardzo blado. Lion Ceccah, który zarówno w półfinale jak i w finale miał problemy z wokalem, uzyskał jedynie 10 punktów od jurorów (aż 8 dała Finlandia, 2 dorzuciły Włochy) czyli zajął trzecie miejsce od końca – gorzej wypadły jedynie UK i Austria. Widzowie też nie docenili artystycznego kunsztu i zaawansowanego występu, bo jedyne, co Lion w televotingu dostał to 12 punktów od sąsiadów z Łotwy. Bez tego dołączyłby do grona krajów, którym w głosowaniu publiczności przydzielono zero punktów.
Ostateczny wynik to 22 punkty i 22. miejsce – najsłabsze dla kraju, który do finału dostał się z półfinału. Jest to też powtórzenie rezultatu z 2013 roku i tym samym najsłabszy wynik od 13 lat. Telewizji LRT nie udało się też zachęcić widzów do liczniejszego śledzenia show. Chociaż wyniki oglądalności są podobne do zeszłego roku – finał obserwowało ok. 762 tysiące widzów, to jednak udział w rynku jest najniższy od pięciu lat i wynosi tylko 17,5%.
Lion nie został zrozumiany lub nie dał się zrozumieć
Strateg brangindu, Aretas Botyrius, uważa, iż problemem Litwy nie były wpadki wokalne Liona, ale zbyt ambitna koncepcja, która przyćmiła reprezentanta. „Człowiek, który powinien być w centrum tego wszystkiego, był zbyt mało widoczny. Krótko mówiąc: maszyna go pochłonęła” – twierdzi w felietonie dla portalu Delfi dodając, iż o ile 22. miejsce to nie jest powód do celebracji, to jednak „na papierze” Litwa wysłała w tym roku jedną z najsilniejszych i najciekawszych kulturowo propozycji ostatnich lat. Problemem był nie język utworu, ale to, iż nikt nie zrozumiał treści. „Dlatego pytanie nie powinno brzmieć: „dlaczego Europa nas nie zrozumiała?”, ale: „czy sami pomogliśmy Europie zrozumieć to, co pokazaliśmy?” – pyta autor. „W moich oczach Lion Ceccah nie był złym wyborem. Był wyborem, nad którym trzeba było popracować bardziej strategicznie. Nie po to, by go uprościć. Żeby uczynić jego świat w pełni zrozumiałym„. Cały felieton dostępny jest TUTAJ.
Skandal o bezpośredniość w wywiadzie
Sam Lion nie krył zmęczenia, gdy spotkał się z mediami na lotnisku w Wilnie. Podkreślił jednak, iż jest zadowolony, bo ma nowy plan. „Wrócę na Eurowizję, żeby wygrać. To był test, widziałem całą kuchnię i już wiem, jakie przyprawy są tu potrzebne i jak działa ta gra. Teraz już wiem” – zapewniał. Wspomniał też, iż jest za zmianą „całego formatu” Eurowizji, chociaż jest zadowolony, iż wygrał kraj, który wcześniej tego nie dokonał.
Problemem okazała się jego otwartość, bowiem gdy zapytano go, gdzie przepadł gdy ogłaszano wyniki telewidzów, Lion bez ogródek powiedział, iż „poszedł sikać”, a to jedno sformułowanie odbiło się szerokim echem w litewskim internecie. Wybuchła debata o tym, na ile w przekazie publicznym można pozwolić sobie na taką bezpośredniość i czy to dobrze, iż Litwini szczycą się taką otwartością w całej Europie.
Symbol żałoby pod okiem
Także Leleka wywołała w swoim kraju eurowizyjne poruszenie. Lokalni fani drżeli o fragment, w którym wokalistka wydaje z siebie bardzo długi i wysoki dźwięk. zwykle nie wychodził on zbyt czysto i tak było też na Eurowizji, a pech chciał, ze właśnie ten fragment telewizja ukraińska wybierała do recapu więc widzowie w półfinale słyszeli nie do końca dobre wykonanie piosenki. Gdy w finale Lelece udało się zaśpiewać bezbłędnie, Ukraińcy zapobiegawczo zdecydowali o emisji innego fragmentu do skrótu. Wynik „Ridnym” nie jest aż tak szeroko komentowany, ale sporo mówi się o polityce, chociaż podczas samego konkursu panować miał zakaz wspominania o wojnie.
„Zakaz mówienia o wojnie w Ukrainie na Eurowizji był, jest i niestety będzie. Jednak dla naszej ekipy ważne było przekazanie niezbędnego przesłania w utworze. Dlatego zmuszeni byliśmy mówić o tym wyłącznie dzięki sztuki i nie wprost. I w ramach, które nam narzucono, i tak udało nam się być sobą i mówić to, co dla nas ważne” – przyznała tłumacząc, iż czarny element makijażu pod okiem to symbol żałoby, a inspiracją był stary film „Biały ptak z czarnym znakiem”. Portal Tvoe Misto zwraca uwagę, iż w występie Leleki symboliki było więcej – pojawiły się choćby odwołania do Azowstalu czy pokazanie ukraińskiego trójzębu. Dla mniej wprawnego widza pozostaną one jednak niezauważalne.
Skandal przyćmił sukces
W Mołdawii sukces Satoshiego został brutalnie zepchnięty na boczny tor, by ustąpić miejsca kuriozalnemu skandalowi związanemu z przekazaniem 12 punktów od mołdawskiego jury na konto Polski, a nie Mołdawii czy Ukrainy. O szokującej reakcji dyrekcji TRM rozpisują się już światowe media, co stawia Mołdawię w bardzo złym świetle i kwestionuje jej udział w Eurowizji – w konkursie nie może startować nadawca, który nie akceptuje wolności słowa i oceny swojej własnej komisji. Satoshi, zamiast cieszyć się z zajęcia wysokiego miejsca w finale, w tym czwartego miejsca u widzów, musiał odpowiadać na pytania o relacje mołdawsko-rumuńskie czy prosić internautów o pohamowanie nienawiści wobec członków komisji. A szkoda, bo jadąc do Wiednia z utworem „Viva, Moldova” wokalista chciał pokazać swój kraj z jak najlepszej strony i udałoby mu się to, gdyby po finale w Mołdawii nie wybuchła polityczna burza.
Promocja Mołdawii na najwyższym poziomie
Finał Eurowizji Mołdawianie tłumnie śledzili w centrum Kiszyniowa na wielkim ekranie i wszyscy skakali razem z Satoshim, Laną i Alioną. W jednym momencie skakała cała Europa, a gdziekolwiek Satoshi się nie pojawiał, zachęcał wszystkich do zabawy i faktycznie porywał tłumy. W nagraniu opublikowanym po finale przyznał, iż nie jechał na Eurowizję by budować własne zasięgi, ale by być ambasadorem swojego kraju, stąd we wszystkich (licznych) wywiadach chętnie opowiadał o atrakcjach turystycznych swojego kraju, polecał dziennikarzom i fanom miejsca do odwiedzenia czy zachwalał lokalną kulturę. Taki był jego plan od początku i to mu się udało. Chciał dać swoim ludziom powód do dumy, optymizmu i zjednoczenia w trudnych, pełnych stresu czasach.
Zwraca na to uwagę Alexandru Tanase w swojej recenzji dla portalu „Cotidianul”. Przyznaje, iż nie do końca podeszła mu sama piosenka i splot wyrażeń, jakie tam się pojawiły, ale zwrócił uwagę na postawę reprezentanta. „Z prawdziwą przyjemnością oglądałem wywiady z mołdawskim wykonawcą, doceniając nie tylko jego bardzo dobry angielski, ale także naturalność i inteligencję, z jaką komunikował się z prasą międzynarodową. W końcu gusta muzyczne są nieuchronnie subiektywne, a reakcji publiczności nie da się ujednolicić według bezwzględnych kryteriów” – napisał.
Mołdawianie nie wierzą w uczciwość jury?
Zdecydowana większość jego artykułu dotyczy jednak zawiłości związanych ze skandalem o punkty. „Mołdawianie przyzwyczaili się do życia w państwie, w którym niezależne zasady i instytucje funkcjonują głównie jako dekoracja. Rozmowy o autonomicznych podmiotach, powołanych do podejmowania decyzji niezależnie od władzy administracyjnej, brzmią dla wielu jak akademickie abstrakcje oderwane od rzeczywistości. Ludzie po prostu nie wierzą już, iż takie mechanizmy mogą istnieć w sposób uczciwy i funkcjonalny” – przyznał, co dobrze tłumaczy osobom postronnym, skąd w tym regionie tak wielkie kontrowersje.
Artykuł opiera się o informacje z Eurovision.com, Delfi.lt, Tvoe Misto, Obozrevatel, Cotidianul, fot.: M. Błażewicz 2026








![Wiktor Waligóra: "Czuję, iż urodziłem się minimalnie za późno" [WYWIAD]](https://i.iplsc.com/-/000MTOX7421VGLK6-C461.jpg)





