Satoshi wygrywa, Aliona Moon trzeci raz na Eurowizji 
27-letni Vlad Sabajuc, znany jako Satoshi, rozgromił wczoraj konkurencję podczas mołdawskiego Finala Nationala w Arena Chisinau z przebojem „Viva Moldova” podkreślającym miejsce Mołdawii w Europie bez względu na kompleks niższości narodu mołdawskiego. Wokalista, raper i kompozytor, prywatnie wielki miłośnik kultury japońskiej, wystąpił na scenie w strojach stylizowanych na kulturę azjatycką i w towarzystwie swojej koleżanki Aliony Moon. Pomysł, by zaprosić ją do projektu i by swoim wokalem wzmocniła melodyjność „Viva Moldova” przyszedł całkowicie przypadkiem, bo Satoshi i Aliona parę lat temu ze sobą współpracowali, jednak później ich relacje się osłabiły ze względu na brak kontaktu, aż do momentu, gdy spotkali się we właściwym miejscu i odpowiednim czasie. Teraz Aliona Moon przedłuża tradycję „mołdawskich powrotów na Eurowizję” i pojawi się w międzynarodowym konkursie już po raz trzeci, a drugi raz w roli chórzystki, jednak przy znacznie większym udziale wokalnym niż miało to miejsce u boku Pashy Parfeny’ego w 2012 roku. Jak przyznaje, to dla niej zupełnie nowe i nietypowe doświadczenie.
Potężne wsparcie. Satoshi jak Baby Lasagna
Od samego początku w arenie widać i słychać było silne wsparcie dla Satoshi’ego ze strony jego wiernych fanów w fanzonie, jednak po dynamicznym występie pełnym pirotechniki i skandowania nazwy własnego kraju cała arena dołączyła do fanklubu. Widać to po wynikach. Vlad uzyskał aż 70% głosów w televotingu, zdobywając ponad 13 tysięcy sms-ów, gdzie drugie miejsce w głosowaniu publiki (Catalina Solomac) miało tylko 861. „Przytłoczyło mnie tak duże wsparcie. Wiedziałem, iż je dostanę i iż ludzie w jakiś sposób mnie lubią i poprą w tym kraju, ale nie sądziłem, iż tak bardzo” – przyznał w rozmowie z Dziennikiem Eurowizyjny zaraz po wynikach konkursu. Nie tylko widzowie wyrazili się jasno. W głosowaniu jurorów mołdawskich „Viva Moldova” uzyskało 176 punktów, w tym większość to były dwunastki, na które publika w arenie żywo reagowała. W rankingu komisji międzynarodowej Satoshi również wygrał, otrzymując 53 punkty, w tym 12 punktów m.in. od Jamali. W głosowaniu komisji lokalnej drugie miejsce miał Pavel Orlov, a w międzynarodowej Dayana. Rzadko kiedy w preselekcjach zdarza się taka zgodność co do zwycięzcy, a potężny wynik w televotingu stawia Satoshi’ego na równi z Baby Lasagną z Chorwacji. „To jeden z moich ulubionych wykonawców z Eurowizji. Kocham jego autentyczność i energię – jeżeli miałbym szukać dla siebie eurowizyjnych porównań to właśnie z nim” – przyznaje Satoshi.
Zobacz materiał Dziennika Eurowizyjnego z Chisinau Arena – na YouTube (poniżej) oraz na
Impreza otwarcia i barwne występy
Pierwszy w historii konkurs preselekcyjny telewizji TRM w arenie zakończył się pełnym sukcesem. Show otworzył przegląd byłych reprezentantów kraju i już od samego początku artyści serwowali hit za hitem – wystąpili m.in. SunStroke Project, Nelly Ciobanu czy choćby Natalia Gordienko, której obecności wcześniej nie zapowiadano. Chociaż publiczność dopiero się rozgrzewała, pod sceną gwałtownie dojrzeć można było widzów tańczących w tradycyjnym kole. Pierwsza część stawki konkursowej również była barwna i praktycznie nie było tam chwili na odpoczynek, zarówno dla ucha jak i oka. Na starcie Artiom Topal dał się rozebrać ponętnym tancerkom, Adelisha kusiła choreografią, a Maxim Zavidia porwał wszystkich do tańca i nawiązał świetny kontakt z publicznością. Przebojem, chociaż niektórzy patrzyli na to lekkim przekąsem, był występ Evgenija Avramova, którego piosenka zyskała ponad milion wyświetleń na YouTube, a występ okraszony był świecącymi marynarkami, pokazem żonglerskim i uśmiechniętymi pomidorami na wizualizacjach. Faworytka fanów Eurowizji, Catalina, zaprezentowała dynamiczny taniec do hitu „Pink Margarita”, a Dayana dała się opleść sznurami w rytm folkowego utworu „Doina”. Pierwszą część stawki zamknął Satoshi.








Mołdawia ruszyła do tańca
Zanim rozpoczęła się druga część, na scenę wkroczyli kolejni goście. Nikt nie spodziewał się, iż medley Pauli Seling rozpoczynający się od eurowizyjnego „Playing with fire” przerodzi się w prawdziwe mołdawskie wesele z tradycyjnymi tańcami na widowni i w Green Roomie. Rumuńska wokalistka doskonale wyczuła atmosferę i dała wszystkim powód do wspólnej zabawy i zaskoczeń, zwłaszcza śpiewając „I will survive” na lokalną modłę. Wychodząca po niej Efendi, z przebojem „Mata Hari” potraktowana została jako moment na odpoczynek po Pauli, zresztą sama wokalistka raczej nie starała się porwać tłumów. Jak zwykle zachwyciła Jamala, która wykonała „1944”. Po niej wróciliśmy do stawki, a tę część otworzył Sasha Flowers, wokalista polskiego pochodzenia. Co ciekawe, dopiero na jedenastej pozycji znalazła się jakakolwiek ballada w stawce (w wykonaniu Ilinci Siviroveanu), natomiast wielu widzów zwróciło uwagę na Bacho i jego taniec z misiami co dla jednym było sztuką, a dla innych niezrozumiałym motywem.
Pozytywnie zaskoczyła tez Curly, prezentując zupełnie odmienny utwór i surowy występ. Publikę zachwycił, występujący ostatni, Pavel Orlov z chwytliwym „Can’t Say Goodbye”. Chociaż nie był wcześniej typowany do zajęcia wysokiego miejsca, występ wzmocnił jego szanse i ostatecznie zakończył cały konkurs na drugiej pozycji. Organizatorzy dali nam też niespodziankę w postaci orkiestrowego medley’u eurowizyjnych piosenek Mołdawii, ale prawdziwa balanga przyszła w momencie mini-recitalu formacji Zdob Si Zdub. Nikt już nie siedział na swoim miejscu, na widowni formowały się pociągi, Green Room przeniósł się do fan-zone, a taniec widać było nie tylko na trybunach, ale też wśród ekipy technicznej. Największą wpadką organizatorów było całkowite rozjechanie się prezentacji wyników, przez co zaspojlerowano wynik, jednocześnie i tak trzymając wszystkich w niepotrzebnej niepewności. jeżeli telewizja mołdawska przeanalizuje sobie przebieg wydarzenia, wychwyci to, co można poprawić, to za rok będzie jeszcze lepiej!










Aidan wygrywa na Malcie 
Zdawało się, iż tak jak Satoshi w Mołdawii, tak Aidan na Malcie ma dość pewne zwycięstwo, a okazało się, iż nie. Chociaż jego „Bella” wygrała głosowanie jury, zdobywając 113 punktów, to jednak 12 punktów przekazywanych na konto wokalisty spotykało się z buczeniem na widowni, na co zwrócił uwagę jeden z zagranicznych członków komisji. Okazało się, iż widzowie, zamiast Aidana, woleli zobaczyć na Eurowizji Matta Blxcka z piosenką „Ejja lejja ħdejja ‚l hawn (The Flute)” i to jemu dali aż 200 punktów. Aidan uzyskał drugi wynik w televotingu co wystarczyło, by wygrać całość, ale z niewielką przewagą. Łącznie uzbierał 283 punkty, a Matt miał ich 268. Pozostali w tej walce się praktycznie nie liczyli, co dobitnie pokazał rozstrzał w notach od widzów. Trzecie miejsce uzyskał Mychael Bartolo Chircop, a w top5 byli też Mark Anthony Bartolo oraz Matthew Cilia i the AfterParty. Co ciekawe, czołową piątkę opanowali panowie, a pierwszą kobietą w rankingu była Denise, która zajęła dopiero szóste miejsce. Warto podkreślić, iż w selekcjach sporo pojawiało się piosenek w języku maltańskim i wreszcie ten język powraca na dorosłą Eurowizję. Aidan wykonuje „Bellę” w dwóch językach, dzięki temu maltański pojawi się podczas Eurowizji pierwszy raz od 1972 roku!
Zdjęcia i relacje: M. Błażewicz













