I znów to samo…
To już trzeci rok, gdy Izrael występuje na Eurowizji jako „czarny charakter” i kraj, którego należy się w stawce obawiać oraz telewizja, na której działania trzeba uważać. W tym okresie reprezentanci telewizji KAN (trzymanej przy życiu głównie po to, by startować w ESC, co przyznał sam dyrektor Eurowizji) trzykrotnie wygrali swój półfinał i drugi rok z rzędu zajęli 2. miejsce w finale, zajmując połowę kończącego prezentację wyników split screenu. To moment, w którym niemal cała społeczność eurowizyjna trzyma kciuki za przeciwnika Izraela, choćby gdy JJ czy Dara nie byli naszymi faworytami. I potem następuje radość, bo Izrael zostaje (znów) pokonany, a osoba zwycięska staje się „zbawcą Eurowizji”. Ile to jeszcze potrwa? Niestety, pewnie długo, bo ani konflikt na Bliskim Wschodzie nie zbliża się do końca, ani Netanjahu nie zbiera się do opuszczenia stanowiska, a tym bardziej Europejska Unia Nadawców nie jest skora, by zgodzić się z opinią publiczną i w końcu wykluczyć Izrael z Eurowizji.
Bangaranga zmiotła Michelle z planszy
W półfinale Izrael zdobył 1. miejsce z łącznym wynikiem 269 punktów, na co złożyła się wygrana w televotingu ze 163 punktami (pięcioma dwunastkami czy ośmioma punktami z Polski) oraz trzecie miejsce w głosowaniu jury (106 punktów, w tym trzy dwunastki – Mołdawia, Serbia oraz Chorwacja). W głosowaniu jurorskim Izrael został pokonany przez Polkę i Finów. W finale „Michelle” otrzymało 123 punkty w głosowaniu jurorskim, na co złożyła się krytykowana ze wszystkich stron dwunastka od polskiego jury. Dało to dość wysokie, 8. miejsce co wywołało realne zagrożenie, iż Izrael może w końcu wygrać Eurowizję. Ostatecznie jednak tak się nie stało, bo Noama w televotingu pokonały aż dwa kraje – powracające Rumunia i Bułgaria. Izrael zebrał 220 punktów i ostatecznie z końcowym rezultatem 343 punktów zajął 2. miejsce ze sporą stratą do „Bangaranga”.
Kto Noamowi zabrał punkty?
Spodziewany ogromny napływ głosów televotingu na Izrael został nieco stłumiony i fani są zdania, iż albo diaspora była mniej zaangażowana bo i przeciwnicy Izraela byli mniej słyszalni (nie było dużego buczenia w hali, protesty w Wiedniu nie zostały zauważone), albo zadziałało ograniczenie głosów wysyłanych z jednego telefonu/karty lub EBU maczało w tym palce i ucinało masowe głosy (tj. 10 głosów na dany kraj), bo prowadzący jak mantrę powtarzali, by głosować maksymalnie dziesięć razy, ale na różne kraje. Ten ostatni scenariusz zdaje się być możliwy bo w świecie Eurowizji chyba już nikt nie ufa EBU, ale też i niemożliwy, by decydenci posunęli się aż do takiej manipulacji.
Możliwe też, że sporo głosów diasporze Izraela odebrała diaspora Rumunii czy Mołdawii. Telewizja włoska RAI opublikowała pełne wyniki głosowania widzów, gdzie widać, iż Mołdawia w finale zgarnęła 31,39% poparcia, a w finale 21,98%, gdy Izrael miał (odpowiednio) 24,13% i 11,37%. Chociaż strona izraelska odkryła, iż im więcej krytykuje się w Europie Izrael tym więcej ich zwolenników głosuje na piosenkę telewizji KAN, nawoływanie do mobilizacji „przeciwko hejterom” nie dało aż takich efektów jak rok temu.
Reforma zadziałała?
Propaganda na Bliskim Wschodzie działa jednak dobrze i porażkę przekuwa w sukces. „Po raz pierwszy Izrael nie wygrał głosowania „reszty świata” i otrzymał mniej punktów od głosujących w poszczególnych krajach niż w ubiegłym roku, ale zdobył punkty od jury z 22 z 34 krajów” – informuje „The Times of Israel” dodając, iż tak dobry wynik w głosowaniu komisji zaskoczył fanów i bukmacherów. „Większość analityków Eurowizji przewidywała niski wynik jurorów dla Izraela, po prostu dlatego, iż spodziewano się kolejnego, niekontrolowanego głosowania telewidzów, a uniknięcie niewygodnego zwycięstwa Izraela było postrzegane jako idealne rozwiązanie dla wszystkich zaangażowanych” – podaje dziennik. W publikacji zaznacza się, iż zmniejszenie limitu głosów (z 20 do 10) mogło przynieść skutek, bo Izrael zdobył mniej dwunastek (w tym roku sześć, rok temu dwa razy więcej). Paradoksalnie, w zeszłym roku ballada Yuval nie stała się hitem mimo „ogromnego wsparcia widzów”, a w tym roku „Michelle” faktycznie spodobało się wielu „niedzielnym widzom”.
Grafika: M. UrbanowskiNoam chciał dobrze, ale grzechy KAN są zbyt duże
„Wiem, jak trudno było wystąpić w tym roku na Eurowizji i ile wyzwań się z tym wiązało, ale udało się i to w najlepszy możliwy sposób” – mówił Noam Bettan po powrocie do Izraela. Dziękował też ludziom z Izraela, którzy go wspierali w kraju jak i w Wiedniu. Przekazał też apel, by być dla siebie dobrym i miłym, co zresztą sam chciał zrobić podchodząc (w towarzystwie stada ochroniarzy) do wielu uczestników Eurowizji, rozmawiając z nimi i tuląc się, co było nagrywane i publikowane przez telewizję KAN. choćby jeżeli chciał dobrze, działania telewizji, którą reprezentował sprawiały, iż takie filmy kończył się dla uczestników hejtem i stygmatyzowaniem, bo zdaniem wielu fanów Eurowizji, rozmowa z reprezentantem Izraela (jak człowiek z człowiekiem) to wspieranie ludobójstwa.
Do takiej paranoi doprowadziły wcześniejsze działania delegacji izraelskiej, stąd nie ma się co dziwić, iż kto tylko mógł, unikał styczności z Noamem, Finowie odmawiali wywiadów z izraelskimi mediami, a Alicja Szemplińska spanikowała, gdy dowiedziała się, iż portal EuroMix z którym rozmawiała na Turkusowym Dywanie pochodzi z tego kraju.
EBU utrzyma Izrael w stawce
Czy Izrael zostanie kiedyś wykluczony z Eurowizji, czy co roku będziemy się obawiać, iż w końcu wygra? Coraz więcej miłośników konkursu zwraca uwagę, iż chyba tylko drastyczne kroki wpłyną na decyzje EBU. Takim „dosięgnięciem dna” byłaby wygrana Izraela i próba organizacji konkursu w tym kraju, co z pewnością spotka się z odmową udziału wielu telewizji, bazując głównie na kwestiach bezpieczeństwa. Na wykluczenie KAN szans nie ma, EBU jest zadowolone z głosowań, jakie przeprowadziło pod koniec roku, a prawdopodobnie w raporcie podsumowującym efekt zmian, jakie wprowadzono w głosowaniu konkluzją będzie to, iż reforma przyniosła odpowiedni skutek, bo Izrael nie wygrał televotingu. Pytanie, kto się na to nabierze?
Bojkotujący nie wrócą w 2027?
Z pewnością nieufne wobec raportu będą telewizje, które zdecydowały się na bojkot w tym roku. Dyrektor RTE z Irlandii już teraz mówi, iż na razie nie widzi powodów, dla których jego kraj miałby wrócić do konkursu. „Nasze uzasadnienie jest przez cały czas aktualne – cywile przez cały czas umierają” – przyznał, wskazując na Strefę Gazy i Liban, a także na atakowanie dziennikarzy. Podkreśla, iż przeanalizuje raport EBU, na który czekają też Holendrzy, co potwierdził przedstawiciel telewizji NPO, gratulując Bułgarii zwycięstwa.
Z pewnością bojkot przedłuży hiszpańska stacja RTVE, która nie dość, iż nie akceptuje Izraela w stawce, to najchętniej wykluczyłaby wszystkich nadawców z państw uczestniczących w konfliktach zbrojnych (w tym także Ukrainę). Telewizja islandzka na razie nie komentuje sprawy, ale RUV spotkało się ze sporą krytyką islandzkich internautów, gdy podjęto decyzję o transmisji show. „Szczególnie w przypadku dzieci i rodzin, chcieliśmy dać osobom zainteresowanym konkursem możliwość śledzenia go w języku islandzkim, zamiast odsyłać te osoby do zagranicznych mediów, które również relacjonują show” – tłumaczyła telewizja.
Powrócić ma Macedonia Północna. Dyrektor MRT poinformował, iż brał udział w rozmowach z Europejską Unią Nadawców i może z całą pewnością ogłosić, iż Macedonia wyśle swojego reprezentanta na Eurowizję w sąsiedniej Bułgarii. Liczy jednak na korzystne warunki uczestnictwa, bo kwestie finansowe były powodem wycofania się tego bałkańskiego kraju po 2022 roku.
Która telewizja belgijska wyśle reprezentanta do Sofii?
Próbę wykluczenia telewizji KAN chce podjąć belgijski nadawca VRT, który w 2027 powinien wysłać reprezentanta Belgii do Sofii. Telewizja już ogłosiła jednak, iż jej udział jest mało prawdopodobny, bo nadawca chce przeprowadzenia klarownego głosowania EBU dotyczącego wyrzucenia stacji KAN ze stawki. „Apelujemy o jasne ramy uczestnictwa, otwartą debatę i bezpośrednie głosowanie wśród członków EBU. Jak dotąd nie otrzymaliśmy wystarczającej odpowiedzi w tej sprawie. choćby podczas półfinałów w tym tygodniu nie otrzymaliśmy sygnału, iż EBU rozumie nasze obawy” – tłumaczy rzeczniczka stacji.
Rezygnacja VRT nie oznacza, iż Belgia (jako kraj) zniknie z Eurowizji, bo prawo do przejęcia uczestnictwa może otrzymać RTBF. Aktualnie telewizje startują w konkursie rotacyjnie. Z uwagi na niepewne finansowanie przyszłorocznych startów udziału w ESC 2027 nie mogą potwierdzić na razie Luksemburg czy Czechy, a w Wielkiej Brytanii niedawno pojawiła się telewizyjna ankieta o tym, czy w końcu należałoby „dać sobie spokój” z konkursem – ponad 80% widzów było na tak.
Felieton przygotowany w oparciu o informacje z Eurovision.com, The Times of Israel, Eurovoix i informacje własne, fot.: M. Błażewicz 2026

![Sean Paul w Warszawie: "Czy polskie dziewczyny są gotowe do tańca?" [RELACJA]](https://i.iplsc.com/-/000MTN0B5LK4U0F4-C461.jpg)











![Tajemniczy tor na Placu Litewskim przyciąga uwagę mieszkańców. Wiadomo już, co szykuje się w centrum Lublina [ZDJĘCIA]](https://cdn.spottedlublin.pl/media/2026/05/tor_zawodow_loginlab_na_placu_litewskim-85be0c605283.jpeg)
