Eurovision in Concert za nami!
Eurovision in Concert 2026 w Amsterdamie, chociaż bez udziału samej Holandii, okazał się kolejnym sukcesem organizatorów – dopisali uczestnicy, którzy tłumnie przybyli do Holandii (w AFAS LIVE wystąpiło ponad 75% stawki ESC 2026), a frekwencja wśród publiczności była zbliżona do tej z ubiegłego roku. W roli współprowadzącej świetnie sprawdziłą się Finka Krista Siegfrids, która nie tylko nawiązała do swojego eurowizyjnego hitu „Marry Me”, ale też mówiła…po holendersku, bo w poszukiwaniu miłości trafiła na stałe właśnie do tego kraju. Stawka konkursowa zaprezentowała się sprawnie, bez zbędnych dłużyzn czy przestojów.
Na początku koncertu Cornald Maas poprosił o aplauz dla krajów, które wycofały się z Eurowizji 2026 z powodu „tego, co się dzieje”. Wyraził też nadzieję, iż nadawcy powrócą w przyszłym roku, ale może się to stać tylko wtedy, jeżeli EBU w końcu naprawi szkody. Gośćmi specjalnymi byli Shkodra Elektronike z Albanii i Kyle Alessandro z Norwegii, a dla widzów zaśpiewała też holenderska zwyciężczyni Eurowizji 1969 – Lenny Kuhr.
Alicja Szemplińska rozprawiła się ze znanym portalem
Zanim jednak Eurovision in Concert się rozpoczęło, po południu w hotelu uczestników odbyło się spotkanie prasowe, połączone z pozowaniem artystów na ściance. Z uwagi na próby soundcheck do koncertu, nie wszyscy mogli w tym wydarzeniu uczestniczyć na równi, a reprezentantka Łotwy całkowicie musiała pominąć spotkanie z prasą. Reprezentanci Mołdawii, Grecji czy Finlandii nie mogli pojawić się na ściance, z kolei Alicja Szemplińska prosto ze ścianki pobiegła na próbę, a gdy wróciła, od razu ustawiła się do niej kolejka mediów chcących przeprowadzić wywiady.
Wokalistka miała dla dziennikarzy polskie krówki, którymi wszystkich częstowała, a hitem w polskim fandomie jest jej wywiad z niepopularnym w naszym kraju portalem Wiwibloggs. Twórca portalu niedawno skrytykował „Pray” w video-reakcji, na co Alicja odpowiedziała w wywiadzie z nim. Jak przyznała, zawsze szczerze odpowiada na pytania i mówi to, co myśli. Komentarze na YouTube pod wywiadem mówią same za siebie – Polka zaimponowała wielu fanom!
Takiej atmosfery brakuje na Eurowizji
Najdłuższe kolejki ustawiały się do faworytów – Finlandii, Grecji, Australii czy Francji, chociaż ta ostatnia ekipa sama też robiła wokół siebie spory tłum, bo miała w Amsterdamie najliczniejszą ekipę. Dziennikarze chwalili Deltę Goodrem, która cierpliwie odpowiadała na wszystkie pytania, przez ponad 2 godziny stojąc w tłumie mediów. Simon prosił dziennikarzy, by podpisywali się na jego marynarce ze sticky notes, Monroe co jakiś czas prezentowała swoje możliwości wokalne, Akylas słał wszystkim uśmiechy, Satoshi wraz ze swoją ekipą brali udział w najdziwniejszych challenge’ach, Eva Marija rozdawała ziarna słonecznika, a Felicia chętnie pozowała do zdjęć w swojej masce.
Bardzo pozytywne wrażenie wywarł też Sal da Vinci z Włoch, który, chociaż robił wrażenie lekko zagubionego, też dał się wciągnąć w ten zwariowany świat eurowizyjnych mediów. Panowała bardzo gwarna i radosna atmosfera, czego niezwykle brakuje już w Centrum Prasowym samej Eurowizji.
„Pray” na żywo w Amsterdamie! Była moc i witraże
Koncert otworzył fenomenalny Satoshi, który udowodnił, iż pomimo pierwszej pozycji startowej w półfinale na pewno nie da o sobie zapomnieć. Mołdawianin wykonał i wyskakał „Viva Moldova”, porwał widzów, a później powtórzył swój występ także na after-party pokazując, iż koncerty na żywo to jego specjalność. Alicja Szemplińska zaśpiewała już jako czwarta w kolejności, po reprezentantce San Marino (czyli tak samo jak w faktycznej kolejności półfinałowej).
Polka pokazała się na tle fascynujących witraży, które w pewnym momencie runęły. Grafika oglądała na żywo w AFAS Live robiła piorunujące wrażenie, tak samo jak wokal Szemplińskiej, który prezentowała pomimo problemów z odsłuchem. Na zakończenie i po burzy braw, poprosiła fanów, by zaśpiewali razem z nią refren Pray „a-capella”. Pełny występ (z perspektywy widza) zobaczycie poniżej.
AFAS Live rozgrzany do czerwoności
Pełni energii na scenie (a choćby lekko poza nią) byli Cosmo z Austrii (przygotował choćby specjalny tutorial dotyczący tego, jak tańczyć do refrenu piosenki), Jonas Lovv z Norwegii czy Simon z Armenii, ktory zaskoczył wszystkich niezwykłymi ruchami. Mocnym wejściem była serbska formacja Lavina, której mroczne wokale i delikatna osobowość zyskują coraz więcej zwolenników. Prywatnie panowie są bowiem świetnymi kompanami do imprezowania i doskonale czują się w eurowizyjnej bańce, jednocześnie prezentując muzykę, która z bańkami zdecydowanie się nie kojarzy. Pomimo braku pełnej scenografii, dobrze wypadły kraje, które uznawane są za faworytów do top10 – Dania czy Szwecja. Alis z Albanii jak zwykle przekonał widzów swoim wokalem na żywo, a Akylas porwał wszystkich do tańca.
Końcówka stawki należała do faworytów – Australii czy Finlandii. Delta zaprezentowała się przy fortepianie i oczarowała pulikę wokalem i piękną, złotą suknią. Finowie rozgrzali AFAS dynamicznym występem i sztucznymi ogniami. prawdopodobnie podobnie zrobią też w Wiedniu. Niektórzy uczestnicy pierwszy raz prezentowali swoje utwory na żywo – byli to Gruzini i Czech. O ile Daniel wybronił się wokalem, tak formacja Bzikebi wypadła poniżej oczekiwań.
Chociaż sporo się wczoraj działo, dziś Alicja nie odpoczywa – o 14:00 spotka się z fanami w polskiej knajpie Kazik w Amsterdamie, a po powrocie do Polski zaczną się przygotowania do aż trzech występów w Londynie (w następny weekend), a kontynuowane będą też próby do występu eurowizyjnego. Czy znajdą się w nim witraże z „Eurovision in Concert”? Ilu tancerzy pojawi się na scenie i czym jest słynny wielki rekwizyt? Tego na razie nie wiemy, ale czekamy na kolejne spojlery! Dziennik Eurowizyjny relacjonował wczorajsze Eurovision in Concert na Instagramie oraz kanale YouTube. Kolejna edycja wydarzenia za rok – dokładnie 3 kwietnia! Zdecydowanie polecamy tam być!
Relacja i materiały video – Maciej Błażewicz
