Euforia – recenzja trzeciego sezonu serialu. Brokat, choć trudny do usunięcia, kiedyś znika

moviesroom.pl 1 dzień temu

Trzeci sezon Euforii przykuł moją uwagę głównie ze względu na pewną nostalgię, którą czuję wobec tego tytułu. Poprzednie odsłony, pełne szkolnych dramatów, idealnie trafiły do nastoletniej mnie, nawigującej swoją licealną drogę. Historie przedstawione w serialu bezdyskusyjnie stanowiły przerysowany, ociekający potem i brokatem obraz amerykańskiego high school, ale właśnie ta dramatyczność przyciągała nas przed ekrany w każdy poniedziałkowy poranek.

W 2026 roku nie ma już śladu po tamtej ekscytacji. Trzeci sezon zapowiedziały kontrowersje. Z obsady odeszła Barbie Ferreira, a za muzykę nie odpowiada już Labrinth, który dołożył znaczącą cegiełkę do popularności serialu i budowania jego charakteru. Zniknęła też cudowna, efemeryczna, wprowadzająca w trans oprawa wizualna. Fioletowe światła wydobywające błysk z wszechobecnego brokatu zgasły. Perełki, kryształki i mocne kreski odeszły w zapomnienie razem z Petrą Collins, a ich miejsce zajęły klasyczne, stonowane makijaże.

fot. kadr z serialu Euforia

Wszystkie znaki rozpoznawcze produkcji przepadły. Trzeci sezon mocno odstaje od poprzednich, proponując widzom zupełnie inny świat. Skok w czasie i tłumaczenie zmian dorastaniem nie działa, szczególnie gdy zostaje zrealizowane tak powierzchownie. Bohaterowie wracają na ekrany po pięcioletniej przerwie. Za nimi pandemia, studia i pierwsze doświadczenia zawodowe. Licealna rzeczywistość przestała istnieć, a na jej miejsce przyszło dorosłe życie. Albo przynajmniej jego wyobrażenie.

Najgorsze jest jednak to, iż za wszystkimi tymi zmianami nie kryje się nowa, dojrzalsza wizja serialu. Zniknęła estetyka i emocjonalność, które wyróżniały Euforię, a w zamian otrzymaliśmy głównie więcej szoku, prowokacji i chaosu.

Akcja serialu rozpoczyna się z wysokiego C. Granica amerykańsko-meksykańska, absurdalna — choć oparta na faktach — historia ucieczki przed służbami i religijny przytułek nadziei. Potem balony z narkotykami i zbitka obrzydliwych scen, które będą prześladować mnie w koszmarach.

Największy problem polega jednak na tym, iż serial coraz częściej sprawia wrażenie zainteresowanego szokowaniem widza bardziej niż opowiadaniem historii. Wiele scen istnieje wyłącznie po to, by prowokować, a kolejne kontrowersje zastępują rozwój bohaterów. Nowy sezon Euforii coraz częściej przypomina karykaturę samego siebie.

fot. kadr z serialu Euforia

Cassie, która już wcześniej podejmowała katastrofalne decyzje, została w tym sezonie sprowadzona niemal wyłącznie do swojej nieporadności. Scenariusz zachowuje się tak, jakby przez pięć lat nie przeszła żadnego rozwoju. Bohaterka nie wyciąga wniosków z błędów, wpada w coraz to nowe problemy i nie radzi sobie z samodzielnością. Wszystko to wpisane zostaje w obraz internetowej celebrytki i twórczyni OnlyFans, której funkcjonowanie opiera się na nieustannej zależności od innych.

Co ciekawe, scena, w której Cassie odgrywa rolę „seksownego bobasa”, spotkała się z oburzeniem niemal każdej strony politycznego i światopoglądowego sporu. Konserwatyści, lewicowi widzowie, feministki czy sami twórcy OnlyFans zgodnie uznali tę fantazję za uwłaczającą i zwyczajnie obrzydliwą.

Obraz Nate’a przechodzi z agresywnego i wiecznie niezadowolonego licealisty w podejrzanie spokojnego i zorganizowanego mężczyznę. Po przejęciu firmy od ojca zarządza transakcjami i budowami. Planuje ślub z Cassie, co wyciąga na światło dzienne długo spychane problemy. Widzimy jego frustrację, która nie opuszcza go ani na moment.

fot. kadr z serialu Euforia

Serial nieustannie dokłada Nate’owi kolejnych tragedii i upokorzeń, licząc, iż każda następna eskalacja wywoła większe emocje. Efekt jest odwrotny. W pewnym momencie widz zwyczajnie się znieczula i przestaje przejmować losem bohatera. Pierwsze ciosy robią wrażenie, ale każdy kolejny wydaje się jedynie próbą dalszego podkręcania stawki. Już od początku sezonu widać, iż postać Jacoba Elordiego zmierza ku nieuniknionemu finałowi.

Rue, najbardziej poturbowana bohaterka całej historii, stała się natomiast ucieleśnieniem scenariuszowego absurdu. Jej pozorna wolność ma kosztować kilkadziesiąt milionów dolarów. Jak? Dlaczego? Kiedy? Odpowiedzi na te pytania wciąż nie otrzymujemy. Nagłe nawrócenie i odnalezienie religijnej misji miało uratować jej duszę. W tym sezonie Rue myśli o przyszłości, rodzinie i bliskości. Szuka miłości i chce się nią dzielić. Pragnie nowego początku, który zostawi daleko za sobą narkotyki, przemoc i krzywdzenie innych.

Problem w tym, iż serial oczekuje od widza zaakceptowania tej przemiany bez odpowiedniego uzasadnienia. Wydarzenia, które powinny nieodwracalnie wpłynąć na życie Rue, często zostają potraktowane jak epizody, a nie punkty zwrotne. Konsekwencje jej działań znikają równie szybko, jak się pojawiają. Logika podpowiada, iż rozpoczęcie nowego życia po wydarzeniach tego sezonu jest niemożliwe. Euforia nie jest jednak zainteresowana logiką ani ciągiem przyczynowo-skutkowym. Coraz częściej wybiera szok, prowokację i chaos, licząc, iż wystarczy to do utrzymania uwagi widza.

fot. kadr z serialu Euforia

Zbędną bohaterką okazuje się również Jules, której rola została ograniczona do realizowania cudzych fantazji seksualnych oraz namalowania obrazu na zamówienie. Wątek artystyczny, który mógłby nadać jej głębi, zostaje potraktowany po macoszemu. Jules przewija się gdzieś w tle i praktycznie nie wpływa na fabułę, mimo iż wcześniej należała do najważniejszych postaci serialu.

Zupełnie nie wybrzmiewa też Lexy, której potencjał umarł razem z drugim sezonem. Sztuka teatralna wystawiona w liceum była wielkim katharsis dotychczasowej historii. Poznaliśmy wtedy zupełnie nową twarz Lexy i osobiście bardzo czekałam na jej kolejne kroki. Może i dostałam krótką odpowiedź na swoje pytania, ale czy adekwatnie dowiedziałam się o niej czegoś nowego po pięciu latach? Mam wrażenie, iż nie.

Jedyną znośną bohaterką pozostaje Maddy, która twardo stąpa po ziemi, walcząc o swoją niezależność i konsekwentnie dążąc do wyznaczonego celu. Nie boi się pracy i udowadnia widzom swoją kreatywność, spryt oraz upór. Nie jest przy tym idealizowana. Ma własne problemy i wady, które dostrzegamy wraz z rozwojem historii. Pozostaje jednak człowiekiem, czego nie można powiedzieć o większości pozostałych bohaterów.

fot. kadr z serialu Euforia

Trzeci sezon Euforii to na szczęście ostatnia odsłona serialu. Rozwój historii mógłby być ciekawy, gdyby Sam Levinson lepiej poprowadził narrację. Patrząc na kolejne problemy bohaterów, nie czuję już nic. Śledząc media społecznościowe podczas premiery kolejnych odcinków, zauważyłam, iż zarówno ja, jak i wielu innych widzów z łatwością przewidzieliśmy zwroty akcji oraz finalne decyzje reżysera dotyczące bohaterów.

Ostatni odcinek próbował domknąć wszystkie wątki i zakończyć produkcję edukacyjnym przekazem. Niestety, zamiast skłaniać do refleksji, przypomina kiepską kampanię społeczną ostrzegającą młodych przed narkotykami.

Dawniej pod warstwą brokatu kryły się emocje, strach i zagubienie. Dziś został głównie sam brokat. A ten, choć trudny do usunięcia, kiedyś znika.

Idź do oryginalnego materiału