Erupcja weszła do polskich kin wzbudzając duże zainteresowanie z dwóch powodów. Po pierwsze w jedną z głównych ról wcieliła się Charli XCX, a po drugie film był nagrywany w Polsce, a konkretnie w Warszawie. Czy hype na produkcję jest uzasadniony?
Erupcja opowiada o Bethany (Charli XCX), Brytyjce, zakochanej od lat w polskiej kulturze i Warszawie. Dziewczyna przyjeżdża do stolicy wraz ze swoim chłopakiem Robem (Will Madden), który planuje jej się oświadczyć. Bethany, niepewna uczuć do partnera, odnajduje swoją wieloletnią przyjaciółkę Nel (Lena Góra). Dziewczyny mają za sobą burzliwą wspólną przeszłość, a ich relacja jest dynamiczna za sprawą… erupcji wulkanów, do których dochodzi za każdym razem, kiedy się spotykają. Brytyjka, bez żadnych skrupułów, zostawia swojego chłopaka i spędza dnie i noce z Nel.
Wypadałoby zacząć od „scenariusza” Erupcji, a adekwatnie jego braku. Reżyser Pete Ohs przyznał, iż powstawał on na bieżąco podczas zdjęć. I niestety bardzo, ale to bardzo to widać. Film jest najzwyczajniej w świecie głupawy, nielogiczny i nudny. Dialogi wypadają bardzo kulawo, a narrator ma chyba na celu nieco przybliżyć sylwetki bohaterów. Są to randomowe zdania typu: „Nel lubiła Claude’a, bo był Amerykaninem. Claude lubił Nel, bo łatwo wymawiało się jej imię„. Można zaryzykować stwierdzenie, iż miały to być wstawki humorystyczne, ale, patrząc na reakcje widzów na sali, średnio się to udało.
Erupcja ma totalny vibe etiudy studentów szkół filmowych. Takiej nieco za długiej i nie do końca przemyślanej. Szczerze mówiąc, widziałam sporo filmów studenckich były one zdecydowanie lepsze od produkcji Pete’a Ohsa. I dużo bardziej profesjonalne. Samo kamerowanie z ręki niezbyt się tutaj sprawdza. Przyznaję, iż przy niektórych produkcjach, jak chociażby duńskich filmach z manifestu Dogme 95, ta metoda operatorska wypada świetnie. Niestety w Erupcji ruchomy obraz denerwuje i wytrąca z rytmu. Zdjęcia są niewyraźne, szaro-bure i brak tutaj jakiekolwiek pracy z kolorami. Kwestia montażu również pozostawia wiele do życzenia, szczególnie podczas drętwych dialogów. W scenie, w której Nel rozmawia z Ulą (Agata Trzebuchowska) przeskakujemy między bohaterami, w męczący sposób, aby tylko nie pozwolić na wypowiedzenie kwestii bez kamery skierowanej na osobę, która mówi w danym momencie.
Kadr z filmu ErupcjaErupcja jest filmem banalnym i błahym, na którym na pewno nie byłabym w stanie wysiedzieć do końca, gdyby nie fakt, iż był kręcony w moim sąsiedztwie. Kwiaciarenkę, w której pracowała filmowa Nel, mijam codziennie. O skali profesjonalizmu produkcji może świadczyć fakt, iż nigdy nie widziałam tam ekipy filmowej, więc chyba zdjęcia przebiegały w pośpiechu i bez staranności. Mimo wszystko uśmiechałam się pod nosem, kiedy Nel przemierzała moją Pragę Północ. Malowniczo wypada też centrum Warszawy i charakterysytczne miejsca (kino Amondo!). Jest coś uroczego w rozpoznawaniu znanych miejsc. Poza tym osobiście lubię obraz naszej stolicy w kinie. W Erupcji Warszawa jest tak naprawdę najciekawszym punktem.
Prawda jest taka, iż gdyby nie Charli XCX to Erupcja całkowicie przepadłaby bez echa. Ten film adekwatnie niczym się nie broni. W moim przypadku zaklikało jedynie moje subiektywne podejście do Warszawy. Scenariusz, stworzony na bieżąco, jest naprawdę słaby, zdjęcia wołają o pomstę do nieba, a i pod względem aktorskim nie ma tutaj fajerwerków. Produkcja zapisała się w mojej głowie jako przydługa etiuda studencka, bez pomysłu, robiona na kolanie na ostatnią chwilę na zaliczenie.
Fot. główna: kadr z filmu Erupcja















