Emma Stone z ogoloną głową

gazetafenestra.pl 1 tydzień temu
Autorka grafiki: Maria Kluka (Fenestra)

Yorgos Lanthimos w najnowszym filmie znów dosadnie rozprawia się z absurdami współczesności. Ostrze satyry tym razem wymierzone jest w teorie spiskowe oraz korpo-kulturę, która wyzysk potrafi ubrać w piękne słówka o produktywności. Choć większość krytyków zgodnie wychwala „Bugonię” nie zabrakło także głosów negatywnych, wychodzących często poza ramy samego tekstu filmowego. Całość dyskursu wokół dzieła usilnie powraca natomiast do jednej kwestii: Emmie Stone ogolono głowę.

„Bugonia” zdaje się kontynuować twórczą tendencję, do której Lanthimos powrócił wraz z premierą filmu „Rodzaje życzliwości” (2024). Reżyser skupia się na świecie współczesnym. Korzystając z absurdu i czarnego humoru, dokonuje wiwisekcji rzeczywistości, w jakiej żyjemy. Do tej pory, w filmach takich jak „Lobster” (2015), czy „Zabicie świętego jelenia” (2017) robił to w sposób subtelny, korzystając z metafor znacznie poszerzających możliwości interpretacyjne widza. Najnowszy film Greka wydaje się w tym kontekście bardzo oczywisty i mocno wpisany w konkretny moment historyczny. Czy jednak jest przez to mniej skuteczny w przekazie?

„Bugonia”, o czym opowiada i co chce nam powiedzieć?

Film skupiony jest wokół postaci Teddiego (w tej roli wybitny Jesse Plemons), obsesyjnie oddanego teoriom spiskowym, w których doszukuje się wyjaśnienia wszelkiego zła tego świata (z umierającymi pszczołami i chorobą matki włącznie). Odpowiedzialnością obarcza przybyszy z innej planety, Andromedian, czyli kosmitów, mających za cel podporządkowanie sobie ludzkości i zagładę planety. Jedną z tych istot, zdaniem bohatera, jest prezeska prosperującej firmy farmaceutycznej Michelle Fuller (Emma Stone). Teddy, z pomocą kuzyna Dona (Aidan Delbis), porywa kobietę i poddaje ją szeregowi eksperymentów i tortur. Nadrzędnym celem bohatera staje się dotarcie do statku-matki Andromedian i spotkanie z ich cesarzem w celu wynegocjowania odejścia kosmitów z Ziemi. Pragnie uratować planetę, przywrócić jej utraconą harmonię.

Warto w tym miejscu wyjaśnić sam tytuł filmu, bardzo wymownie koresponduje on bowiem z jego tematyką. „Bugonia” to słowo pochodzące ze starożytnej greki, odnoszące się do rytuału, którego celem było przywrócenie, czy powołanie do życia roju pszczół. Darzone ogromnym szacunkiem, kojarzone z pracowitością owady miały rodzić się z martwego ciała wołu. Stąd „bugonia” jako połączenie pojęć „wół” i „potomstwo”, zamknięcie kręgu życia, odrodzenie. Co jednak musi umrzeć w świecie Teddiego, by możliwa była regeneracja?

Już na samym początku filmu zaznaczona zostaje analogia pomiędzy rojem pszczół a społeczeństwem poddanym systemowi kapitalistycznemu. Teddy wyjaśnia kuzynowi działanie kolonii. Robotnice pracują na rzecz królowej. To ona ich potrzebuje, bez nich ona sama, jak i cały ul, skazane są na śmierć. Teddy jest właśnie jedną z takich pszczół. Pracuje w magazynie, na rzecz ogromnej korporacji, która nie szanuje ani czasu, ani zdrowia swoich podwładnych. W tym kontekście Michelle jawi się jako królowa. To od niej zależy rozkład zadań, godziny pracy. Dla bohaterki najważniejszy jest jednak wizerunek zarówno jej samej, jak i całej firmy. Zamiast na zapewnieniu pracownikom godziwego wynagrodzenia i bezpiecznych warunków pracy, skupia się ona na performatywnej kampanii na rzecz różnorodności. Postawiona przed dramatem konkretnych osób, do których cierpienia się przyczyniła, potrafi jedynie rzucać puste obietnice, oferować pieniądze.

Do ofiar eksperymentów nad lekami wprowadzanymi przez firmę Michelle należy także matka Teddiego. Nieprzytomna leży w szpitalu. Bohater przekonany jest, iż pozbycie się kosmitów może w jakiś sposób ją uratować, co także popycha go do tragicznych w skutkach i podejmowanych w desperacji decyzji.

Dlaczego „ona”?

„Bugonia” jest remakiem koreańskiego filmu „Save the green planet” z 2003 roku w reżyserii Joon-hwan Janga. Choć oba dzieła diametralnie różnią się pod względem stylistyki, ich fabuły są w zasadzie identyczne. Również tutaj mamy do czynienia z młodym mężczyzną, Byeong-gu Lee, bez reszty oddanym działaniom mającym na celu ocalenie ludzkości spod władzy kosmitów. Aby to osiągnąć, porywa wpływową osobę z branży farmaceutycznej, która pośrednio przyczyniła się do choroby jego matki. Twórcy „Bugonii” dokonali jednak dość kluczowej zmiany, znacznie wpływając na kształt relacji zachodzących między pojawiającymi się na ekranie postaciami. W „Save the green planet” porwany CEO jest mężczyzną.

Bohaterka filmu Lanthimosa jest zimna i wyrachowana. Musiała poświęcić wiele by uzyskać zajmowaną pozycję i kurczowo się jej trzyma. W pewnym sensie jest ona personifikacją szeregu trendów oraz tendencji, które rozpoznajemy we współczesności. Mamy więc sekwencję przedstawiającą poranną rutynę bohaterki, której nie powstydziliby się najbardziej oderwani od rzeczywistości influencerzy. Michelle rozpoczyna dzień od jogi na tarasie, ma czas na jogging i lekcję boksu. Przed wyjściem z domu połyka garść suplementów, a w drodze do pracy towarzyszy jej ogromny kubek marki Stanley. Konsumpcjonizm, nieuchwytne dla większości społeczeństwa standardy piękna, brak szacunku dla natury i innych ludzi oraz ich pracy, to właśnie reprezentuje Fuller.

W „Save the green planet” ważniejsze w postaci porwanego kierownika jest to, co reprezentuje on względem głównego bohatera. Kontekst społeczno-polityczny nie jest tutaj aż tak ważny, istotniejsze okazują się osobiste pobudki porywacza, mającego za sobą traumatyczną przeszłość. Pan Kang jest postacią szanowaną i wpływową, nie widzimy go jednak przy pracy. Zamiast tego widzowi przedstawiona jest sekwencja scen, w których bohater oddaje się rozrywkom, między innymi nagiej rozgrywce golfa. Po porwaniu natomiast jego główną taktyką obronną są groźby i wyzwiska. W przeciwieństwie do Michelle nie próbuje on negocjować, czy zrozumieć procesu myślenia swoich porywaczy.

Przemieszanie płci w „Bugonii” dość drastycznie wpływa również na postrzeganie działań głównego bohatera. Przede wszystkim pojawia się ich seksualny podtekst, nieobecny w pierwowzorze. Zostaje on jednak jednoznacznie stłumiony. Teddy oraz zmuszony przez kuzyna, Don poddali się chemicznej kastracji. Główny bohater uważa, iż popęd seksualny negatywnie wpływa na kognitywne umiejętności, odwraca uwagę od rzeczy ważnych, wymagających całkowitego skupienia. Obawia się także, iż porwana Michelle będzie próbowała go uwieść, w celu odzyskania wolności. Zagrożenie przemocy seksualnej, której ofiarą mogłaby stać się bohaterka, zostaje więc gwałtownie zniwelowane. Pozostaje jednak sekwencja tortur i prób wymuszenia przyznania się do bycia kosmitką.

Kobiety Lanthimosa

Obrazy przemocy, często bardzo dosadne, nie są w twórczości Lanthimosa niczym nowym. W przypadku „Bugonii” wywołały one jednak dyskusję na temat sposobu, w jaki reżyser przedstawia w swoich filmach kobiety. Najbardziej kontrowersyjne były w tym kontekście „Biedne istoty” (2023), gdzie naiwność i bezbronność głównej bohaterki wykorzystywana jest przez obecnych w jej życiu mężczyzn. Po premierze filmu w mediach społecznościowych rozgorzała histeryczna wręcz dyskusja, w której nie zabrakło wysuwanych względem reżysera oskarżeń o mizoginię. Podobne głosy, choć na zdecydowanie mniejszą skalę, wybrzmiały także po premierze „Rodzajów życzliwości” oraz właśnie „Bugonii”.

Warto w tym miejscu spojrzeć na twórczość reżysera nieco szerzej. Początki kariery Yorgosa Lanthimosa nierozerwalnie połączone są z nurtem greckiej nowej fali. Do jej charakterystycznych cech należą krytyka społeczna oraz podejmowanie trudnych, często bardzo mrocznych tematów w sposób pełen surrealizmu, absurdu i czarnego humoru. „Kieł” (2009), który przyniósł Lanthimosowi międzynarodowy rozgłos, będzie jej sztandarowym przykładem. Faktycznie, w niemal każdym z dzieł reżysera odnajdziemy obrazy przemocy, także seksualnej, której ofiarami są kobiety. Podobna tendencja może rzeczywiście wydawać się problematyczna. Dlaczego mężczyzna w swojej twórczości wciąż skazuje kobiety na cierpienie?

Najistotniejszy w tego typu dyskusjach jest kontekst. Lanthimos nie wykorzystuje przemocy wyłącznie w celu szokowania widza. Nie służy ona także udramatyzowaniu doświadczeń bohaterek i tego, jak pokonują one przeciwności. Przykładem takiego działania byłby na przykład podgatunek horroru rape and revange.

U Lanthimosa przemoc jest najczęściej bezsensowna, pozbawiona jakiegokolwiek elementu sprawiedliwości, czy choćby sadystycznej satysfakcji. Jej ofiarami nie są także wyłącznie kobiety, jest to zjawisko ogólne, dotyczące każdego, kto w jakimś stopniu znajduje się na niższym szczeblu wyznaczonej hierarchii. Bardziej adekwatne byłyby tu więc oskarżenia o mizantropię. W „Bugonii” jest podobnie. Teddy również jest ofiarą. Ofiarą systemu, który go wyzyskuje, ale także bezpośrednią ofiarą przemocy. Nie usprawiedliwia to oczywiście jego postępowania względem Michelle, ale dodaje całej historii istotnego kontekstu. Ważna jest także skrajna izolacja bohatera. Poza kuzynem nie utrzymuje on żadnej stałej relacji. Co interesujące w „Save the green planet” pomocnikiem Byeong-gu była jego partnerka Su-ni. Teddy jest skrajnie samotny, działania, jakie podejmuje, dodają mu poczucia sprawczości, celu. Bohater sam siebie postrzega jako oświeconego względem innych, bezwiednie poddających się działaniu kosmitów.

Fakt, iż porwana CEO jest kobietą, zdaje się bardzo dobrze współgrać z wymową filmu i jeszcze lepiej osadzać go w znanej nam rzeczywistości. Kobiety częściej niż kiedykolwiek zasiadają na wysokich stanowiskach korporacyjnych. Postawione im standardy pozostają jednak wyższe niż te, z którymi spotykają się ich koledzy. Sama Michelle przyznaje, iż korpo-świat, w jakim się znalazła wyprał ją ze wszelkich ludzkich odruchów. W tym kontekście Teddy w swoich przekonaniach zbliża się do rosnących grup mizoginicznych mężczyzn, którzy na forach internetowych oddają się swojemu poczuciu wyższości. Charakterystyczne dla tego typu środowisk jest podawanie w wątpliwość zawodowego spełnienia kobiet. Michelle nie mogła osiągnąć tak wielkiego sukcesu finansowego wyłącznie ciężką pracą i poświęceniem, musi więc być kosmitką.

Ścięte włosy, dlaczego tak szokują?

Ciekawym elementem dyskusji wokół „Bugonii” jest, powracający w niemal każdym tekście jej poświęconym, temat ogolonej głowy Emmy Stone. Dla jednych jest to po prostu związane z zaskoczeniem drastyczną zmianą wizerunku znanej aktorki. Dla innych był to kolejny argument przeciwko twórcom filmu i ich domniemanej mizoginii. Rzeczywiście, sytuacja przymusowego ogolenia kobiecej głowy wywołuje dość drastyczne skojarzenia, związane z obrazami przemocy znanymi z historii. Prawdą jest również, iż włosy stanowią istotny element wizerunku, dla niektórych determinują one osobowość. Przymusowe ich pozbawienie może łączyć się więc z odebraniem sprawczości i pozbawieniem indywidualizmu. Czy w przypadku „Bugonii” powinniśmy jednak patrzeć aż tak daleko?

W rozumowaniu Teddiego włosy są dla Andromedian szczególnie ważne. Nie dlatego, iż są oni do nich szczególnie przywiązani, kulturowo, czy emocjonalnie. Mają one konkretną funkcję, to za ich pośrednictwem kosmici porozumiewają się między sobą na odległość. Ogolenie głowy Michelle ma na celu uniemożliwić jej ucieczkę, interwencję pobratymców, którzy mogliby przyjść jej z pomocą. Kwestia płci bohaterki nie ma tutaj żadnego znaczenia. Tak samo ogolony został Pan Kang w „Save the green planet”.

Pozostaje więc kwestia samej Emmy Stone i faktu, iż na potrzeby roli dokonała tak wyraźnej zmiany wyglądu. Hollywood kocha podobne poświęcenia. Dziś tak zwane „aktorstwo metodyczne” rozumiane jest przede wszystkim jako fizyczne poświęcenie się roli. Christian Bale, na zmianę przybierający i tracący na wadze będzie tutaj najwyraźniejszym przykładem. interesujące wydaje się, iż w przypadku Stone wystarczyło zgolenie włosów. Nie umniejszając jej oddania dla sztuki, to w tym usilnym powracaniu do wyglądu aktorki wydaje się być więcej płciowych uprzedzeń niż w samej treści filmu.

„Bugonia” w szerszym kontekście twórczości Yorgosa Lanthimosa pozostaje filmem dość oczywistym w wymowie. Nie mamy tutaj wyszukanych metafor, czy charakterystycznej dla greckiej nowej fali beznamiętnej gry aktorskiej. Mimo wszystko jest to raczej film rozrywkowy. Nie ma w tym oczywiście nic złego. Dla widzów poszukujących pogłębionej krytyki społecznej, czy komentarza na temat narastającej izolacji ludzi zamkniętych w światopoglądowych bańkach, „Bugonia” może okazać się jednak mało satysfakcjonująca. Również zakończenie filmu, brawurowe i dosadne w wydźwięku, będzie elementem dzielącym widzów. O tym trzeba się jednak przekonać na własną rękę.

Anna TOMCZAK

Idź do oryginalnego materiału