Koncert Kobranocki w Klubie Bilardowym Falcon zdążył już stać się małą tradycją. Wcześniejsze spotkania z zespołem w tym miejscu miały charakter akustyczny, jednak tym razem było inaczej. 8 marca scena należała do Kobranocki w pełni elektrycznej – i było to słychać od pierwszych sekund.
Zespół wszedł na scenę i od razu odpalił mocne otwarcie. „Ela, czemu się nie wcielasz”, a zaraz po nim „Po nieboskłony” pokazały, iż energia będzie główną walutą tego wieczoru. A potem muzycy zabrali nas w podróż po swojej historii, sięgając po klasyki: „List z pola boju”, „Nie bądźmy obojętni” czy „Biedna pani”, jak też numery, które rzadko pojawiały się na koncertach. Zespół przyznał nawet, iż ma kilkadziesiąt utworów, które przez lata nie trafiały do repertuaru na żywo. Najwyraźniej postanowił to nadrobić, dzięki czemu mogliśmy usłyszeć „Dwie monety”. W innym momencie pojawił się utwór z dziesiątej płyty, która jeszcze się nie ukazała, a po nim padło pytanie do publiczności o to, czy zespół „ładnie się starzeje”. O tak, Panowie, bez dwóch zdań!
Publiczność zresztą nie zamierzała pozostawać biernym obserwatorem. Druga połowa koncertu należała do utworów, które od lat żyją własnym życiem na scenie. „My i oni”, „Kombinat” i „Mówię Ci że” sprawiły, iż sala zaczęła coraz śmielej włączać się do śpiewania, a energia wyraźnie rosła z każdą minutą. Nie zabrakło też ukłonu w stronę klasyki rocka – zespół sięgnął po „Współczucie dla diabła”, inspirowane Sympathy for the Devil grupy The Rolling Stones, co tylko podkręciło atmosferę. Emocje rosły przy „Jak zapomnieć Cię”, a potem „I nikomu nie wolno się z tego śmiać” oraz „Hipisówka” dosłownie poderwały ludzi z miejsc.
Bisów było kilka i trudno było oprzeć się wrażeniu, iż nikt nie miał ochoty kończyć tego wieczoru zbyt szybko. Najpierw „Trzymaj ręce przy Irence”, po niej krótkie i szalone „Boję się”, ale kulminacja przyszła tam, gdzie wielu na nią czekało – przy „Kocham Cię jak Irlandię”. To jedna z tych chwil, kiedy wystarczy pierwszych kilka dźwięków i wiadomo, iż śpiewać będzie cała sala. Na zakończenie zespół dorzucił jeszcze „Balladę dla samobójców” oraz „Dałaś mi w brzuch tortowym nożem”, a przy pożegnaniu padła zapowiedź, iż również w 2027 roku Kobranocka powróci do Falcona. Jak tradycja to tradycja.
Sam Dzień Kobiet miał też swój miły akcent. Na wejściu każda z pań dostała symbolicznego goździka, były słodkie upominki i loteria z nagrodami. Niby drobiazgi, ale budujące klimat wieczoru. Rockowy koncert, wspólne śpiewanie, trochę nostalgii i ogrom dobrej energii. Zespół korzystając z okazji złożył wszystkim paniom najlepsze życzenia. Padła też refleksja, iż życzenia i uczucia dobrze byłoby wyrażać częściej niż raz w roku. Trudno o lepsze podsumowanie.
Relacja: Anka
Kobranocka / 08,03,2026 / Klub Falcon















