Występ Bad Bunny’ego podczas Halftime Show na Super Bowl wywołał ogromne emocje - nie tylko wśród fanów muzyki, ale także w świecie polityki. Choć Donald Trump nie pojawił się na stadionie, obejrzał show i gwałtownie dał do zrozumienia, iż nie przypadło mu ono do gustu. W ostrym wpisie skrytykował wokalistę, zarzucając mu brak kreatywności, "obrazę wielkości Ameryki" oraz niezrozumiały przekaz. Czy była to jedynie subiektywna ocena koncertu, czy coś znacznie głębszego?
REKLAMA
Zobacz wideo Zakaz alkoholu w Sejmie. Senyszyn o pijanych politykach
Donald Trump skrytykował Bad Bunny'ego. Ekspertka nie ma wątpliwości, czemu to zrobił
O ocenę tej sytuacji zapytaliśmy Ewelinę Salwuk-Marko, ekspertkę od PR i kreacji wizerunku, wykładowczynię akademicką i przedsiębiorczynię. Jej zdaniem reakcja Donalda Trumpa nie była przypadkowa ani impulsywna. - Patrząc na tę sytuację szerzej, warto zauważyć, iż wpis Trumpa idealnie wpisuje się w znany w PR i komunikacji politycznej mechanizm konfliktu zastępczego. Gdy emocje społeczne są wysokie, a podziały wyraźne, kultura popularna - jak koncert podczas Super Bowl - staje się wygodnym polem do przenoszenia narracji politycznej. To nie jest spontaniczna krytyka gustu muzycznego, ale świadome ustawienie osi "my kontra oni" - tłumaczy ekspertka.
Jak podkreśla Salwuk-Marko, w tym przypadku nie chodziło o realną ocenę jakości artystycznej występu Bad Bunny’ego. - Wpis Trumpa nie dotyczył tego, czy show był dobry czy zły. Dotyczył tego, kto ma prawo reprezentować Amerykę. W PR nazywamy to narracją tożsamościową - ktoś zostaje ustawiony jako "nie nasz", choćby jeżeli formalnie i kulturowo jest częścią tej samej wspólnoty - wyjaśnia.
Halftime Show Bad Bunny’ego był jednym z najbardziej spójnych narracyjnie występów ostatnich lat. Zamiast klasycznego widowiska opartego na rozmachu i efektach specjalnych, artysta zaproponował opowieść o tożsamości, rodzinie, pracy i wspólnocie. Symbolika była czytelna: piłka futbolowa z hasłem "Together we are America", nazwisko matki na bluzie, śpiew na żywo, jasna estetyka oraz odniesienia do Portoryko i państw obu Ameryk. - To nie był gest wykluczający, ale poszerzający definicję Ameryki. Pokazywał ją jako przestrzeń wielu kultur, języków i doświadczeń - zaznacza ekspertka.
Donald Trump nie szczędził krytyki Bad Bunny'emu. Ekspertka zwraca uwagę na te szczegóły
Warto zaznaczyć, iż bardzo mocnym elementem narracyjnym była scena z chłopcem obserwującym moment odebrania Grammy, a następnie symbolicznie przekazującym mu swoją statuetkę artyście. - W komunikacji marki to bardzo czytelna metafora drogi, konsekwencji i spełniania marzeń. To uniwersalna historia aspiracji, a nie polityczny manifest - dodaje Salwuk-Marko. Występ utrzymany był w emocjonalnym, ciepłym tonie: rodzinność, taniec, miłość, a choćby ślub fanów na scenie budowały przekaz bliskości i autentyczności. Hasło widoczne na stadionie - "The only thing more powerful than hate is love" - dopełniało całość, kierując uwagę na wartości wspólnotowe, a nie podziały.
Ekspertka zwraca uwagę, iż każdy przekaz oparty na silnej tożsamości kulturowej będzie odbierany przez pryzmat przekonań odbiorcy. - jeżeli ktoś szuka prowokacji lub zagrożenia, znajdzie je choćby tam, gdzie obiektywnie ich nie ma. Z punktu widzenia komunikacji trudno mówić o przekazie antyamerykańskim. Wręcz przeciwnie - był to występ podkreślający różnorodność jako fundament współczesnej Ameryki - podsumowuje.
Jej zdaniem cała sytuacja pokazuje szersze zjawisko: dziś niemal każdą formę kultury można łatwo upolitycznić. - Ale to nie znaczy, iż sztuka, muzyka czy sport same w sobie są polityką. One stają się polityczne dopiero wtedy, gdy ktoś świadomie próbuje je tak odczytać. W tym przypadku nie było ataku - był dialog kulturowy. I właśnie dlatego wzbudził tak silne emocje - dodaje ekspertka.










