Ekranowy tata żegna Hayden Panettiere. Potępił prześladowców: "Nikt nie powinien być tak atakowany"

serialowa.pl 1 godzina temu

Na początku tygodnia świat obiegła smutna wiadomość o odejściu Hayden Panettiere. W social mediach aktorkę pożegnał jej ekranowy ojciec z serialu „Heroes”, Jack Coleman. W emocjonalnym wpisie potępił paparazzich, którzy od lat ją prześladowali.

Hayden Panettiere zmarła 16 sierpnia w wieku 36 lat – o czym poinformował wpierw jej ojciec. Przyczyną śmierci mogło być przedawkowanie narkotyków – informowały źródła magazynu „People„. Teraz aktorkę pożegnał Jack Coleman – we wpisie na Instagramie nie krył, skąd w dużym stopniu brały się kłopoty Panettiere, która od lat zmagała się z depresją i uzależnianiami.

Hayden Panettiere – Jack Coleman pożegnał aktorkę

Coleman, który występował w serialu „Heroes”” u boku Panettiere w latach 2006-2010, zamieścił na Instagramie poruszający wpis, w którym odniósł się do tragicznych wieści o swej ekranowej córce.

— Jestem zdruzgotany. Dopiero teraz byłem w stanie spróbować ubrać swoje myśli w słowa, choć i tak nie będą one wystarczające. Kochałem Hayden od pierwszego dnia zdjęć do pilotażowego odcinka „Heroes”, 20 lat temu, kiedy przedstawiła się, wołając do mnie „tatusiu!” i rzucając mi się w ramiona. Od tamtej pory nazywała mnie „daddio”. Była Haydini, bo była czarodziejką – pisał aktor.

Wyświetl ten post na Instagramie

Aktor był oczywiście świadomy problemów, z którymi zmagała się aktorka i we wpisie zwrócił uwagę, co tak mocno wpłynęło na Panettiere w najwcześniejszych dniach jej kariery.

— W wieku 17 lat była numerem 1 w rankingu IMDb. Regularnie zadawano jej obcesowe pytania, najczęściej w stylu: „Kiedy w końcu zejdziesz na złą drogę?”. Dziś uznalibyśmy te pytania za mizoginistyczne prowokacje, którymi w rzeczywistości były.

Była osaczana. Gdziekolwiek się pojawiła, czekali na nią fotografowie z obiektywami 300 mm. Takimi, które potrafią sprawić, iż choćby najbardziej niewinna czynność wygląda podejrzanie. Pewnego razu, gdy przyjechała do naszego domu, paparazzi ukryli się w krzakach za naszym podwórkiem i wjechali na trawniki sąsiadów. Zachowywali się jak drapieżcy. Nikt, a już szczególnie nastolatka, nie powinien być w ten sposób atakowany.

Coleman nie krył, iż po śmierci aktorki towarzyszą mu rozmaite uczucia – i iż nie jest w stanie powstrzymać gniewu.

— Dziś przepełnia mnie smutek i żal. I gniew. Ale o tym innym razem. Teraz chcę wspominać niezwykłą młodą kobietę, która była jednocześnie obdarowana i przeklęta. Była wrażliwa. Wszystko odczuwała bardzo mocno. To uczyniło z niej wyjątkową aktorkę, ale jednocześnie narażało na ból serca i tysiące naturalnych wstrząsów, na które ciało ludzkie jest skazane.

Idź do oryginalnego materiału