Historia przedstawiona w książce "Ludzie, których spotykamy na wakacjach" autorstwa Emily Henry, a teraz przeniesiona na ekran przez Netflix, niemal od razu przywodzi na myśl klasyki gatunku komedii romantycznych. Wieloletnią przyjaźń oglądaliśmy w moim ukochanym "Kiedy Harry poznał Sally", a coroczne spotkania w "Jednym dniu". Nie spodziewajmy się więc przełomu po najnowszej produkcji giganta streamingowego, która nie ucieka od pewnych schematów. Mimo wszystko jest to bardzo przyjemny i lekki romans, z hipnotyzującą chemią między głównymi postaciami i znakomitym soundtrackiem.Reklama
"Ludzie, których spotykamy na wakacjach": hipnotyzujący duet Bader-Blyth
Poppy (Emily Bader) i Alex (Tom Blyth), choć przyjaźnią się od dziesięciu lat, nie od razu darzyli się sympatią. Poppy wydaje się zbyt roztrzepana i chaotyczna dla spokojnego, uporządkowanego Alexa. Przypadek jednak sprawia, iż zaczynają łączyć ich wspólne doświadczenia. Od tej pory spędzają razem każde wakacje, ale jedynie jako platoniczni przyjaciele.
Z czasem Poppy i Alex budują własne życie w różnych miastach, u boku różnych partnerów. Mimo to nie rezygnują z corocznych wakacyjnych spotkań. Te kilka dni staje się ich niezmienną tradycją. Podczas jednych wakacji jednak coś idzie nie tak. Obserwują, jak bardzo się od siebie różnią i jak niejasne są uczucia, które ich łączą. W końcu zrywają kontakt. Dwa lata później spotykają się na weselu. To moment, w którym będą musieli odpowiedzieć na wszystkie pytania, które od dawna ich dręczą.
Jeden z producentów porównał Emily Bader do "współczesnej Meg Ryan", podkreślając jej urok, komediowe wyczucie i inteligentny humor. To skojarzenie nie ogranicza się jednak tylko do wspomnianego klasyka "Kiedy Harry poznał Sally". Bader, znana z serialu "Moja Lady Jane", jest naprawdę znakomitą aktorką o ogromnej charyzmie. Momentami przyćmiewa choćby gwiazdę "Igrzysk śmierci: Ballada ptaków i węży", Toma Blytha. Na ekranie tworzą duet, od którego nie da się odwrócić wzroku, a chemia jest wyczuwalna w niemal każdym ujęciu. Do tego stopnia, iż nieraz chce się krzyczeć do ekranu: "Dlaczego wy nie jesteście razem?!".
"Ludzie, których spotykamy na wakacjach": nowość Netfliksa wpada w sidła gatunku
Siłą filmu "Ludzie, których spotykamy na wakacjach" są także przepiękne lokacje. Historia rozgrywa się na tle malowniczych wakacyjnych scenerii, które odgrywają kluczową rolę w fabule. Całość uzupełnia energetyczny soundtrack, w którym usłyszeć można m.in. hit Robyn "Hang With Me" oraz nową wersję "Stumblin’ In".
Jeśli chodzi o fabułę, film zawodzi w kluczowym momencie. Pierwsze dwa akty to naprawdę wciągająca opowieść o dwójce nieco zagubionych w swoich uczuciach ludzi, którzy darzą się prawdziwą sympatią i szacunkiem. Wszystko to wypada niezwykle autentycznie. Problemy pojawiają się w trzecim akcie, decydującym o ostatecznym odbiorze historii. Film wpada wtedy w sidła gatunku i powiela dobrze znane schematy – niezdecydowanie jednej z osób, pytanie, czy bohaterowie pokonają przeciwności losu, by być razem. Niestety nie ma tu przestrzeni na refleksję nad tym, czy przyjaźń damsko-męska rzeczywiście istnieje, co pozostawia spory niedosyt, bo temat był bardzo wdzięczny do takich rozważań.
"Ludzie, których spotykamy na wakacjach" to ostatecznie przyjemny i niegłupi rom-com. Lekka historia, charyzmatyczni bohaterowie, fajne wakacyjne tło i znakomity soundtrack. Mimo kliszowego do bólu finału, zdecydowanie warto sięgnąć po nowość Netfliksa.
7/10
"Ludzie, których spotykamy na wakacjach", reż. Brett Haley, USA. Data premiery na Netfliksie: 9 stycznia 2026 r.
Czytaj więcej: Dla tych filmów warto zarwać noc. Wciągające nowości na Netfliksie

















