EDU FALASCHI - Mi'raj (2026)

powermetal-warrior.blogspot.com 13 godzin temu



Po świetnie przyjętych „Vera Cruz” i „Eldorado” przyszła pora na finał epickiej trylogii Edu Falaschiego. „Mi'raj" to album wyjątkowy nie tylko dlatego, iż zamyka wielowątkową historię rozpoczętą pięć lat temu, ale również dlatego, iż pokazuje brazylijskiego wokalistę i kompozytora w niezwykle dojrzałej formie. To dzieło ambitne, rozbudowane i emocjonalne, które udowadnia, iż były frontman Angra wciąż należy do ścisłej czołówki światowego power metalu. Płyta ukazała się 12 czerwca i jest pozycją skierowaną do fanów progresywnego power metalu oraz twórczości Edu Falaschiego.

Trzy lata minęły od poprzedniego wydawnictwa artysty i w tym czasie doszło do zmian personalnych w składzie. W 2024 roku do zespołu dołączył perkusista Jean Gardinalli, a rok później gitarzysta Victor Franco. Nowi muzycy gwałtownie wpisali się w stylistykę grupy, choć nie udało się w pełni osiągnąć poziomu „Vera Cruz”. Franco i Mafra stawiają przede wszystkim na rozbudowane aranżacje, wyszukane melodie oraz emocjonalne budowanie nastroju. Momentami daje to znakomity efekt, jednak zdarzają się fragmenty, w których pojawia się wrażenie przerostu formy nad treścią.

Ogromnym atutem albumu pozostają partie instrumentalne. Gitary Victora Franco imponują zarówno techniką, jak i wyczuciem melodii. Solówki są efektowne, ale nie popadają w pustą wirtuozerię. Warto również wspomnieć o gościnnych występach Rafaela Bittencourta oraz legendy power metalu — Roya Khana — którzy znacząco podnoszą prestiż całego projektu. Płyta jest dobra i zdecydowanie godna uwagi, choć nie powala na kolana. To solidne, ambitne wydawnictwo, które momentami zachwyca, ale nie zawsze utrzymuje równy poziom.

Wokalnie Edu Falaschi prezentuje się bardzo dobrze. Choć jego głos z wiekiem uległ naturalnym zmianom względem czasów klasycznych nagrań z Angra, przez cały czas potrafi przekazać emocje i tworzyć zapadające w pamięć linie melodyczne. Co istotne, nie próbuje za wszelką cenę udowadniać swoich możliwości technicznych — zamiast tego stawia na ekspresję, klimat i narracyjność, co doskonale współgra z charakterem albumu.

Muzycznie „Mi'raj" rozwija pomysły znane z dwóch poprzednich albumów, jednocześnie poszerzając ich brzmieniową formułę. Obok charakterystycznego power metalu pojawiają się elementy rocka progresywnego, muzyki symfonicznej oraz orientalne motywy inspirowane kulturą Bliskiego Wschodu. Monumentalne orkiestracje, bogate aranżacje i filmowy rozmach sprawiają, iż słuchacz ma wrażenie uczestnictwa w rozbudowanej muzycznej podróży. Ma to swoje niewątpliwe atuty, choć momentami brakuje mocniej zarysowanych, chwytliwych melodii i wyrazistych „hitów”.

Już otwierający album „Watchers Of The Light” pokazuje skalę przedsięwzięcia i daje pełne wyobrażenie o kierunku nowego materiału. Potężne chóry, rozbudowane harmonie i charakterystyczny styl Falaschiego natychmiast przywołują skojarzenia z jego najlepszymi momentami. „Here I Stand” oraz „Echoes Of Vows” kontynuują ten kierunek, oferując mieszankę przebojowości, technicznego kunsztu i emocjonalnej głębi. To solidne, dobrze skonstruowane kompozycje, choć niekoniecznie natychmiast zapadające w pamięć.

Jednym z najciekawszych momentów albumu jest tytułowy „Mi'raj". Utwór zachwyca orientalnym klimatem, licznymi zmianami nastroju oraz znakomitym gościnnym udziałem Veroniki Bordacchini. To kompozycja niezwykle widowiskowa, która doskonale oddaje koncepcyjny charakter całego wydawnictwa. Świetnie wykorzystano tu power metalowe patenty — nie brakuje ciężaru, energii i subtelnej agresji. To mocny, dopracowany utwór. Znnacznie bardziej progresywny i eksperymentalny charakter ma „Unchained”. To kompozycja złożona, pełna zmian tempa i nieoczywistych rozwiązań aranżacyjnych. Słychać w niej odwagę i chęć wyjścia poza schemat, jednak nie do końca przekonuje — momentami bardziej imponuje niż angażuje. Dużo lepiej wypada energetyczny i agresywniejszy „Circle of Dust”, który w pełni oddaje najlepsze cechy twórczości Falaschiego. Pojawia się tu duch dawnych lat Angra — są mocne riffy, wyrazista motoryka i bardzo dobre wyczucie melodii. To jeden z najmocniejszych momentów na płycie.

Na albumie znajduje się również nastrojowa ballada „On Your Own”, która wyróżnia się pięknym, rockowym feelingiem oraz subtelnymi aranżacjami, w tym delikatnymi chórami w tle. Utwór buduje atmosferę i pokazuje bardziej intymne oblicze zespołu. Fani klasycznego power metalu z pewnością docenią „Wrath Into The War”. To dynamiczny, dobrze skonstruowany utwór z chwytliwym riffem, solidną melodią i dopracowanymi aranżacjami. Gdyby na albumie znalazło się więcej kompozycji na tym poziomie, całość byłaby zdecydowanie bardziej porywająca.

Po takim finale pozostaje jednak pewien niedosyt. „Mi'raj” mógł być albumem na poziomie „Vera Cruz”, ale ostatecznie nie do końca się to udało. Mimo to nie jest to próba kopiowania dawnych sukcesów ani odtworzenia klasycznego brzmienia Angra. To wciąż dojrzałe, ambitne i pełne muzycznej wyobraźni wydawnictwo, które momentami naprawdę imponuje. jeżeli „Vera Cruz” było początkiem wielkiej przygody, a „Eldorado” jej rozwinięciem, to „Mi'raj” stanowi jej godne i emocjonalne zwieńczenie. Edu Falaschi nagrał album wartościowy, przemyślany i zdecydowanie warty uwagi.

Ocena: 8/10

Idź do oryginalnego materiału