Edmund Szwed. Kto i po co, wykopał „Rów Mariański” nienawiści, między nami – Polakami ?

elblag24.pl 2 godzin temu

Obserwując od 1989 roku polską przestrzeń polityczną, dzisiaj „ z chłopięcą sobie naiwnością”, zadaję pytania, zarówno w tytule swego artykułu, jak również w dalszej jego treści”: kto i po co, wykopał „Rów Mariański” nienawiści, między nami – Polakami?

Po ćwierć wieku, od kiedy dla Polaków, pojawiła się przestrzeń wolności, trudno nie odnieść wrażenia, iż merytoryczna rozmowa między nami Polakami stała się towarem deficytowym, a jej miejsce zajęła permanentna walka. I tu, pojawia się moje pierwsze pytanie: w imię czego Polacy ze sobą walczą?

To już nie jest zwykły spór o wizję państwa – to specyficzna „wojna w białych rękawiczkach”. zabójcza dla polskiej narodowej tkanki. W tej walce ginie coś niezwykle cennego – zdolność do współistnienia i budowania wspólnej przyszłości.

Zjawisko to, serwowane z politycznych szczytów bezpośrednio do naszych domów i telefonów, zamienia chęć zrozumienia drugiego człowieka w gotowość do natychmiastowego ataku. Stoimy przed pytaniem: jak głęboko sięga ten podział i czy jesteśmy świadomi ceny, jaką przyjdzie nam zapłacić za ten stan skrajnego zacietrzewienia?

Czy podziały, których doświadczamy, są dziełem przypadku, bądź naturalnym efektem różnicy zdań? Czy, precyzyjnie zaplanowana strategi? Czy liderzy partyjni z pełną premedytacją podzielili polskie społeczeństwo na dwa wrogie obozy, konsekwentnie wykopując między nami potężną „przepaść niechęci”, którą można przyrównać jedynie do głębi Rowu Mariańskiego?

Czy, mechanizm ten służy konkretnym celom – politykom, którym opłaca się wymuszanie „ślepego posłuszeństwa” – zamiast jednoczenia narodu? Być może poprzez celowe kreowanie konfliktów, uwaga obywateli, jest skutecznie odciągana od spraw o znaczeniu fundamentalnym, takich jak bezpieczeństwo kraju czy obrona granic ?

Zamiast, jednoczyć się wokół wspólnego celu, Polacy zostali wciągnięci w „politykę politykierów”, gdzie lojalność partyjna znaczy więcej niż dobro wspólnoty?

Dzisiaj liderzy partyjni dokonali podziału polskiego społeczeństwa na dwa wrogie obozy, wykopując konsekwentnie i niezwykle skutecznie Rów Mariański pomiędzy nami Polakami”.

W tej cyfrowej wojnie domowej język przestał pełnić funkcję komunikacyjną, a stał się narzędziem brutalnej stygmatyzacji. Debata publiczna została zastąpiona przez zestaw agresywnych słów-kluczy, które mają za zadanie odebrać oponentowi prawo do głosu. Najczęściej używane oręże to:

  • ty prawaku”
  • ty lewaku”
  • ty zdrajco”

Pojęcie patriotyzmu stało się natomiast zarzewiem konfliktu. Dla jednych, jest wartością naturalną, dla drugich budzi natychmiastowe, negatywne skojarzenia z nacjonalizmem. W takim klimacie merytoryczny argument nie ma szans w starciu z emocjonalnym atakiem.

Główną areną tego konfliktu stały się media społecznościowe i telewizja, gdzie toczy się nieustanna walka o to, kto „wygra internety”, a narzędziem w tej walce nie jest wizja rozwoju kraju, ale rywalizacja w tworzeniu jak najbardziej, żenujących memów uderzających w najwyższe osoby w państwie – Prezydenta, czy Premiera.

Ta pogoń za upokorzeniem przeciwnika politycznego, jest niczym łopatą, którą codziennie pogłębiamy wspomniany „Rów Mariański”. Zamiast skupienia na realnych, zewnętrznych zagrożeniach, energia społeczna jest marnotrawiona na cyfrowe igrzyska. To tragiczne widowisko zamienia troskę o państwo w festiwal pogardy.

Najtragiczniejszy wymiar polaryzacji nie objawia się w studio telewizyjnym, ale przy rodzinnym stole, kiedy coraz częściej przedkładamy partyjne sympatie nad więzi krewne.

Wybór nienawistnego podziału, zamiast relacji z najbliższymi to najsmutniejszy bilans „polityki politykierów”.

Ludzie są skłonni zrywać kontakty z rodziną tylko dlatego, iż jej członkowie inaczej postrzegają rzeczywistość polityczną. To przedkładanie lojalności wobec liderów partyjnych nad dbałość o własną rodzinę, sygnalizuje nadejście narodowego samounicestwienia jeżeli jedynym spoiwem Polaków stanie się wzajemna niechęć, wspólnota po prostu przestanie istnieć. Zagłada narodu nie musi przyjść z zewnątrz – może być wynikiem naszej własnej niemocy i wewnętrznego rozpadu.

I wówczas, Nas Polaków, już nie będzie !!!”

Mimo mrocznych prognoz, istnieje alternatywa dla tego katastroficznego scenariusza. Jest nią „Projekt Celu Zbiorowego” – idea zjednoczenia Polaków wokół spraw absolutnie kluczowych, ponad partyjnymi podziałami. To nie tylko program, ale kumulacja inicjatyw i działań, które mają zaspokoić podstawowe potrzeby obywateli i odbudować narodowy entuzjazm.

Fundamentem tej nowej jedności musi być „Dobro Wspólne”. Co kluczowe, projekt ten zakłada swoistą amnestię społeczną: nieważne, co robiłeś wczoraj, ważne jest, iż chcesz z nami dzisiaj tworzyć Dobro Wspólne i być jego beneficjentem.

Ratunek dla Polski opiera się na:

  • skupieniu się na bezpieczeństwie narodowym i obronie granic, jako sprawach nadrzędnych wobec wszelkich sporów.
  • odbudowie relacji międzyludzkich i przywróceniu wartości rodzinie, jako fundamentowi społeczeństwa.
  • zastąpieniu ślepego posłuszeństwa partyjnym liderom – troską o realną przyszłość Ojczyzny.

Stoimy dziś przed fundamentalnym wyborem. Możemy dalej kopać Rów Mariański niechęci, walcząc na etykiety i żenujące memy, aż stanie się on naszym wspólnym grobem. Możemy jednak wybrać budowanie wspólnej przyszłości wokół Celu Zbiorowego, który łączy, a nie dzieli.

Czy, jako społeczeństwo znajdziemy w sobie dość siły, by odrzucić logikę partyjnej wojny domowej i zacząć budować to, co wspólne, zanim będzie za późno?

Edmund Szwed

Idź do oryginalnego materiału