E.T. powinien zostać w domu. „Dzień objawienia” Stevena Spielberga to zbyt naiwna bajka na dzisiejsze czasy [Recenzja]
Zdjęcie: Kadr z filmu „Dzień objawienia” (Fot. materiały prasowe)
Emily Blunt mówiąca językami, znaki w zbożu, CGI-owe lisy, zakonnice wierzące w UFO – po latach nieobecności w gatunku sci-fi Steven Spielberg ponownie się objawił. Znane nazwiska w obsadzie i powrót do tematów pozaziemskich to wystarczający argument, by grawitacja ściągnęła nas do kina. I „Dzień objawienia" faktycznie zawiera prawdę objawioną, ale nie taką, na którą liczyli fani legendarnego reżysera. Zamiast kojącej kosmicznej nostalgii, są ogromne pokłady dziaderskiej naiwności i nieskładne próby odnalezienia się w świecie, którego nie naprawi przytulenie starego dobrego E.T.










