Dziki – recenzja filmu. Niemy wojownik a głośny świat

popkulturowcy.pl 2 miesięcy temu

Film Dziki w reżyserii Macieja Kawulskiego to pierwsza polska produkcja fabularna nakręcona w technologii IMAX. Niestety zdjęcia okazały się praktycznie jedyną zaletą tego filmu.

Fabuła filmu Dziki usytuowana jest w Karpatach XVII wieku. Poznajemy losy tajemniczego, półdzikiego i niemego wojownika. Wychowały go zarówno zwierzęta, jak i ludzie gór. Bohater musi zmierzyć się z brutalnym cesarskim inkwizytorem, który pod pretekstem odzyskania skradzionych papieskich insygniów rozpętuje krwawą zemstę. Mityczna opowieść prezentuje walkę dwóch światów — natury i cywilizacji, wolności i fanatyzmu, instynktu i władzy. Za reżyserię odpowiada Maciej Kawulski znany z m.in. nowej Akademii pana Kleksa. Twórca wraz z Rafałem Lipskim napisał także scenariusz.

Przez większość seansu Dzikiego usilnie starałem się znaleźć pozytywne cechy tej produkcji. Zaczęła się naprawdę obiecująco. Przyprawiająca o ciarki narracja z offu, zdjęcia niczym z hollywoodzkich produkcji oraz intrygująca muzyka. Pomijając niewykorzystany potencjał tego pierwszego, na tym zalety się skończyły. Prawdę mówiąc, w późniejszych etapach historii choćby już nadmiar różnorodnych pomysłów na ujęcia i brak spójności w decyzjach autora zdjęć zaczęły przeszkadzać. Bartek Cierlica wykonał kawał dobrej roboty. Oświetlenie oraz ruch kamery były przepiękne i przemyślane, co jest zaskakujące, jak na polskie standardy. Niemniej niestety prawdopodobnie przez niefrasobliwość lub niekompetencję Kawulskiego zdjęcia próbowały ratować okropny scenariusz.

Podobnie wydarzyło się w kwestii udźwiękowienia i muzyki. Choć utwory Mateusza Schmidta i Ape’a Chimba są naprawdę imponujące, niektóre zdawały się mocno odbiegać od klimatu filmu. Identyczna sytuacja miała miejsce w zeszłorocznym Chopin, Chopin. Często muzykę stosowano także po prostu w nadmiarze, bojąc się najwyraźniej ciszy. Dość zabawna sytuacja z uwagi na to, iż główny bohater nie mówi.

Z tymi dwoma elementami w tworzeniu konkretnego klimatu XVII-wiecznych Karpat współpracowała scenografia i kostiumy. Nie jestem w stanie poświadczyć o ich adekwatności historycznej, ale trzeba przyznać, iż nie doświadczyłem poczucia kiczu. Całość przyzwoicie ze sobą współgrała, a zobaczenie Janusza Chabiora czy Jarosława Boberka w kostiumach niczym z Gry o tron czy Władcy pierścieni było warte wydanych pieniędzy.

fot. kadr z filmu

Przykro się niestety patrzyło na zmarnowany potencjał całej obsady filmu. Aktorzy i aktorki w większość przypadków starali się ratować mizernie napisane dialogi. Leszek Lichota w roli Macieja potrafił wzruszyć. Natomiast jego relacja z odtwórcami roli Dzikiego, czyli Tomaszem Włosokiem, Konradem Kąkolem i Dawidem Latushkinem, zdawała się momentami silna, głęboka i prawdziwa. Obok tego mamy również Sebastiana Fabijańskiego w roli psychopatycznego Inkwizytora. Aktor nie miał łatwego zadania w ratowaniu przerysowanego charakteru tej postaci, a i tak dość dobrze spełnił swoje zadanie.

Z drugiej strony mamy jednak Agatę Buzek w roli Vesny, która swoje teksty – jak się wydaje – po prostu czytała. Nie wspomnę już o „Jagodowych Bandytach”, którzy również nie popisali się warsztatowo.

Przejdźmy jednak do crème de la crème, czyli grzechów głównych filmu Dziki. To, iż nie jestem fanem scenariusza tej produkcji, to za mało powiedziane. Jak już wspominałem, Kawulski wybierał dźwięk, muzykę i słowa ponad obraz i ciszę (tzw. horror vacui). A szczególnie widoczne jest to w scenariuszu. Każda postać w tym filmie tłumaczy to, co się dzieje lub będzie się działo na ekranie. Informacje powtarzane są kilkukrotnie, do bólu, jakby twórca sądził, iż widzowie nie zrozumieją przekazu. W dodatku w pierwszym akcie Dzikiego Vesna wprost słownie eksponuje nam głównego bohatera oraz problematykę, jaką podejmuje historia.

Mimo wszelkich starań scenarzystów w tłumaczeniu nam, o czym jest film i co się dzieje, i tak nie zawsze wszystko dało się zrozumieć. Jakaś względna spójność wydarzeń istnieje, jednak bohaterów mamy tu masakrycznie dużo, a ich relacje czy charaktery bywały bliżej nieokreślone. Nie wspominam już o emocjonalnym wpływie historii, bo prawie tego tu nie było.

fot. kadr z filmu

Wisienką na torcie jest przekombinowany montaż. Dziki sprawia wrażenie jednego, długiego zwiastuna. Sceny są w połowie bez powodu przecinane prawdopodobnie w ramach stworzenia nieudolnego montażu równoległego. Budowania jakiegokolwiek napięcia nie warto się doszukiwać, a na przestrzeni całych ponad 2 godzin filmu, może dwie sceny próbowały jakoś wybrzmieć emocjonalnie. Pośród tego wszystkiego są częste przebitki na bliskie lub totalne plany. Zbliżenia jeszcze rzeczywiście czasem urozmaicały wydarzenia, tak majestatyczne ujęcia Karpat służyły tylko przejściu do kolejnej sceny.

Od czasu do czasu zdarzały się dość wciągająco zmontowane sceny walki. Całkiem przyzwoite efekty specjalne i choreografia tak naprawdę grały przy tym główne skrzypce. Montaż był ponownie pocięty, chaotyczny, niemniej dobrze budował dynamikę tych scen.

fot. kadr z filmu

Boli mnie fakt, iż film, który wyraźnie otrzymał spore finanse na realizację, okazuje się tak słabą produkcją. Dziki to fundamentalny przykład tego, jak nie powinno się tworzyć filmów. To wizualne widowisko, które na nastawione jest na efekt „wow”, a nie na dobrą narrację i bohaterów. Szczerze mówiąc, produkcja wygląda, jakby nie miała reżysera. Większość z członków ekipy i obsady daje z siebie wszystko, sięga szczytów kreatywności, ale brakuje przy tym jednego — kontroli nad całym projektem. Kawulski albo nie poradził sobie w roli reżysera, albo choćby nie próbował.

Produkcję polecam jedynie osobom, które planują same w przyszłości kręcić filmy, bo można z niej wyciągnąć wiele przydatnych wniosków. Mam teraz tylko dużą nadzieję, iż powstanie kiedyś polski film o takim rozmachu, co film Dziki, z dobrze przemyślaną fabułą.


fot. główna: kadr z filmu

Idź do oryginalnego materiału