Dzień, w którym poszłam się rozwieść ubrana w suknię ślubną Kiedy mąż powiedział mi, iż chce rozwod…

polregion.pl 2 godzin temu

Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć coś, co przydarzyło mi się pewnego dnia, kiedy szłam do sądu na rozwód i uwaga, miałam na sobie swoją suknię ślubną!

Wyobraź sobie, iż kiedy Karol, mój mąż, powiedział, iż chce rozwodu, bez słowa otworzyłam szafę i wyjęłam białą suknię, w której siedem lat temu przysięgałam mu miłość.

Co Ty wyprawiasz? zapytał z przerażeniem.

Ubieram się na rozwód odpowiedziałam, strzepując kurz z sukni. Założę ją do sądu.

Zwariowałaś? Nie możesz iść na rozwód w sukni ślubnej!

Ależ mogę, a choćby powinniśmy. Ty zakładasz ten swój granatowy garnitur, dokładnie ten, w którym mnie przekonywałeś, iż będziemy razem na zawsze. Skoro w tym stroju przysięgałeś miłość, to w tym samym możemy się uroczyście pożegnać.

Wiesz, nie wiedział, co odpowiedzieć, więc po dziesięciu minutach już nurkował w szafie w poszukiwaniu swojej muchy i butów. Był obrażony, ale szukał z zacięciem.

Przyszliśmy do sądu, a ochroniarz dosłownie się zaciął. Jakaś pani szepnęła mi Wszystkiego najlepszego!, a druga poprawiła ją: Kobieto, oni się rozwodzą.

Sędzia spojrzał na nas, o mało nie spadł z krzesła ja w sukni jak z bajki, z welonem do ziemi, a Karol w tym swoim garniturze, lśniących pantoflach i muszce. Wyglądaliśmy jak z katalogu ślubnego, tylko atmosfera była… powiedzmy, osobliwa.

Proszę pani zaczął sędzia, wyraźnie próbując się nie roześmiać czy mogę zapytać, czemu jest pani ubrana jak panna młoda?

Panie Sędzio odpowiedziałam poważnie ten mężczyzna, ubrany właśnie tak, przysięgał mi aż do śmierci. Skoro śmierć nas jeszcze nie rozłączyła, a on chce zakończyć rozdział, niech patrzy mi w oczy tak, jak wtedy i jeszcze raz się zastanowi.

Karol spojrzał na mnie z rozbłyskiem łez w oczach.
Nigdy Cię nie okłamałem. Wtedy naprawdę kochałem.

A dziś? zapytałam cichutko, ledwo powstrzymując łzy.

Sędzia się chrząknął.
Wiecie co? Daję Wam trzydzieści minut przerwy. Wyjdźcie na spacer, pogadajcie. jeżeli wrócicie dalej w tych strojach i dalej będziecie zdecydowani na rozwód będziemy działać dalej. Ale mam przeczucie, iż macie jeszcze trochę do wyjaśnienia.

Wyszliśmy na korytarz, Karol delikatnie poprawił mi welon, który się przekrzywił.

Wyglądasz pięknie powiedział. Zupełnie jak wtedy.

A Ty całkiem nieźle przyznałam. Chociaż dalej jesteś osioł.

Staliśmy tam, oboje przebrani jak na własny ślub, na środku sądu, zagubieni, nie wiedząc, w którą stronę pójść.

A może, zamiast się rozwodzić zapytał nieśmiało Karol pójdziemy na kawałek tortu weselnego i przypomnimy sobie, po co to wszystko zrobiliśmy?

Szczerze, nie wiem, czy to jest prawdziwa miłość iż choćby na rozwód człowiek zakłada tę samą suknię, czy po prostu jesteśmy dwojgiem wiecznych romantyków, którzy za bardzo lubią wszystko przeżywać na maksa.

Idź do oryginalnego materiału