Zosiu, no zrozum, sytuacja jest naprawdę kryzysowa westchnął ciężko pan Waldemar Borowicz, przecierając czoło. Małgosia już od dwóch miesięcy suszy mi głowę.
Na Cyprze wypatrzyła jakąś super szkołę dla Szymka. No, naszego syna.
Mówi, iż trzeba mu zapewnić dobry start, podciągnąć angielski. A skąd na to wszystko wziąć pieniądze?
Przecież sama wiesz, jak to u mnie teraz jest pracy nie mam…
Zosia uniosła wzrok znad kubka z kawą.
I Ty uważasz, iż sprzedaż działki to najlepsza opcja? zapytała cicho.
A jaka niby inna? ojciec wyprostował się na krześle. Działka stoi latami nieużywana. Małgosi się tam nudzi, narzeka na komary…
Ona choćby nie wie, iż po dokumentach już dawno nie jestem właścicielem. Wydaje jej się, iż wystawimy wszystko na sprzedaż i nagle nam się poprawi.
Zosiu, Ty jesteś mądra dziewczyna. Zróbmy tak: oficjalnie sprzedajesz działkę, dostajesz z powrotem swoje pieniądze, które mi kiedyś pożyczyłaś co do grosza!
A resztę, to co wzrosło przez lata dzięki cenom, przekazujesz mi. Po rodzinie.
Tobie przecież krzywda się nie dzieje? Swoje wyciągniesz, mi pomożesz.
Ojciec przyszedł bez zapowiedzi ostatnio w ogóle rzadko się kontaktowali. Już dawno miał drugą rodzinę, inne życie, a Zosia była w tym wszystkim jakby z innego świata.
Przeczuwała, iż nie przyszedł tak sobie. Spodziewała się, iż znów będzie prośba o pieniądze, ale to co zaproponował, brzmiało już lekko absurdalnie.
Tato, a przypomnijmy sobie, jak to było dziesięć lat temu mruknęła Zosia, patrząc mu prosto w oczy. Kiedy przyszedłeś i mówiłeś, iż potrzebujesz pieniędzy na operację i leczenie.
Pamiętasz?
Pan Waldemar się skrzywił.
Po co wracać do przeszłości? Wtedy wyzdrowiałem. Chwała Bogu…
Przeszłość? Zosia uśmiechnęła się z goryczą. Ja wtedy każdego grosza na własne mieszkanie odkładałam przez tyle lat. Dorabiałam po godzinach, nie jeździłam nigdzie na wakacje, choćby na lody sobie nie pozwalałam. I wtedy Ty. Bezrobotny, bez oszczędności, z żoną Małgosią i synkiem Szymkiem.
Wziąłeś wtedy ode mnie wszystkie oszczędności…
Byłem zdesperowany, Zosiu! Co miałem zrobić? Przecież nie miałem wyboru…
Oferowałam Ci pomoc mówiła dalej Zosia, ignorując przerwanie. Powiedziałam też wtedy uczciwie, iż się boję zostanę i bez mieszkania, i bez pieniędzy, jakby coś się stało. Przecież masz żonę i syna, ja byłam tylko córką z pierwszego związku.
W końcu umówiliśmy się, pamiętasz? Ty nie chciałeś żadnej umowy pisać, miałeś o to pretensje.
„Mnie nie ufasz, własnemu ojcu?”
Ale ja chciałam mieć pewność.
I dostałaś tę pewność! wtrącił Waldemar Spisaliśmy umowę kupna, działka stała się Twoja.
Przyjąłem wtedy tyle, ile potrzebowałem na leczenie.
Ale przecież uzgodniliśmy: korzystam dalej z działki, a jak się odkuję odkupuję ją z powrotem.
Minęło dziesięć lat, tato. Dziesięć. Choć raz wspomniałeś, iż masz, albo zwracasz cokolwiek? Nie.
Każde wakacje spędzałeś tam jak Pan i Władca, ja tylko płaciłam rachunki. Za drewno do kominka, podatki, naprawę dachu… Wszystko na mnie było.
A Ty? Żyłeś spokojnie, kiedy ja ledwo spinałam raty za kredyt.
Ojciec starł pot z czoła chusteczką.
Przecież wiesz, ciężko było znaleźć pracę, po chemii długo dochodziłem do siebie, a wiek robi swoje. Małgosia też… ona jest bardzo wrażliwa, ciężko radzi sobie w pracy w biurze.
Ledwo wiążemy koniec z końcem dzięki jej sprzedażom w internecie.
Wrażliwa, tak? Zosia wstała i zaczęła chodzić po kuchni. A ja to niby zimna suka, mogę bez problemu robić na dwóch etatach, spłacać wszystko i jeszcze Wam fundować wakacje na działce?
A teraz Małgosia wymyśliła, iż sprzedaż działki to świetny pomysł, bo trzeba Szymka wysłać na Cypr?
Mojej działki, tato! Mojej!
Zosieńko, formalnie Twoja, ale sama wiesz, iż to miało być na chwilę. Jestem Twoim ojcem! Dałem Ci życie! Chcesz teraz blokować przyszłość brata?
Brata? Zosia stanęła jak wryta. Widziałam go dwa razy w życiu i choćby na imieniny nigdy nie zadzwonił. A Małgosia ona choć raz spytała, jak mi idzie? Ile się namęczyłam, żeby to wszystko spłacić?
Nadal żyje w bańce, iż masz majątek i firmy.
Całe dziesięć lat kłamałeś, tato.
Waldemar spuścił wzrok.
Chciałem dobrze… Nie chciałem jej zranić.
Dobrze? Zosia prychnęła. Przecież to wszystko gra na moją niekorzyść, a Ty mnie chcesz przekonać, iż to dla rodziny.
Działka jest teraz warta pięć razy więcej niż wtedy! podniósł głos Waldemar. Zabierz swoje trzysta tysięcy na leczenie i cała reszta, siedemset tysięcy, dla mnie. Musimy urządzić Szymka, Małgosi zrobić zęby u dentysty, samochód się psuje potrzebujemy pieniędzy!
Tobie to nie zaszkodzi, masz mieszkanie w Warszawie, żyjesz sobie wygodnie. Pomóż rodzinie!
Patrzyła na niego i nie wierzyła, iż to ten sam człowiek, który kiedyś opowiadał jej na dobranoc bajki.
Nie powiedziała spokojnym głosem.
Co?! aż zatkało Waldemara.
Nie sprzedam działki. Nie dam Ci żadnej nadwyżki.
Działka jest moja prawnie i po ludzku.
Przez dziesięć lat mieszkałeś tam za darmo, doszedłeś do siebie, korzystałeś ze wszystkiego. Możesz uznać, iż to były moje alimenty na Ciebie.
I tyle.
Ty poważnie?! poczerwieniał Waldemar. Chcesz własnego ojca o wszystko ogołocić? Przecież gdyby nie ja, działki by nie było! Dziadek ją budował!
No właśnie dziadek. Przewraca się w grobie, widząc, jak próbujesz rozprzedać rodzinny dom, żeby Szymka wysłać na wątpliwy kurs dla chłopaka, który w wieku dziewiętnastu lat nie przepracował ani dnia.
Zosia, opanuj się! wrzasnął ojciec, podrywając się. Ty mi jeszcze pokażesz! Opowiem wszystkim, jaka jesteś zachłanna!
Powiem Małgosi, przyjdzie tu i zrobi taki cyrk, iż zapamiętasz!
Pójdziemy do sądu! Udowodnimy, iż to była lichwa! Wykorzystałaś moją chorobę i wyciągnęłaś majątek!
Zosia uśmiechnęła się z goryczą.
Spróbuj, tato. Mam wszystkie faktury z kliniki, przelewy na twoje konto.
I umowę kupna-sprzedaży, podpisaną przy notariuszu, kiedy byłeś już po leczeniu i zdrowy.
A Małgosia, swoją drogą, bardzo się zdziwi, gdy się dowie, iż działkę sprzedałeś jeszcze zanim Szymek poszedł do szkoły.
Mówiłeś jej, iż to Twoja własność, tak?
Zosiu… głos ojca zmiękł, był prawie błagalny. Córciu, błagam Małgosia ma teraz trudny okres… jeżeli się dowie, wyrzuci mnie z domu. Jest ode mnie młodsza o piętnaście lat, jest ze mną tylko dla stabilności. Bez działki, bez pieniędzy zostanę na bruku. Przecież nie chcesz, żebym skończył na dworcu, co?
A o tym nie pomyślałeś wcześniej? Zosię aż zagotowało. Przez dziesięć lat nie pracowałeś, pozwalałeś, żeby Małgosia zaciągała kredyty, obiecywałeś jej cuda, kosztem mnie?
Czyli nie pomożesz? wyprostował się Waldemar. Córka się znalazła wychowałem sobie
Idź do domu, tato. Powiedz Małgosi prawdę. To jedyna szansa, żeby zachować resztki godności.
Udław się tą działką! wycedził, mijając ją w przedpokoju. Ale pamiętaj nie masz już ojca! Zapomnij mój numer!
Ojciec wyszedł. Zosia się tylko krzywo uśmiechnęła niby co miała żałować? Ojca od lat nie było w jej życiu zostawił ją, gdy miała siedem lat.
***
Telefon zadzwonił w sobotni poranek, wyświetlił się nieznany numer.
Halo?
To Zosia? rozpoznała od razu głos Małgosi. Kim Ty się, dziewczyno, uważasz?
Myślisz, iż nie wiemy, jak oszukałaś Władka? Opowiadał mi wszystko!
Wcisnęłaś mu papiery, gdy był w szpitalu po narkozie, nic nie kontaktował!
Małgosiu, dzień dobry powiedziała spokojnie Zosia. jeżeli chcesz porozmawiać, możemy to zrobić bez krzyków.
Jaki dzień dobry?! Już mamy przygotowany pozew!
Prawnik powiedział, iż taka umowa nie przejdzie wykorzystałaś chorobę ojca, zabrałaś dom rodzinny za pół darmo!
Wypędzimy Cię na bruk!
Posłuchaj mnie uważnie, Małgosiu.
Wiem, iż słyszałaś wersję Waldka. Ale mam wszystko faktury z kliniki, przelewy, wiadomości, gdzie co roku dziękuje mi za to, iż dbam o działkę.
Wprost pisze: Dziękuję, córciu, iż się mną zaopiekowałaś, iż działka w dobrych rękach.
Jak myslisz, co powie na to sąd?
Po drugiej stronie zapadła cisza Małgosia nie była przygotowana na taką ripostę.
Ty wstrętna… syknęła. Masz swoje mieszkanie, a jeszcze Ci mało? Chcesz zabrać ostatnie Szymkowi? Szymek ma się kształcić!
Szymek powinien zacząć pracować ucięła Zosia. Ja w jego wieku już zarabiałam.
A Ty, Małgosiu, czas poznać prawdę. Pamiętasz akcje, które miał mieć Twój mąż? Tak mówił?
Jakie akcje? drżał głos Małgosi.
Takie, których nigdy nie było. Zabierał pieniądze, które mu przesyłałam jako córka na zdrowie, na życie i mówił Ci, iż to jego zyski z akcji.
Sprawdź przelewy, jeżeli nie wierzysz. Wszystko żerował na mnie i moim poczuciu winy.
Małgosia się rozłączyła. Wieczorem Zosia dostała SMS-a od ojca:
Tylko trzy słowa: Wszystko zepsułaś.
***
Nie odpisała. Po kilku dniach dowiedziała się od sąsiadki z działek, iż Małgosia urządziła niezłe przedstawienie.
Krzyczała, wyrzucała spakowane walizki Waldka przez okno domku, musiała interweniować policja.
Okazało się, iż Małgosia, ufając w szybkie pieniądze ze sprzedaży, narobiła długów, biorąc spory kredyt na sfinansowanie startu dla syna.
Waldek musiał się wyprowadzić. Małgosia złożyła pozew o rozwód, kiedy dowiedziała się o skali jego kłamstw.
Szymek, rozpieszczony i bez własnych obowiązków, nie zajął strony ojca gwałtownie przeprowadził się do dziewczyny, mówiąc tylko, iż stary sam sobie winien.
Gdzie jest teraz ojciec, Zosia nie wie i choćby nie zamierza się dowiadywać.




