Działka niezgody – córka odzyskała swoje — Ksenia, musisz zrozumieć, sytuacja jest krytyczna — westchnął ciężko pan Walerian, przecierając czoło. — Marlena od dwóch miesięcy suszy mi głowę w tej sprawie. Upatrzyła sobie na Cyprze jakąś szkołę dla Denisa. No, dla naszego syna. Mówi, iż chłopakowi trzeba zapewnić dobry start, podciągnąć angielski… Ale skąd wziąć pieniądze? Przecież wiesz, iż teraz nie mam pracy. Ksenia powoli podniosła wzrok na ojca. — I uznałeś, iż sprzedanie działki to najlepsze wyjście? — zapytała cicho. — A jakie inne? — ożywił się ojciec, pochylając się do przodu. — Działka stoi bezużyteczna. Marlena tam choćby nie jeździ, nudzi się, komary ją gryzą… Ona choćby nie wie, iż teren dawno nie jest na mnie. Myśli, iż wystawimy ją na sprzedaż i zaczniemy lepsze życie. Ksenia, jesteś mądrą dziewczyną. Zróbmy tak: ty oficjalnie sprzedajesz działkę. Zabierasz swoje pieniądze, które mi dziesięć lat temu pożyczyłaś, co do złotówki! A reszta — co wzrosło przez rynek — dla mnie. Tak po rodzinie. To nie strata dla ciebie, prawda? Odzyskasz swoje i jeszcze pomożesz ojcu. Ojciec przyszedł bez zaproszenia. Ostatnimi laty prawie nie mieli kontaktu — miał już drugą rodzinę, swoje sprawy, a starsza córka nie bardzo się w ten świat wpisywała. Ksenia podejrzewała, iż nie przyszedł ot tak. Myślała, iż znowu o pieniądze poprosi, ale… Propozycja zabrzmiała co najmniej dziwnie. — Tato, a przypominasz sobie, co się wydarzyło dziesięć lat temu? — zapytała Ksenia po chwili. — Kiedy przyszedłeś do mnie z prośbą o pieniądze na operację i leczenie. Pamiętasz? Pan Walerian skrzywił się. — Po co rozdrapywać stare rany? Przecież wyzdrowiałem, dzięki Bogu. — Stare? — Ksenia uśmiechnęła się gorzko, kręcąc głową. — Miałam wtedy odłożone pieniądze, pięć lat każdy grosz zbierałam. Na wkład własny na mieszkanie. Pracowałam w weekendy, nie jeździłam na urlop, oszczędzałam na wszystkim. I wtedy przyszedłeś ty. Bez pracy, bez oszczędności, za to już z drugą żoną Marleną i synem Denisem. Wziąłeś wtedy ode mnie wszystkie oszczędności! — Byłem zdesperowany, Ksenia! Co miałem zrobić? Położyć się pod płotem i umierać? — Zaproponowałam ci wtedy pomoc, pamiętasz? Ale wyraźnie powiedziałam — boję się, iż zostanę bez pieniędzy i bez dachu nad głową, jeżeli coś ci się stanie. Przecież masz ustawową spadkobierczynię, Marlenę. Ona choćby by mi progu tej działki nie pozwoliła przekroczyć. Przez tydzień się targowaliśmy, pamiętasz? Nie chciałeś napisać pokwitowania, obrażałeś się. „Jak możesz nie ufać własnemu ojcu!” A ja po prostu chciałam mieć gwarancje. — No, dostałaś je! — przerwał jej pan Walerian. — Spisaliśmy umowę, działka stała się twoja. W praktyce sprzedałem ci ją za grosze, tę kwotę, którą przeznaczyłaś na moje leczenie. Ale umówiliśmy się: ja korzystam, a gdy pojawią się pieniądze — odkupię z powrotem. — Minęło dziesięć lat — odpowiedziała Ksenia. — Dziesięć lat, tato. Przez ten czas choć raz wspomniałeś o wykupie? Oddałeś choćby grosz? Nie. Co roku tam mieszkałeś, sadziłeś swoje pomidory, paliłeś moje drewno. Podatki za działkę — na mnie. Remont dachu trzy lata temu — na mnie. Mieszkałeś tam jak u siebie, na mój koszt, podczas gdy ja spłacałam kredyt. Pan Walerian otarł czoło chusteczką. — No nie miałem pracy, Ksenia… Wiesz, po chemii długo wracałem do siebie, potem już wiek, nigdzie nie chcieli. Marlena też… ona jest wrażliwa, praca w biurze ją wykańcza. Żyjemy z jej sprzedaży na Allegro, ledwo starcza. — Wrażliwa? — Ksenia wstała i zaczęła nerwowo chodzić po kuchni. — A ja, to niby „gruba skóra”? Ja mogłam zapieprzać na dwóch etatach, żeby spłacić kredyt i fundować ci sanatorium na działce? A teraz Marlena chce sprzedać działkę, żeby wysłać syneczka na Cypr? Moją działkę, tato! Moją! — Ksenia, formalnie tak, ale to tylko tymczasowe rozwiązanie. Jestem twoim ojcem. Dałem ci życie! Nie zamierzasz się kłócić o metry, kiedy brat potrzebuje przyszłości? — Brat? — Ksenia zatrzymała się gwałtownie. — Widziałam tego „brata” dwa razy w życiu. choćby mnie nigdy z okazji urodzin nie pozdrowił. A Marlena… czy choć raz zapytała, jak żyję? Jak spłacałam raty przez te lata? Do dziś wierzy, iż jesteś właścicielem fabryk i statków, tylko chwilowo poza obiegiem. Od dziesięciu lat ją okłamujesz. Pan Walerian speszony odwrócił wzrok. — Chciałem dobrze… Nie chciałem jej denerwować. Emocjonalna jest, narzekałaby, iż pozbyłem się nieruchomości. — Pozbyłeś się? — Ksenia, nie czepiaj się słów! — podniósł głos ojciec. — To świetny interes! Działka dziś jest warta pięć razy więcej. Rynek poszedł w górę. Odbierz swoje trzysta tysięcy za zabieg. To uczciwe. A reszta, siedemset tysięcy, dla mnie. Muszę Denisa wysłać na Cypr, Marlenie zrobić zęby, auto kupić — stare się sypie. Tobie te pieniądze życia nie zmienią, masz mieszkanie w Warszawie, powodzi ci się. Pomóż rodzinie! Ksenia patrzyła na niego i nie poznawała. Gdzie był ten człowiek, który kiedyś czytał jej bajki? — Nie — powiedziała krótko. — Co „nie”? — ojciec zamarł w pół słowa. — Nie sprzedam działki. I na pewno nie oddam ci żadnych pieniędzy „ponad”. Działka należy mi się z prawa i z rozsądku. Przez dziesięć lat mieszkałeś tam za darmo, odzyskałeś zdrowie, cieszyłeś się przyrodą. Niech to będą moje alimenty dla ciebie. Ale na tym koniec. — Ty chyba żartujesz! — twarz Waleriana poczerwieniała. — Chcesz odebrać ojcu ostatnie? Gdyby nie ja, tej działki by nie było! Dziadek ją zbudował! — No właśnie, dziadek. I w grobie by się przewrócił, gdyby wiedział, iż chcesz roztrwonić rodzinne miejsce, żeby zapłacić za wątpliwe kursy na Cyprze dla leniwego dziewiętnastolatka. — Ksenia, opamiętaj się! — krzyknął ojciec, wstając z miejsca. — Jesteś mi winna! Wychowałem cię! jeżeli się nie zgodzisz… rozpowiem wszystkim jaka jesteś wyrachowana! Powiem Marlenie, urządzi skandal taki, iż popamiętasz! Do sądu pójdziemy! Unieważnimy umowę! To była lichwa, wykorzystałaś moją chorobę, by zabrać mi majątek! Ksenia gorzko się uśmiechnęła. — Spróbuj, tato. Mam potwierdzenia z kliniki. Wszystkie przelewy na twoje nazwisko. I umowę kupna-sprzedaży podpisaną u notariusza, już po remisji. Twoja Marlena będzie zaskoczona, gdy dowie się, iż działka została sprzedana zanim Denis poszedł do podstawówki. Przecież mówiłeś jej, iż to twoja spuścizna po rodzicach? — Ksenia… — ojciec nagle zmiękł, głos mu się załamał. — Córciu, błagam. Marlena przechodzi trudny czas… Jak się dowie prawdy, wyrzuci mnie na bruk. Jest młodsza o piętnaście lat i jest ze mną tylko dla poczucia bezpieczeństwa. jeżeli stracę działkę i pieniądze — już jej nie będę potrzebny. Chcesz, żebym skończył pod mostem na starość? — O tym trzeba było myśleć wcześniej — Ksenia poczuła, jak złość ją zalewa. — Gdy przez dziesięć lat nie pracowałeś? Kiedy pozwoliłeś Marlenie wpędzać się w długi? Kiedy obiecywałeś jej złote góry na mój rachunek? — Czyli nie pomożesz? — ojciec się wyprostował. — Taka z ciebie córka… Wychowałem cię na własną zgubę… — Idź do domu, tato. Powiedz Marlenie prawdę. To ostatnia szansa zachować choć odrobinę godności. — Zatkaj się tą działką! — wykrzyczał Walerian mijając ją w drzwiach. — Ale pamiętaj: nie masz już ojca. Zapomnij o moim numerze! Wyszedł, a Ksenia uśmiechnęła się smutno: jakby kiedykolwiek go miała. Ojciec zostawił ją, gdy miała siedem lat. *** Telefon zadzwonił w sobotni poranek. Numer nieznajomy. — Halo? — Ksenia? — Ksenia od razu rozpoznała macochę. — Za kogo ty się masz, dziewucho? Myślisz, iż nie wiemy, jak oszukałaś Walka? Wszystko mi powiedział! Podsunęłaś mu papiery, jak był po narkozie, nic nie rozumiał! — Marlena, dzień dobry — odpowiedziała Ksenia spokojnie. — jeżeli chce pani rozmawiać, zróbmy to z godnością. — Jaka godność?! Mamy już pozew do sądu przygotowany! Mój prawnik mówi, iż taka umowa padnie w sądzie od razu. Wzbogaciłaś się na chorobie ojca, zabrałaś rodzinny majątek za grosze. Zrobimy z ciebie bankrutkę! — Marlena, proszę posłuchać. Wiem, iż Walerian opowiedział swoją wersję. Ale mam wszystkie dowody na to, iż pieniądze poszły na jego leczenie. Mam też całą korespondencję z ostatnich dziesięciu lat, gdzie dziękuje mi, iż utrzymuję działkę i pozwalam mu tam mieszkać. Czarno na białym: „Dziękuję, córko, iż się mną opiekujesz, iż działka jest w dobrych rękach”. Co powie sąd? Po drugiej stronie zaległa cisza — Marlena nie była przygotowana. — Jesteś zwykłą… — syknęła. — Mało ci własnego mieszkania? Chcesz brata ogołocić? Denis musi się uczyć! — Denis powinien pójść do pracy — rzekła spokojnie Ksenia. — Jak ja w jego wieku. A wy, Marleno, powinniście prawdę znać. On miał rzekomo „akcje”, pamięta pani? — Jakie akcje? — głos Marleny zadrżał. — Takie, których nigdy nie było. Po prostu brał pieniądze z moich comiesięcznych przelewów pod pretekstem wsparcia, a pani wmawiał, iż to dywidendy. Proszę sprawdzić jego wyciągi, jeżeli nie wierzy. Kłamał! Wyłudzał ode mnie pieniądze, wszystko zasłaniając chorobą. Ja zadłużałam się, żeby ratować ojcu życie! Dopiero niedawno wszystko zrozumiałam. Marlena się rozłączyła. Wieczorem Ksenia dostała SMS-a od ojca. Tylko trzy słowa: „Wszystko zepsułaś”. *** Nie odpowiedziała. Kilka dni później dowiedziała się od sąsiadów, iż Marlena wywołała aferę na działce. Wrzeszczała i wyrzucała rzeczy męża przez okno, aż przyjechała policja. Okazało się, iż Marlena licząc na szybki zysk, już zdążyła się zadłużyć, biorąc duży kredyt na „start” dla syna. Walerian musiał się wyprowadzić. Marlena wniosła o rozwód, kiedy poznała pełną skalę kłamstw. Syn Denis, przyzwyczajony do życia bez wysiłku, nie zdobył się choćby na współczucie i gwałtownie przeniósł się do dziewczyny, mówiąc, iż „staruszek sam sobie winien”. Gdzie jest ojciec, Ksenia nie wie. I nie zamierza się dowiadywać.

newskey24.com 4 godzin temu

Zosiu, no zrozum, sytuacja jest naprawdę kryzysowa westchnął ciężko pan Waldemar Borowicz, przecierając czoło. Małgosia już od dwóch miesięcy suszy mi głowę.

Na Cyprze wypatrzyła jakąś super szkołę dla Szymka. No, naszego syna.

Mówi, iż trzeba mu zapewnić dobry start, podciągnąć angielski. A skąd na to wszystko wziąć pieniądze?

Przecież sama wiesz, jak to u mnie teraz jest pracy nie mam…

Zosia uniosła wzrok znad kubka z kawą.

I Ty uważasz, iż sprzedaż działki to najlepsza opcja? zapytała cicho.

A jaka niby inna? ojciec wyprostował się na krześle. Działka stoi latami nieużywana. Małgosi się tam nudzi, narzeka na komary…

Ona choćby nie wie, iż po dokumentach już dawno nie jestem właścicielem. Wydaje jej się, iż wystawimy wszystko na sprzedaż i nagle nam się poprawi.

Zosiu, Ty jesteś mądra dziewczyna. Zróbmy tak: oficjalnie sprzedajesz działkę, dostajesz z powrotem swoje pieniądze, które mi kiedyś pożyczyłaś co do grosza!

A resztę, to co wzrosło przez lata dzięki cenom, przekazujesz mi. Po rodzinie.

Tobie przecież krzywda się nie dzieje? Swoje wyciągniesz, mi pomożesz.

Ojciec przyszedł bez zapowiedzi ostatnio w ogóle rzadko się kontaktowali. Już dawno miał drugą rodzinę, inne życie, a Zosia była w tym wszystkim jakby z innego świata.

Przeczuwała, iż nie przyszedł tak sobie. Spodziewała się, iż znów będzie prośba o pieniądze, ale to co zaproponował, brzmiało już lekko absurdalnie.

Tato, a przypomnijmy sobie, jak to było dziesięć lat temu mruknęła Zosia, patrząc mu prosto w oczy. Kiedy przyszedłeś i mówiłeś, iż potrzebujesz pieniędzy na operację i leczenie.

Pamiętasz?

Pan Waldemar się skrzywił.

Po co wracać do przeszłości? Wtedy wyzdrowiałem. Chwała Bogu…

Przeszłość? Zosia uśmiechnęła się z goryczą. Ja wtedy każdego grosza na własne mieszkanie odkładałam przez tyle lat. Dorabiałam po godzinach, nie jeździłam nigdzie na wakacje, choćby na lody sobie nie pozwalałam. I wtedy Ty. Bezrobotny, bez oszczędności, z żoną Małgosią i synkiem Szymkiem.

Wziąłeś wtedy ode mnie wszystkie oszczędności…

Byłem zdesperowany, Zosiu! Co miałem zrobić? Przecież nie miałem wyboru…

Oferowałam Ci pomoc mówiła dalej Zosia, ignorując przerwanie. Powiedziałam też wtedy uczciwie, iż się boję zostanę i bez mieszkania, i bez pieniędzy, jakby coś się stało. Przecież masz żonę i syna, ja byłam tylko córką z pierwszego związku.

W końcu umówiliśmy się, pamiętasz? Ty nie chciałeś żadnej umowy pisać, miałeś o to pretensje.

„Mnie nie ufasz, własnemu ojcu?”

Ale ja chciałam mieć pewność.

I dostałaś tę pewność! wtrącił Waldemar Spisaliśmy umowę kupna, działka stała się Twoja.

Przyjąłem wtedy tyle, ile potrzebowałem na leczenie.

Ale przecież uzgodniliśmy: korzystam dalej z działki, a jak się odkuję odkupuję ją z powrotem.

Minęło dziesięć lat, tato. Dziesięć. Choć raz wspomniałeś, iż masz, albo zwracasz cokolwiek? Nie.

Każde wakacje spędzałeś tam jak Pan i Władca, ja tylko płaciłam rachunki. Za drewno do kominka, podatki, naprawę dachu… Wszystko na mnie było.

A Ty? Żyłeś spokojnie, kiedy ja ledwo spinałam raty za kredyt.

Ojciec starł pot z czoła chusteczką.

Przecież wiesz, ciężko było znaleźć pracę, po chemii długo dochodziłem do siebie, a wiek robi swoje. Małgosia też… ona jest bardzo wrażliwa, ciężko radzi sobie w pracy w biurze.

Ledwo wiążemy koniec z końcem dzięki jej sprzedażom w internecie.

Wrażliwa, tak? Zosia wstała i zaczęła chodzić po kuchni. A ja to niby zimna suka, mogę bez problemu robić na dwóch etatach, spłacać wszystko i jeszcze Wam fundować wakacje na działce?

A teraz Małgosia wymyśliła, iż sprzedaż działki to świetny pomysł, bo trzeba Szymka wysłać na Cypr?

Mojej działki, tato! Mojej!

Zosieńko, formalnie Twoja, ale sama wiesz, iż to miało być na chwilę. Jestem Twoim ojcem! Dałem Ci życie! Chcesz teraz blokować przyszłość brata?

Brata? Zosia stanęła jak wryta. Widziałam go dwa razy w życiu i choćby na imieniny nigdy nie zadzwonił. A Małgosia ona choć raz spytała, jak mi idzie? Ile się namęczyłam, żeby to wszystko spłacić?

Nadal żyje w bańce, iż masz majątek i firmy.

Całe dziesięć lat kłamałeś, tato.

Waldemar spuścił wzrok.

Chciałem dobrze… Nie chciałem jej zranić.

Dobrze? Zosia prychnęła. Przecież to wszystko gra na moją niekorzyść, a Ty mnie chcesz przekonać, iż to dla rodziny.

Działka jest teraz warta pięć razy więcej niż wtedy! podniósł głos Waldemar. Zabierz swoje trzysta tysięcy na leczenie i cała reszta, siedemset tysięcy, dla mnie. Musimy urządzić Szymka, Małgosi zrobić zęby u dentysty, samochód się psuje potrzebujemy pieniędzy!

Tobie to nie zaszkodzi, masz mieszkanie w Warszawie, żyjesz sobie wygodnie. Pomóż rodzinie!

Patrzyła na niego i nie wierzyła, iż to ten sam człowiek, który kiedyś opowiadał jej na dobranoc bajki.

Nie powiedziała spokojnym głosem.

Co?! aż zatkało Waldemara.

Nie sprzedam działki. Nie dam Ci żadnej nadwyżki.

Działka jest moja prawnie i po ludzku.

Przez dziesięć lat mieszkałeś tam za darmo, doszedłeś do siebie, korzystałeś ze wszystkiego. Możesz uznać, iż to były moje alimenty na Ciebie.

I tyle.

Ty poważnie?! poczerwieniał Waldemar. Chcesz własnego ojca o wszystko ogołocić? Przecież gdyby nie ja, działki by nie było! Dziadek ją budował!

No właśnie dziadek. Przewraca się w grobie, widząc, jak próbujesz rozprzedać rodzinny dom, żeby Szymka wysłać na wątpliwy kurs dla chłopaka, który w wieku dziewiętnastu lat nie przepracował ani dnia.

Zosia, opanuj się! wrzasnął ojciec, podrywając się. Ty mi jeszcze pokażesz! Opowiem wszystkim, jaka jesteś zachłanna!

Powiem Małgosi, przyjdzie tu i zrobi taki cyrk, iż zapamiętasz!

Pójdziemy do sądu! Udowodnimy, iż to była lichwa! Wykorzystałaś moją chorobę i wyciągnęłaś majątek!

Zosia uśmiechnęła się z goryczą.

Spróbuj, tato. Mam wszystkie faktury z kliniki, przelewy na twoje konto.

I umowę kupna-sprzedaży, podpisaną przy notariuszu, kiedy byłeś już po leczeniu i zdrowy.

A Małgosia, swoją drogą, bardzo się zdziwi, gdy się dowie, iż działkę sprzedałeś jeszcze zanim Szymek poszedł do szkoły.

Mówiłeś jej, iż to Twoja własność, tak?

Zosiu… głos ojca zmiękł, był prawie błagalny. Córciu, błagam Małgosia ma teraz trudny okres… jeżeli się dowie, wyrzuci mnie z domu. Jest ode mnie młodsza o piętnaście lat, jest ze mną tylko dla stabilności. Bez działki, bez pieniędzy zostanę na bruku. Przecież nie chcesz, żebym skończył na dworcu, co?

A o tym nie pomyślałeś wcześniej? Zosię aż zagotowało. Przez dziesięć lat nie pracowałeś, pozwalałeś, żeby Małgosia zaciągała kredyty, obiecywałeś jej cuda, kosztem mnie?

Czyli nie pomożesz? wyprostował się Waldemar. Córka się znalazła wychowałem sobie

Idź do domu, tato. Powiedz Małgosi prawdę. To jedyna szansa, żeby zachować resztki godności.

Udław się tą działką! wycedził, mijając ją w przedpokoju. Ale pamiętaj nie masz już ojca! Zapomnij mój numer!

Ojciec wyszedł. Zosia się tylko krzywo uśmiechnęła niby co miała żałować? Ojca od lat nie było w jej życiu zostawił ją, gdy miała siedem lat.

***

Telefon zadzwonił w sobotni poranek, wyświetlił się nieznany numer.

Halo?

To Zosia? rozpoznała od razu głos Małgosi. Kim Ty się, dziewczyno, uważasz?

Myślisz, iż nie wiemy, jak oszukałaś Władka? Opowiadał mi wszystko!

Wcisnęłaś mu papiery, gdy był w szpitalu po narkozie, nic nie kontaktował!

Małgosiu, dzień dobry powiedziała spokojnie Zosia. jeżeli chcesz porozmawiać, możemy to zrobić bez krzyków.

Jaki dzień dobry?! Już mamy przygotowany pozew!

Prawnik powiedział, iż taka umowa nie przejdzie wykorzystałaś chorobę ojca, zabrałaś dom rodzinny za pół darmo!

Wypędzimy Cię na bruk!

Posłuchaj mnie uważnie, Małgosiu.

Wiem, iż słyszałaś wersję Waldka. Ale mam wszystko faktury z kliniki, przelewy, wiadomości, gdzie co roku dziękuje mi za to, iż dbam o działkę.

Wprost pisze: Dziękuję, córciu, iż się mną zaopiekowałaś, iż działka w dobrych rękach.

Jak myslisz, co powie na to sąd?

Po drugiej stronie zapadła cisza Małgosia nie była przygotowana na taką ripostę.

Ty wstrętna… syknęła. Masz swoje mieszkanie, a jeszcze Ci mało? Chcesz zabrać ostatnie Szymkowi? Szymek ma się kształcić!

Szymek powinien zacząć pracować ucięła Zosia. Ja w jego wieku już zarabiałam.

A Ty, Małgosiu, czas poznać prawdę. Pamiętasz akcje, które miał mieć Twój mąż? Tak mówił?

Jakie akcje? drżał głos Małgosi.

Takie, których nigdy nie było. Zabierał pieniądze, które mu przesyłałam jako córka na zdrowie, na życie i mówił Ci, iż to jego zyski z akcji.

Sprawdź przelewy, jeżeli nie wierzysz. Wszystko żerował na mnie i moim poczuciu winy.

Małgosia się rozłączyła. Wieczorem Zosia dostała SMS-a od ojca:

Tylko trzy słowa: Wszystko zepsułaś.

***

Nie odpisała. Po kilku dniach dowiedziała się od sąsiadki z działek, iż Małgosia urządziła niezłe przedstawienie.

Krzyczała, wyrzucała spakowane walizki Waldka przez okno domku, musiała interweniować policja.

Okazało się, iż Małgosia, ufając w szybkie pieniądze ze sprzedaży, narobiła długów, biorąc spory kredyt na sfinansowanie startu dla syna.

Waldek musiał się wyprowadzić. Małgosia złożyła pozew o rozwód, kiedy dowiedziała się o skali jego kłamstw.

Szymek, rozpieszczony i bez własnych obowiązków, nie zajął strony ojca gwałtownie przeprowadził się do dziewczyny, mówiąc tylko, iż stary sam sobie winien.

Gdzie jest teraz ojciec, Zosia nie wie i choćby nie zamierza się dowiadywać.

Idź do oryginalnego materiału