W mijającym sezonie zapanowała moda na Caravaggia w teatrze. W Polsce Agata Duda-Gracz zrealizowała w Teatrze Śląskim widowisko zatytułowane „Między nogami Leny, czyli »Zaśnięcie Najświętszej Marii Panny«”, a Bruno Bouché w Theater Chemnitz balet „Caravaggio”. W uproszczeniu Duda-Gracz konfrontuje malarstwo z życiem prywatnym artysty, rekonstruując na scenie najbardziej znane działa włoskiego mistrza. Bouché – jak piszą krytycy – w pierwszej części również ożywia obrazy, ale w drugim akcie robi krok dalej. Wyprowadza bohaterów z ram i wprawia w rodzaj transu, dzięki czemu ujawnia ich emocje i motywacje skrywane pod kostiumem i odpowiednio użytym przez malarza światłem. W Poznaniu Teatr Wielki postawił na sprawdzony format. Balet „Caravaggio” Mauro Bigonzetti stworzył 18 lat temu dla Staatsballett Berlin. Następnie był on wystawiany na różnych scenach włoskich.
Bigonzetti podąża własną ścieżką, pozwala mu na to pozycja biografa. Zdaje się zupełnie lekceważyć fakty i plotki narosłe wokół życia Caravaggia. Nie interesuje go opowiadanie życiorysu, nie interesują go również konkretne dzieła mistrza włoskiego malarstwa przełomu XVI i XVII wieku, reformatora albo jak kto woli – innowatora w tej dziedzinie sztuki, który już za życia budził skrajne emocje.

Archiwum Teatru Wielkiego w Poznaniu, fot. Ewa Krasucka
Na szczęście biograf nie zawsze przestrzega z góry przyjętych założeń. Choreograf ruchem, a Carlo Cerri światłem i cieniem kreują bohaterów opowiadanej historii, a przede wszystkim odsłaniają niezrównaną głębię ludzkiej natury – wymiar zarówno immanentny, jak i duchowy.
Trudno rozpoznać postaci z otoczenia malarza, podobnie jak trudno ponazywać postaci z jego obrazów, ba – wskazać konkretne dzieła. Tancerze zostali obdarzeni przez choreografa cechami, które można sobie wyobrazić, oglądając malarstwo Caravaggia, ale nikogo i niczego nie naśladują. Wytrawni znawcy z pewnością wskazaliby na pewne gesty czy ruchy wyjęte wprost z konkretnych obrazów.
Spektakl rozpada się na dwie części; w pierwszej oglądamy Caravaggia (Mateusz Sierant) zanurzonego w świecie swoich popleczników, wielbicieli, kontrahentów, a choćby wrogów. Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy czuje się w tym świecie dobrze, czy obco. Wydaje mi się, iż najlepiej określa jego stan fizyczny i duchowy słowo osobność. Tak interpretuje tę postać Sierant – niby dobrze czuje się w rozgardiaszu świata, ale sprawia wrażenie, jakby ten świat go mało obchodził. Nieustannie próbuje się wyrwać z umownej ramy (układ tancerzy siedzących dookoła sceny w pierwszym wejściu). Pierwszy akt pozostawił mnie dość długo obojętnym wobec akcji, patrzyłem na sceniczne dzianie z dystansem. Irytowały mnie nierówności scen zbiorowych, powtarzalność układów, monotonia. Przełamanie nastąpiło, kiedy Caravaggio zaczął rozsnuwać po scenie czerwone sukno wypływające z ramy obrazu. Jak się miało okazać, było to wprowadzenie do zmiany dramaturgii spektaklu. Rozpoczęła się gra z ramą, w którą został wtłoczony główny bohater, gra z tym, co dzieje się w ramie i poza nią.

Archiwum Teatru Wielkiego w Poznaniu, fot. Ewa Krasucka
Zabieg ten tłumaczy poniekąd wcześniejsze introwertyczne zachowania Caravaggia. Bardziej interesuje go to, co symbolizują takie postacie jak: Przeznaczenie (Iannis Teirlijnck), Dusza (Alexandre Sellani), Bachus I (Mauricio Stengel) i Bachus II (Manuel Cirbian) – które personifikują realności świata, a także Światło (Diana Cristescu), Piękno (Kseniya Rzheuskaya czy Mrok (Sofiia Hatylo) – nawiązujące do najważniejszych cech malarstwa głównego bohatera.
W drugiej części wieczoru znika tłum. Caravaggio pozostaje sam na sam z postaciami, które wychodzą z ramy obrazu albo spoza sceny. Nie wiadomo, czy toczą między sobą jakiś dyskurs. To może być także sen lub strumień świadomości, kłębowisko myśli malarza, z których rodzą się arcydzieła. Ten wybór biografa ma swoje konsekwencje choreograficzne: dominują w tej części duety i – rzadziej – tercety. Choreografia gęstnieje, koresponduje z tym, co skrywa się pod pojęciem Duszy, Piękna, Światła… Wszystko jest dopracowane i precyzyjnie tańczone. Partnerki i partnerzy są sobie równi pod względem kunsztu technicznego i wyrazu scenicznego. Choreografia tych intymnych relacji budzi respekt. Chwilami rodzi się na scenie magia. W drugim akcie ujawnia się w pełni także rola muzyki Bruno Morettiego; to kolejny element gry: gry z przeszłością (kompozytor eksploruje muzykę Monteverdiego) i z teraźniejszością (minimalistyczne współczesne brzmienia).
O ile lubię książki i filmy biograficzne, o tyle nie przepadam za biografiami inscenizowanymi w balecie, których nie brakuje. Jak dotąd najwyżej cenię „Różową Giselle” Borisa Ejfmana i „Niżyńskiego” – monodram Kamila Maćkowiaka.

Archiwum Teatru Wielkiego w Poznaniu, fot. Ewa Krasucka
Bohaterami są tancerka i tancerz. Nie byłoby Caravaggia, gdyby nie Mateusz Sierant. Dojrzały tancerz od kilku sezonów nie tylko pokazuje, co potrafi zrobić technicznie na scenie. Bohaterowie, których stwarza, przykuwają uwagę widowni.
Od Sieranta trudno oderwać wzrok, zarówno wtedy, kiedy tańczy sam, jak i kiedy partneruje innym postaciom. Jemu się wierzy.
„Caravaggio”
Choreografia: Mauro Bigonzetti
Muzyka: Bruno Moretti
Kierownictwo muzyczne: Katarzyna Tomala-Jedynak
Scenografia i światła: Carlo Cerri
Kostiumy: Carlos Prado, Louis Swandle
Premiera: Teatr Wielki w Poznaniu, 26 czerwca 2026 roku












