Dwie strony samotności

newsempire24.com 20 godzin temu

Dwie oblicza samotności

Aleksandra stała przed lustrem, przygryzając dolną wargę. Palce nerwowo układały kosmyk włosów, znów i znów formując go w idealny kok jakby od tego zależało coś niezwykle ważnego.

Trzydzieści pięć lat liczba, którą w reklamach nazywają kwitnącym okresem», a w prywatnych notatnikach kryzysem». Udana kariera, przytulne mieszkanie w centrum Warszawy, przyjaciółki, gotowe w każdej chwili podyskutować o polityce światowej i nowym odcieniu kremu nawilżającego.

Jednak gdy wieczorem drzwi zamykały się, a telefon milczał, cisza rosła niczym fale Bałtyku, głośniejsza niż szum miasta za oknem.

Znowu randka westchnęła, przyglądając się swojemu odbiciu.

Sukienka elegancka, przylegająca, ale nie prowokująca. Makijaż lekki wystarczający, by podkreślić oczy, nie sprawiający wrażenia zbyt nachalnego. Szpilki wysokie, ale nie aż tak, by wyglądać desperacko. Wszystko dopracowane w najdrobniejszych szczegółach, jakby szykowała się nie na spotkanie z żywym człowiekiem, ale na egzamin, w którym ocenią ją według sztywnych kryteriów.

Wiedziała, czego pragnie. Nie tylko związku a prawdziwej miłości. Tego, co wnika w najskrytsze zakamarki duszy, gdzie słowa nie są potrzebne, a jeden spojrzenie, jedno dotknięcie wystarcza, by się zrozumieć. ale za każdym razem, gdy w kawiarni lub restauracji przy jej stoliku zasiadał nowy mężczyzna, w głowie rozbrzmiewał ten sam, żartobliwy głos:

A co jeżeli będzie jak poprzedni?

Ostatni. Ten, z którym prawie uwierzyła, iż to już to. Ale ich relacja rozpadła się na codzienności, na jego niechęci do rozmów o uczuciach, na jej próbach naprawić, zrozumieć, dostosować się. Przeczytała dziesiątki książek psychologicznych, zasypała notatnikami pełnymi schematów treningowych. Rozkładała każdą swoją pomyłkę niczym skomplikowane równanie matematyczne. Im więcej rozumiała, tym przerażające wydawało się kolejne otwarcie się.

Czy nie chcę zbyt wiele? szepnęła, patrząc na ekran telefonu.

Nowa wiadomość. Ten sam interesujący facet z portalu randkowego mądry, z poczuciem humoru, bez czerwonych flag w profilu. Uśmiechnęła się, czytając jego słowa, ale zaraz po tym wargi same zaciśły się w cienką linię.

A co jeżeli zawiedzie?

I znów pustka. Noc, cisza, lustro. Pytanie, na które nie ma jeszcze odpowiedzi.

Wolność bycia sobą

Julia rozgościła się w kącie ulubionej kawiarni przy Placu Zbawiciela, gdzie miękkie kanapy przyjmowały kształt ciała, a zapach świeżo zmielonej kawy mieszał się z nutą wanilii. W rękach przewracała strony nowej powieści, palce czasem zatrzymywały się na szczególnie ulubionych zdaniach, pozostawiając ledwo zauważalne zagięcia w rogu kartki.

Czterdzieści dwa lata liczba w dowodzie, nie więcej. W środku tętniło morze energii to właśnie to uczucie, gdy zdajesz sobie sprawę, iż najważniejsze przygody dopiero przed tobą.

Julia, znowu sama? znajomy głos wyrwał ją z lektury. Przyjaciółka Ania, rozczochrana po całym dniu w biurze, już machała kelnerce, zamawiając swój stały latte z syropem.

Julia odłożyła książkę, odsłaniając okładkę z jaskrawą abstrakcją. No tak uśmiechnęła się spokojnie, jak tafla jeziora w bezwietrzną pogodę. Ale nie czuję się samotna.

Łapała zdziwione spojrzenia przyjaciółek, znajomych, choćby przypadkowych rozmówców. Jak to możliwe atrakcyjna kobieta, inteligentna, interesująca i sama? Ale Julia dawno przestała tłumaczyć się. Miłość odkryła nie w oczekiwaniu na księcia, ale w porannej kawie na balkonie, w spontanicznych wyjazdach nad Bałtyk, w projektach zawodowych, które rozświetlały oczy. W przyjaciołach, którzy znali ją prawdziwą bez masek i udawania.

Ten przystojniak z zeszłego tygodnia? Ania mrugnęła, machając łyżeczką deserową. Ten, co zaprosił cię na koncert jazzu? Kochasz jazzu!

Ładny, rozbawiała się Julia, a w tym śmiechu nie było ani chwili napięcia. Ale nie chcę dopasowywać się do cudzych oczekiwań. Zrobiła przerwę, obserwując, jak kelnerka ostrożnie podaje Anii filiżankę z pianą. jeżeli on zechce być blisko niech dogoni. A ja jej palce znów odnalazły adekwatną stronę w książce już jestem tam, dokąd zmierzam.

Samotność? Nie, to słowo nie pasowało. To była wolność lekka jak letni wietrzyk, a jednocześnie solidna jak korzenie starego dębu. Wolność wyboru, dokąd zwróci się jutro. Wolność budzenia się i zasypiania w zgodzie ze sobą. Wolność po prostu być.

Dwie oblicza samotności

Aleksandra zamknęła za sobą drzwi, powoli zdjąła szpilki i usiadła na skraju łóżka. Wieczorowa suknia, jeszcze pachnąca obcym perfumem i aromatem restauracji, nagle wydała się jej nielogiczna. Randka minęła pomyślnie rozmówca elegancki, tematy interesujące, kuchnia wykwintna. Gdy jednak próbował chwycić ją za rękę, coś w środku ściśnięło się. To nie był strach. Po prostu zrozumienie. Kolejny miły, mądry, odpowiedni mężczyzna i znów lodowata pustka w piersi.

Podeszła do okna, przyłożyła rękę do zimnego szkła. Miasto lśniło światłami, gdzieś tam tętniło życie, ludzie spotykali się i rozstawali. A ona stała w centrum swojego idealnego mieszkania, otoczona drogimi rzeczami, i czuła się zagubiona.

Dlaczego tak trudno? szepnęła do swojego odbicia w ciemnym szkle. Pytanie zawisło w powietrzu, jak zwykle, bez odpowiedzi.

Jednocześnie, po drugiej stronie miasta, Julia rozciągnęła się w plecionej fotelu na balkonie. W jednej ręce kieliszek czerwonego wina, w drugiej papieros, na który pozwalała sobie raz w miesiąc. Nocny wiatr igrał kosmykami jej rozwianych włosów, a z głośników płynął zmysłowy jazzowy rytm.

Zamknęła oczy, pozwalając muzyce otulić się. Nie myślała o nieudanych randkach ani niespełnionych marzeniach. Tylko teraźniejszość kwaśny smak wina na ustach, chłód nocnego powietrza, odległe lampy miasta, rozrzucone jak diamenty na czarnym płótnie nieba.

Julia nie czekała na księcia. Wiedziała już dawno, iż żaden bajkowy bohater nie uczyni ją szczęśliwszą niż ona sama. Każdy wieczór, każdy wschód, każda minuta jej życia należały wyłącznie do niej. I w tym nie było samotności była absolutna, porywająca wolność bycia sobą.

Uniosła kieliszek w milczącym toaście za siebie, za tę noc, za całe swoje niezwykłe życie. Królowej nie potrzebny jest tron jej królestwo znajdowało się tam, gdzie czuła się szczęśliwa. Dziś był to balkon jedenastego piętra, kieliszek dobrego wina i gwiazdy, rozświetlone na nocnym nieboskłonie.

Dwie kobiety. Dwie rzeczywistości.

Aleksandra i Julia. Mieszkały w tym samym mieście, oddychały tym samym powietrzem, ale żyły w zupełnie odmiennych wymiarach.

Aleksandra wędrowała po życiu wyciągniętą ręką w jej dłoniach spoczywała pustka, którą desperacko próbowała wypełnić. Każda randka, każde nowe poznanie było próbą odnalezienia kogoś, kto w końcu da jej to, czego tak bardzo brakowało: poczucie przydatności, ciepła, przynależności. Wierzyła, iż miłość to coś zewnętrznego, co przyjdzie z zewnątrz i uczyni ją pełną. Im mocniej szukała, tym większą pustkę odczuwała w środku.

Julia szła po życiu z otwartymi ramionami nie dlatego, iż czekała, aż ktoś je wypełni, ale dlatego, iż jej świat już był przepełniony. Pełen wrażeń, wolności, cichej euforii z drobnych spraw. Nie szukała miłości ona ją promieniowała. Dlatego ludzie przyciągali się do niej, bo przy niej było łatwo. Nie czekała na księcia, nie budowała zamków z piasku po prostu żyła. I w tym życiu było miejsce na wszystko: na samotność, spotkania, rozstania i nowe drogi.

Może ich ścieżki kiedyś się skrzyżują. Może Aleksandra pewnego dnia zrozumie, iż pustość nie wynikała z braku miłości, ale z tego, iż nie potrafiła kochać samej siebie. Może Julia spotka kogoś, kto nie będzie wymagał od niej zmiany, a po prostu pójdzie obok, nie burząc jej harmonii. A może nie.

Jednak już teraz ich historie to dwa różne odpowiedzi na to samo pytanie.

Miłość nie przychodzi do tych, którzy jej szukają. Przychodzi do tych, którzy już żyją z otwartym sercem nie dlatego iż czekają, ale dlatego iż potrafią dawać.

I wtedy okazuje się, iż najważniejsze nie jest znalezienie kogoś, kto wypełni twoją pustkę, ale nauczenie się być całością samemu. Bo dopiero wtedy miłość przestaje być ratunkiem staje się po prostu szczęściem.

Idź do oryginalnego materiału