Dwanaście lat później
Proszę was, pomóżcie mi odnaleźć mojego syna! kobieta była bliska płaczu. Nic więcej w życiu mi już nie potrzeba!
Jadwiga usiadła na kanapie obok prowadzącego, teatralnie załamując ręce. Ubrała się najskromniej jak się dało, a poprzednią noc niemal nie zmrużyła oka, żeby wyglądać na bladą i wyczerpaną. Pragnęła sprawić wrażenie matki, która cierpi, oczekując, iż ludzie rzucą się jej pomagać.
Moim największym marzeniem jest dziś odzyskać kontakt z synem wyszeptała, jakby każde kolejne słowo sprawiało jej ogromny trud. Zrobiłam już wszystko, na co było mnie stać! Zgłaszałam sprawę na policję, miałam nadzieję, iż uzyskam wsparcie Ale choćby nie chcieli przyjąć zgłoszenia! Usłyszałam tylko, iż Paweł jest już dorosły i wyjechał dawno temu. jeżeli go wcześniej nie szukałam, to niby czemu teraz nagle przyszłam
Prowadzący słuchał w skupieniu, lekko przekrzywiając głowę. W głębi duszy nie do końca wierzył wywodom Jadwigi. Wyczuwał, iż sprawa jest o wiele bardziej przyziemna niż sama przedstawia. Pokłóciła się z synem, latami choćby nie chciała go znać, a teraz nagle zjawia się w telewizji… Ale cóż, takie historie przyciągają widownię, ludzie je kochają, ach, jak bardzo!
Więc ta kłótnia z synem sprawiła, iż zerwaliście kontakt? zapytał spokojnie, rzucając spojrzenia na publiczność. Niektórzy patrzyli sceptycznie, inni przeżywali dramat nieszczęsnej matki.
Jadwiga kiwnęła głową, a w jej oczach zalśniły łzy. Wzięła głęboki oddech, próbując się zebrać.
Tak, to wszystko zaczęło się dwanaście lat temu. Mój Paweł zakochał się naprawdę, bez opamiętania. I postanowił się ożenić. Rozumiałam jego uczucia, ale ta dziewczyna Absolutnie mi się nie podobała! Przeczuwałam, jak to się skończy Paliła, piła, włóczyła się wieczorami po szemranych knajpach I co najgorsze, wciągała w to mojego Pawła!
Na chwilę zamilkła, jakby znów przeżywała tamte dni. Prowadzący pozwolił jej zebrać myśli.
Próbowałam z nim rozmawiać, ostrzegać, tłumaczyć, iż to nie jest adekwatna droga. Ale on nie chciał mnie słuchać. Byłam dla niego tylko matką, która nie potrafi zaakceptować, iż dorósł. Któregoś wieczoru miarka się przebrała. Uderzył pięścią w stół i głośno oznajmił: Wyjeżdżam!
Jadwiga łkała, gdy podając jej chusteczkę, prowadzący uśmiechnął się ze współczuciem. Osuszyła łzy, starając się nie zniszczyć makijażu. Po chwili milczenia mówiła dalej:
Odszedł. Spakował wszystko, gdy byłam w pracy. Zniknął bez słowa, bez wyjaśnienia Zmienił numer, zerwał kontakt z przyjaciółmi, rodziną, wszystkimi! Przez jakąś tam dziewczynę
Głos jej zadrżał, zamknęła na chwilę oczy.
Przepraszam Ciężko mi się opanować wyszeptała, ściskając chusteczkę.
Pochyliła głowę, a kosmyk włosów opadł jej na twarz. Ten gest, dokładnie przećwiczony, miał pogłębić dramaturgię; widzowie musieli poczuć jej rozpacz aż do szpiku kości! Scenariusz wymagał w tym momencie prawdziwych łez, ale Jadwiga choćby w jednej setnej nie odczuwała bólu, który odtwarzała. W jej wnętrzu było głównie napięcie: czy uda się wywołać reakcję publiczności?
Prowadzący widział, iż łzy są tylko grą, ale postanowił to zignorować.
Rozumiemy pani ból skinął głową, dał znak, żeby podano wodę. Proszę opowiedzieć tyle, ile będzie pani w stanie.
Zapadła długa chwila milczenia, aby zbudować atmosferę. Prowadzący wytrzymał pauzę idealnie.
Co pani wie aktualnie o synu? zapytał w końcu, nachylając się bliżej.
Jadwiga uniosła wzrok, grając wyważoną rozpaczą z nadzieją.
Niedawno jedna znajoma spotkała go w Warszawie zaczęła, i w głosie zabrzmiało coś autentycznego. Zamienili kilka słów i już wiedziałam, iż mój Paweł choćby nazwisko zmienił! Jak mam go teraz znaleźć? Sama nie dam rady, pomóżcie! Może ktoś go widział?
Zwróciła się wprost do kamery, twarz wyrażająca skrajne cierpienie wycelowała kurs w serca widzów.
Ostatnio leżałam w szpitalu dodała, i tym razem pojawił się w jej głosie cień prawdziwej trwogi. Zrozumiałam, iż czas nieubłaganie płynie. Kto wie, ile mi go jeszcze zostało? Chciałabym zobaczyć syna, przytulić go, powiedzieć, iż dawno już wszystko wybaczyłam i sama o wybaczenie poprosić
Na ekranie ukazało się zdjęcie młodego mężczyzny, niby dwudziestolatka jasne włosy, szaroniebieskie oczy, wysoki, ładny ale bez wyrazistych rysów. Jadwiga wpatrywała się w fotografię. Przez te wszystkie lata Paweł pewnie się zmienił zmężniał, może zapuścił brodę, schudł albo przeciwnie, przybrał na wadze. To oddalało cień nadziei, iż uda się go odnaleźć. Perspektywa powodzenia była nikła, ale Jadwiga kurczowo trzymała się marzeń.
jeżeli ktoś widział osobę przypominającą tego mężczyznę, prosimy o kontakt z naszą redakcją powiedział prowadzący spokojnym tonem. Numer telefonu wyświetla się na dole ekranu.
Nagranie dobiegło końca, a Jadwiga się pożegnała i wolnym krokiem ruszyła ku wyjściu. Postanowiła pozostać w roli aż do końca tylko to dawało szanse na sukces.
Na zewnątrz czekała na nią przyjaciółka ta sama, która namówiła ją do udziału w programie. Na twarzy Jadwigi malował się ledwie zauważalny, ale zadowolony uśmieszek.
Jak sądzisz, udało się? spytała cicho, z nutą samozadowolenia.
Celina przez cały czas bacznie obserwowała widownię i nie miała wątpliwości, iż ich plan wypalił. Kobiety w studiu były poruszone niektóre dyskretnie ocierały łzy, inne szeptały do siebie, kręcąc głowami. Na ustach Celiny pojawił się chytry uśmieszek.
One tam prawie płakały szepnęła. Gwarantuję, zaraz będziesz wiedzieć, gdzie Paweł mieszka i będziesz mogła uzyskać od niego rekompensatę za wszystko, co w niego włożyłaś. A zobacz: chłopak świetnie sobie radzi, a matce choćby złotówki nie da!
Jadwidze nie podobał się ton Celiny zbyt bezpośredni, wręcz cyniczny. Ale była i nuta gorzkiej prawdy, którą wolała ignorować.
Do niedawna Jadwiga prawie nie myślała o Pawle. Wspomnienia o nim pojawiały się rzadko, przelotnie, bez szczególnego żalu czy tęsknoty. Przełom nastąpił, gdy Celina przypadkiem spotkała znajomego, który widział Pawła w Warszawie opowiedział ze szczegółami o jego nowym życiu.
Luksusowe auto nie byle jakie, ale rzadka limuzyna, jak z salonów na Nowym Świecie. Garnitur od najlepszego krawca z ulicy Mokotowskiej, wart dziesiątki tysięcy złotych. Zegarek z grawerem, zamawiany na specjalne zamówienie takich nie daje się kupić na rogu. A gdy Paweł wychodził z jednego z najbardziej ekskluzywnych lokali w mieście, stało się jasne: radzi sobie doskonale i umie bawić się pieniędzmi. Kilka godzin w restauracji, gdzie rachunek bywa wyższy niż parę tysięcy złotych, potwierdzały jego status.
Jadwigi nie interesowało prawdziwe życie syna. Liczyło się raczej coś zupełnie innego pieniądze, które jej się po prostu NALEŻĄ! W końcu jest jego matką! To ona dała mu życie! Teraz on powinien się odwdzięczyć!
Spokojnie, na pewno go odnajdą powtórzyła bardziej do siebie niż do Celiny. Jeszcze tylko chwila cierpliwości i będę miała zabezpieczenie na starość
Bo czemu nie? Jadwiga była przekonana, iż Paweł nie odważy się jej odmówić. Sądząc po tym, z jakimi ludźmi się zadaje, skandal zupełnie mu nie na rękę. Będzie musiał odegrać rolę wzorowego syna przy takich emocjach, przy takim rozgłosie. Innego wyjścia nie będzie miał!
Nie wiedziała jednak, iż wpada prosto w sprytnie zastawioną pułapkę swojego własnego syna
***************************
Dwanaście lat wcześniej.
Paweł wrócił do domu około dziewiątej wieczorem. Miał za sobą wyjątkowo męczący dzień właśnie zdał najtrudniejszy egzamin z całego toku studiów. W głowie wirujące definicje, zmęczone oczy, kark zesztywniały od długiej nauki. Najbardziej pragnął teraz wpaść do swojego pokoju, rzucić się na łóżko i przespać dobę. Ale dobrze wiedział: takiej luksusowej nocy dziś nie zazna.
Już przy drzwiach słyszał podniesione głosy. Męski szorstki, zirytowany, z nutą pretensji. I kobiecy cichy, tłumaczący się. On znowu u nich w domu Paweł skrzywił się. Wydawało się, iż ten facet wyczuwa, kiedy wraca, i wybiera akurat wtedy czas na kolejną awanturę.
Powoli włożył klucz w zamek, otworzył drzwi. Jeszcze miał nadzieję przemknąć się do swojego pokoju bez zauważenia, przełożyć rozmowę na jutro. Ale zaraz po przekroczeniu progu niemal potknął się o stertę toreb, które stały tuż przy wejściu.
Paweł stanął jak wryty, zerkając na bagaże. Co to ma znaczyć? Dlaczego stoją tutaj? Przyjrzał się i od razu poznał swoje walizki, kupione specjalnie na wyjazdy. Serce zabiło mocniej coś jest bardzo nie tak.
O co chodzi? zapytał głośniej, niż planował. To moje rzeczy? Kto je tu postawił? Co się dzieje?
Ton głosu był ostry, wychodziło w nim zmęczenie i rozdrażnienie. Odłożył torbę z notatkami i skrzyżował ręce. Całkowita cisza głosy umilkły, po chwili do korytarza weszła matka.
Na jej widok twarz Jadwigi przybrała niechętny wyraz skrzywiła się, odwróciła na pięcie i wracała do kuchni. Paweł patrzył zaskoczony, nie rozumiał sytuacji, ale czuł, iż to już nie jest zwykła domowa sprzeczka.
Zdjąwszy buty, wszedł do kuchni, skąd dobiegały głosy. Drzwi lekko uchylone mógł obserwować całą scenę. Za stołem siedział mężczyzna ten sam, którego głos słyszał wcześniej. Jerzy. Czuł się tu swobodnie, trzymając dłoń na oparciu krzesła, drugą na filiżance. Jego spojrzenie było szybkie, oceniające, po czym wrócił do patrzenia na Jadwigę.
Paweł poczuł narastającą złość.
Co on tu robi? zwrócił się do matki.
Jeszcze mu nie powiedziałaś? Jerzy zażartował z kpiną, bawiąc się telefonem. Na co czekasz?
Nie mówcie o mnie, jakby mnie tu nie było! głos Pawła łamał się z oburzenia. Mam prawo tu mieszkać! Nie to, co pan! Kim pan w ogóle jest? I co tu robi pana syn?
Chciał powiedzieć więcej, ale przerwała mu matka, obojętnym, zimnym tonem, jakby mówiła o pogodzie:
Od dziś nie będziesz tu mieszkał. Twój dawny pokój należy do syna Jerzego.
Paweł stał jak porażony. Spoglądał na matkę, chcąc dostrzec ślad czułości, ale Jadwiga była wyprostowana, wzrok nieustępliwy, usta zaciśnięte. Jerzy tylko kiwnął głową i popijał herbatę.
Na jakiej podstawie decydujecie, gdzie mam mieszkać? Paweł próbował mówić stanowczo, choć głos drżał.
Był wstrząśnięty do głębi. Rozumiał, iż przeszkadza matce w układaniu sobie życia, ale żeby tak z dnia na dzień, bez rozmów, wyrzucić go na bruk? To uwłaczało choćby najgorszym matkom!
Ojciec chciał mi zostawić to mieszkanie… próbował łapać się resztek nadziei.
Jadwiga skrzyżowała ręce, podniosła brodę, na ułamek sekundy przyjmując minę pełną cierpienia. Ale dla Pawła to była tylko blaga.
Chciał, ale nagła jego śmierć wszystko zmieniła, stwierdziła chłodno. Testament obowiązywał jeszcze sprzed twoich narodzin. To ja jestem właścicielką, ja decyduję, kto tu mieszka! Od dziś nie masz tu wstępu! Dorosły facet, a ciągle trzyma się matczynej spódnicy! Nie wstyd ci?
Każde słowo bolało. Paweł czuł, jak narasta w nim bunt, choć starał się panować nad sobą. Wyrzucali go z domu, z miejsca, gdzie znał każdą rysę na ścianie, każdy skrzyp podłogi
Nerwowo mrugnął znak napięcia. Myśli wirowały. Czy śmierć ojca była przypadkiem? Może ktoś przy tym majstrował, żeby mieszkanie nie wypadło z matczynych rąk?
Spojrzał na Jerzego, który ani drgnął, udając, iż cała sprawa go nie dotyczy. To tylko pogłębiało poczucie niesprawiedliwości.
Naprawdę? spytał Paweł, szukając w matczynych oczach wahania. Naprawdę możesz wyrzucić własnego syna?
Jadwiga wzruszyła ramionami.
Wszystko już spakowałam. Teraz tu zamieszka kto inny. Nie wracaj bez mojego pozwolenia!
Żartujesz? Gdzie mam spać? Paweł był już ledwo słyszalny, z trudem tłumił gniew.
Liczył, iż to makabryczny żart, zaraz matka się roześmieje i powie: Już dobrze, chciałam tylko zobaczyć twoją reakcję. Ale Jadwiga pozostała zimna i nieprzejednana.
Chciał rzucić się na Jerzego, krzyknąć: Kim pan jest, żeby decydować o moim życiu? Ale po prostu zacisnął pięści i się powstrzymał.
Dasz sobie radę odparła chłodno matka. Masz wielu kolegów ktoś cię przygarnie. Reszta twoja sprawa.
Mówiła to obojętnie, jakby chodziło o zgubioną książkę, którą można komuś oddać. Paweł poczuł narastającą niesprawiedliwość, ale nie dał upustu emocjom.
I jeszcze jedno dodała Jadwiga, podnosząc lekko głowę Pieniądze za ostatni rok twoich studiów wzięłam. Sam sobie zarób i opłać naukę mnie będą teraz potrzebne. niedługo ślub.
To uderzyło najmocniej. Paweł na chwilę zaniemówił. Wszystko układało się w całość matka wymazuje go z życia, pozbawia mieszkania i wsparcia, zamyka przed nim każdy most.
Nie będzie jednak żebrał, żeby zmieniła zdanie. Już rodził się w nim plan: przerwa w studiach, znaleźć pracę, zarobić na czesne i przetrwać. Ma głowę, ma ręce, wystarczy.
Skinął głową, jakby przyjmując wyzwanie. Spojrzał matce w oczy ani śladu ciepła, tylko upór. W tej chwili wiedział: powrotu nie będzie. Dawne zaufanie już nie wróci.
Nie wybaczy jej nigdy.
***************************
Widziałeś już? spytał z niecierpliwością Marek, nachylając się przez biurko z telefonem w dłoni. Koleżanka z twoich stron przysłała mi nagranie. Dopiero co poszło w telewizji.
Paweł powoli uniósł wzrok znad dokumentów, które analizował. Palce rozluźniły uścisk, a teczka opadła bezgłośnie na blat. Jasne było, iż dzisiaj nie da rady już skupić się na pracy. Ogarnęło go dziwne uczucie coś pomiędzy satysfakcją a goryczą.
Widziałem, uśmiechnął się krzywo Paweł. Mąż Celiny nie wytrzymał i opowiedział o naszej rozmowie. Ale dokładnie o to mi chodziło. Niech matka dobrze wie, kogo straciła.
Oparł się wygodniej, przegarnął krótko ścięte włosy. W myślach przewijał ujęcia z programu z matką na ekranie, z rozpaczliwą miną, żałującą zaginionego syna. Dwanaście lat temu bez wahania wyrzuciła go z domu, pozbawiła wsparcia. Teraz, jak widać, próbuje rozgrywać kartę skruszonej matki.
Tak, Paweł zdołał się odegrać nie hałaśliwą aferą, ale cichą, konsekwentną demonstracją tego, co mogła mieć, a straciła. Sam zapracował na swój sukces, osiągnął stabilność, nawiązał kontakty. Jest dziś obywatelem innego kraju, z pewnym dochodem i perspektywami. I wszystko to bez jej udziału, bez błogosławieństwa.
Matka już wie o jego sukcesie. Domyśla się zapewne: mogłaby liczyć na wsparcie gdyby nie to, iż własnoręcznie zniszczyła wszystko, co ich łączyło. Wybrała nowego partnera i jego dziecko, zabrała mu wsparcie, dom, rodzinę.
Niebawem dowie się najważniejszego nie dostanie od niego nic. Ani złotówki! Ani słowa wsparcia, ani najmniejszej szansy na pogodzenie. Paweł był pewien: przeszłość została zamknięta. Przyszłość buduje sam bez niej, bez manipulacji.
Kobieta, która go urodziła, już nigdy do niego nie dotrze. Ani fizycznie, ani emocjonalnie. I to chyba jest najważniejszeW jego gabinecie rozległ się dźwięk powiadomienia. Paweł spojrzał na ekran: kolejny e-mail od redakcji programu. Pokazały się nowe tropy, kilka osób twierdzi, iż widziało Pana Pawła. Prosimy o kontakt. Przewrócił oczami, kasując wiadomość bez czytania. Wiedział, iż przyjdzie jeszcze niejedna szum medialny miał swój własny, bezlitosny rytm.
Na chwilę zapatrzył się w wysokie okno z widokiem na dachy miasta. Ulicą sunęły samochody, życie biegło dalej, a on zamiast goryczy poczuł nieoczekiwany spokój. Wyrzucony wtedy w noc, z odrzuconą miłością i odepchniętym poczuciem przynależności, zbudował wszystko sam. Przemyślenia nieco go zaskoczyły: nie było już żalu. Była tylko ostateczna konstatacja to jego wybór i jego droga.
Spojrzał na półkę, gdzie stała niewielka ramka ze zdjęciem w ramionach ukochanej i z uśmiechem, jakiego matka nigdy nie widziała. To był jego świat. Tu i teraz. Wiedział, iż żeby wygrać swoje życie, musiał stracić stare i nie żałował.
Telefon zadzwonił, tym razem prywatny. Uśmiechnął się, widząc imię żony na ekranie.
Tak, skarbie, zaraz będę odezwał się, w jego głosie zabrzmiała lekkość, której kiedyś nie znał.
Ubrał płaszcz, zbierając swoje rzeczy, i zanim wyszedł, na moment spojrzał jeszcze w lustro. Był gotów nie na pojednanie, ale na pełne, wolne życie. Bez oczekiwań, bez strachu, bez ciężaru dawnych ran. Tej zimy miał w końcu to, czego zawsze pragnął własną drogę, własną siłę i rodzinę, przy której żadnej gry już nie trzeba.
Za drzwiami zamknął przeszłość tak, jak zamyka się stary album z sentymentem, ale bez chęci powrotu. Na świecie, mimo wszystko, są ludzie, którzy wyciągają rękę bez żądań, kochają bez rachunku krzywd i spłaconych długów.
A w telewizyjnych światłach dramatycznie rozgrywana matczyna tęsknota nie mogła już nikogo zranić przynajmniej tego, który się spod niej wyzwolił.
W końcu każdy ma prawo odpisać na rozpaczliwą prośbę o wybaczenie krótkim, stanowczym milczeniem. I pójść dalej tam, gdzie czeka nowe życie.









