Niedawny zwiastun serialu „Latarnie” nie przypadł do gustu fanom komiksów, a teraz oliwy do ognia dolała wypowiedź kultowego artysty, który zmieszał z błotem jednego z twórców serialu HBO.
W opublikowanym na początku marca zwiastunie serialu „Latarnie” nie widać wielu śladów komiksowego pierwowzoru. Za swego rodzaju odcięcie się od superbohaterskiego charakteru projektu fani uznali też sam tytuł, który – jak zresztą sam zwiastun – pozbawiono koloru zielonego. Nieszczególnie, lekko mówiąc, przypadło to do gustu także temu artyście komiksowemu.
Latarnie – burza wokół superbohaterskiego serialu HBO
Wśród licznych komentarzy wokół zwiastuna „Latarni” znajdziemy głosy rozczarowania fanów na temat niewielu podobieństw między serialem HBO a komiksowymi przedstawieniami Zielonych Latarni. Do dyskusji dołączył Grant Morrison, cecniony artysta związany z kultową serią DC, który wyraźnie skrytykował zdystansowanie się filmowców od superbohaterskiego aspektu, przytaczając przy tym kontrowersyjne słowa Damona Lindelofa (jednego z twórców serialu).
„Zatytułowaliśmy to 'Latarnie’, bo wszyscy zgodziliśmy się, iż [dodatek] 'Zielone’ był głupi, więc teraz to po prostu 'Latarnie'” – powiedział swego czasu Lindelof (twórca tak celebrowanych projektów jak „Lost”, „Pozostawieni” czy „Watchmen”), goszcząc w podcaście „Lovett or Leave It„. Tymi słowami zaszedł za skórę wielu komentującym, w tym też Morrisonowi, który podzielił się swoimi przemyśleniami na Substacku (za serwisem CBR).
— Dlaczego scenarzysta angażuje się w tego rodzaju opowieść, skoro uważa ją za zasadniczo „głupią”? Nie powierza się scenariuszy serialu „CSI” scenarzystom, którzy umniejszają ekspertom kryminalistycznych i określają ich fryzury jako „głupie”, więc po co zatrudniać ludzi, którzy wstydzą się komiksowego materiału, który mają opracować, i nie chcą się z tym pogodzić? Dlaczego nie odrzucają zleceń, do których się nie nadają? To nie jest tak, iż on potrzebuje pieniędzy, a Lindelof udowodnił już, iż potrafi samodzielnie wymyślać pomysły.
Co w ogóle ma udowodnić to kpiarskie lekceważenie superbohaterskich konwencji? Czy Lindelof wyobraża sobie, iż dzięki temu wydaje się mniej nerdowaty? Na to jest już trochę za późno, więc o co w tym wszystkim chodzi? Jedynymi ludźmi, których obchodzi serial o Latarniach, są fani Zielonych Latarni. Po co ich zrażać już na samym początku? To właśnie wydaje się „głupie”. Być może serial jest choćby niezły, ale o ile lepszy mógłby być, gdyby studia zatrudniały odpowiednich ludzi do pracy, zamiast dzwonić do swoich zawstydzonych znajomych, by ci osłabiali pierwowzór? Hollywood zginie z powodu swojej zaściankowości i endogamii.
„Latarnie” (Fot. HBO)Do słow celebrowanego twórcy zdążył odnieść się sam Lindelof – któremu utarczki z komiksowymi artystami bynajmniej nie są obce – wyraźnie posypując głowę popiołem. W obszernym poście zamieszczonym na swoim Instagramie nagradzany scenarzysta przyznał, iż jego słowa o „głupim kolorze zielonym” były zwyczajnie bardzo nieudanym żartem. Poza tym, Lindelof twierdzi, iż resztę odkupienia wykona za niego sam serial HBO.
— Rozzłościłem Granta Morrisona, co oznacza, iż wkurzyłem teraz większość genialnych brytyjskich i szkockich autorów komiksów, których podziwiałem w dzieciństwie. Cytując barda (Otisa Reddinga), to wyłącznie moja wina. Powiedziałem głupi żart w komediowym podcaście. Nie będę się wykręcał, powołując się na kontekst – dowcip był głupi, a fani tacy nie są. Jestem im winien wyjaśnienie i szczere wyrażenie moich prawdziwych uczuć. (…) Zielony wcale nie jest głupi – to mój ulubiony kolor od zawsze, a na dowód mam ankietę, którą wypełniłem w trzeciej klasie. Zielony jest, ku*wa, zajebisty.
Co ważniejsze, byłoby to zdradą wobec wszystkich, dla których pracowałem i z którymi współpracowałem, gdybym powiedział cokolwiek innego niż to, iż byłem niezmiernie zaszczycony, mogąc być częścią zespołu, który stworzył ten niesamowity serial, jakim są „Latarnie”. Byłem niechlujny i nieostrożny w swoich słowach, co jest ironiczne, biorąc pod uwagę, jak bardzo zależy mi na Halu, Johnie i całym Korpusie. Będę się starał, aby być godnym tej przysięgi. Do tego czasu pozwolę, aby serial mówił sam za siebie i nie mogę się doczekać, aż wszyscy usłyszycie, co ma do powiedzenia.
Zgodnie z dotychczasowymi doniesieniami „Latarnie” ma być połączeniem gatunku superbohaterskiego i kryminału w duchu „Detektywa”. Głośny zwiastun sugerował, iż nim John Stewart i Hal Jordan włożą na siebie strój korpusu (o kolorze utrzymanym w bardziej brązowych niż zielonych barwach), wezmą się za rozpracowanie tajemniczego morderstwa. Trop zabójcy zabierze ich do samego serca Ameryki i zmierzy z małomiasteczkową niechęcią wobec obcych wtykających nosy w lokalne problemy.
W rolach głównych obsadzeni zostali Kyle Chandler („Bloodline”) i Aaron Pierre („Old”). Showrunnerem ośmioodcinkowego serialu jest Chris Mundy („Detektyw: Kraina nocy”, „Ozark”), a scenariusz napisali Lindelof i wyróżniony nagrodą Eisnera autor komiksów, Tom King. Cała trójka zajmuje się też produkcją wykonawczą. Nad produkcją czuwają też oczywiście kierownicy studia DC, James Gunn i Peter Safran.
Warto dodać, iż to nie pierwsza taka utarczka z Damonem Lindelofem w roli głównej. Alan Moore, twórca komiksu „Watchmen”, również krytykował jego podejście i pełen „neurotycznego bredzenia” list, który od niego otrzymał.















