Zdjęcie: materiały prasowe
W świetnym serialu „Proud” młody gej próbuje w Polsce adoptować osieroconą siostrzenicę. Jak to się stało, iż grającego głównego bohatera Ignacego Lissa krytykują środowiska LGBT+, a bronią konserwatyści?
Nowy polski serial HBO Max „Proud” (ang. dumny) wchodził na platformę w aurze zwycięzcy międzynarodowego festiwalu Series Mania we francuskim Lille, i to podwójnego, bo nagrodę dla najlepszego aktora otrzymał tam Ignacy Liss, wcielający się w serialu w rolę Filipa, młodego geja, który musi nagle dorosnąć do ojcostwa. Produkcja miała entuzjastyczną zapowiedź w amerykańskim „Variety”. Wywiad z jej twórcą Karolem Klementewiczem w „Le Monde” poprzedzają pochwały: „Dzieło porywające wdziękiem, zaskakująco dojrzałe i ambitne formalnie”. A recenzent brytyjskiego „Guardiana” wystawia ocenę cztery na pięć i zachęca: „Ten polski dramat jest pięknie nakręcony, charakteryzuje się mrocznym humorem i zawiera wiele społecznych refleksji na temat trudności związanych z byciem homoseksualnym ojcem w Polsce. I choćby maluch sprawia wrażenie doświadczonego aktora”.
W dalszej części recenzji krytyk zaznacza: „Oglądany poza swoją ojczyzną, Polską, traci nieco na znaczeniu. W Wielkiej Brytanii – choćby w tej cofającej się w rozwoju, stojącej u progu faszyzmu Wielkiej Brytanii roku 2026 – widzowie w większości wzruszą ramionami na myśl o geju adoptującym dziecko, choć mogą unieść brwi na widok tego konkretnego, który to robi. W Polsce zaś cały ten pomysł budzi kontrowersje kulturowe i napotyka trudności prawne, co widać choćby w scenie, w której zaprzyjaźniony prawnik radzi Filipowi, iż jeżeli chce uniknąć odebrania mu osieroconej siostrzenicy (…), musi »przez jakiś czas nie być gejem«”.
Serial – jak chwali się TVN Warner Bros. Discovery (nie podając danych) – świetnie się ogląda w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Brazylii, Niemczech, Francji, Meksyku i Włoszech.