Słuchaj, muszę Ci coś opowiedzieć, bo może komuś się to przyda o tym, jak człowiek potrafi się dźwignąć, choćby gdy myśli, iż już nie ma na to siły.
Miałam 45 lat, kiedy moje życie rozsypało się w drobny mak. Mąż odszedł, skutecznie nastawił naszego syna przeciwko mnie i nagle zostałam sama. Czułam się kompletnie niewidoczna i niepotrzebna. Próbowałam się jakoś ratować, podjęłam pracę jako sprzątaczka w podstawówce na Olsztyńskiej, żeby mieć na czynsz i nie stracić mieszkania. Ale ten cały stres rozwód, sprawy sądowe, ciągłe napięcie sprawił, iż zaczęłam popełniać błędy w pracy. Zwolnili mnie.
Zostałam bez pracy i perspektyw. Szłam kiedyś przez zimny, poznański chodnik, kompletnie przybita, gdy nagle oślepiły mnie światła auta. Potworny pisk hamulców! Auto zatrzymało się dosłownie tuż przy mnie. Wysiadł z niego wysoki facet w roboczych ogrodniczkach i o dziwo miał bardzo ciepłe oczy. Krzyknął: Pani prawie pod koła mi wlazła! Pani się chce zabić, czy co? Nie byłam w stanie nic powiedzieć, tylko pokiwałam głową, ledwo trzymając się na nogach. Wtedy podeszła starsza pani z jamnikiem i burknęła do niego: Niech pan nie krzyczy, może trzeba po prostu pomóc, a nie oceniać. Takie proste słowa, a otworzyły mi oczy.
I wiesz co? Ta starsza pani, pani Zofia, okazała się emerytowaną nauczycielką po przejściach, z własnym bagażem smutków. Zabrawszy mnie ze sobą, powiedziała, iż potrzebują kogoś do pomocy w schronisku na Jeżycach, gdzie działała jako wolontariuszka. Tam poznałam pana Pawła psychologa po przejściach, który większość czasu poświęcał na rozmowy z ludźmi w kryzysie.
Paweł zabrał mnie kiedyś na spotkanie grupy wsparcia. To był pierwszy raz, kiedy ktoś popatrzył na mnie nie jak na przegraną, tylko jak na człowieka. Powoli sama zaczęłam wierzyć, iż mam jeszcze coś do zaoferowania. Zaczęłam uczęszczać na zajęcia z arteterapii, uczyłam się nowych rzeczy, zapisałam się choćby na lekcje obsługi komputera i kurs pierwszej pomocy! choćby nie wiesz, jak to napędza człowiek zaczyna znowu ufać innym i samemu sobie.
Co ciekawe, mój syn Kamil też się wtedy zmienił. Przestał być wobec mnie taki zamknięty. Rozmawialiśmy szczerze o naszych błędach, razem płakaliśmy i razem się śmialiśmy. To jedna z najcenniejszych rzeczy znów być dla siebie blisko. Uwierzyliśmy, iż można coś naprawić, choćby po katastrofach.
Za kilka miesięcy znalazłam pracę w miejskiej bibliotece na Starym Rynku. Tam poznałam mnóstwo kobiet po przejściach. Dla mnie stały się inspiracją. Rozkręciłyśmy choćby własną grupę wsparcia. Ostatnio trafiłam na Elżbietę, bardzo dynamiczną dziewczynę, która pomaga kobietom w potrzebie, organizuje warsztaty rozwojowe i wspiera je, jak tylko może. Ona widziała we mnie siłę tam, gdzie ja wciąż czułam tylko słabość. Zaprosiła mnie do wspólnej pracy tak właśnie zaczęła się dla mnie nowa przygoda.
Pod okiem Elżbiety i innych wspaniałych dziewczyn, nauczyłam się odważnie mówić o swoich uczuciach, bronić siebie i innych, nie bać się zmian. Poznałam Anetę kobietę, która po najgorszych przeżyciach dziś umie rozwinąć wokół innych taki kokon wsparcia, jakiego nigdy nie miałam. Z nią również złapałam fantastyczny kontakt, nauczyła mnie, jak korzystać z własnych doświadczeń, by dawać siłę innym.
Z Kamilem wzajemnie się podnosiliśmy. On zdał maturę, dostał się na studia ekonomiczne na Uniwersytet Ekonomiczny, a ja coraz odważniej dzieliłam się swoją historią podczas spotkań w bibliotece. Zaczęłam prowadzić warsztaty dla kobiet, pisałam artykuły do lokalnych czasopism, by pokazać innym, iż można się dźwignąć po największych upadkach. Czasem choćby prowadziłam spotkania dla młodzieży czy mam w trudnej sytuacji na osiedlu Piastowskim.
Pewnego dnia poproszono mnie o występ na konferencji społecznej w Poznaniu żeby opowiedzieć o swoim odbudowywaniu się po kryzysie, podzielić się wskazówkami i wsparciem. choćby nie masz pojęcia, jak dużo znaczyło dla słuchaczek, iż ktoś, kto był totalnie na dnie, wyszedł na prostą siłą uporu i pomocy innych ludzi.
Czułam, iż moja misja jest potrzebna i nabiera sensu. choćby w domu z Kamilem, już dorosłym, nasza relacja była inna niż wcześniej. Planujemy wspólne wyjazdy pod Tatry, marzymy o przyszłości i coraz rzadziej wspominamy to, co przykre.
W końcu zaczęłam pisać własne teksty do gazet, a choćby krótkie książki żeby zostawić po sobie ślad i, być może, dodać innym kobietom siły do zmian. Moje grupy wsparcia rosły, przychodzili nowi ludzie, czasem ktoś, kto tak jak ja kiedyś, szukał choćby iskry nadziei.
I teraz, patrząc z perspektywy czasu, mam tę pewność: choćby jeżeli los rzuci pod nogi najcięższe kłody, zawsze można spróbować jeszcze raz. Trzeba tylko dać sobie czas i trochę wyrozumiałości. Każdy ból, każda łza może być początkiem lepszej drogi. Najważniejsze to nie tracić wiary w ludzi, w dobroć i w to, iż życie bywa naprawdę piękne, jeżeli mamy z kim się nim dzielić.
Dzięki temu wszystkiemu wiem już, iż każda burza w końcu się kończy. Zostaje siła, mądrość i wdzięczność. A życie niech płynie dalej, z nadzieją i ciekawością każdego nowego dnia.












