Dreams – recenzja filmu. Kino prawdziwego dyskomfortu

popkulturowcy.pl 17 godzin temu

Michel Franco, bezkompromisowy meksykański reżyser, powrócił z nowym filmem. Dreams to produkcja, która od samego początku wywołuje ogromny dyskomfort, który towarzyszy widzom już do samego końca.

Dreams przedstawia historię Jennifer (Jessica Chastain), zamożnej amerykańskiej filantropki, która prowadzi fundację wspierającą młode talenty w Meksyku. Kobieta nawiązuje romans z młodszym od siebie baletmistrzem, podopiecznym fundacji, Fernando (Isaac Hernández). Wszystko układa się sielankowo do momentu, w którym odwiedza swojego kochanka od czasu do czasu w jego kraju. Sytuacja diametralnie się zmienia, gdy mężczyzna, narażając swoje życie, nielegalnie przedostaje się do Stanów Zjednoczonych. Chce być z Jennifer oraz rozwijać swoją karierę. Jednak filantropce ten pomysł niezbyt przypada do gustu. Wygodny wyjazdowy romans był dla niej wystarczający, a przyznanie się przed rodziną czy współpracownikami do związku z młodym Meksykaninem wydaje się dla niej przeszkodą nie do pokonania.

Michel Franco w Dreams skupia się na relacjach amerykańsko-meksykańskich, losach imigrantów, ale przede wszystkim stawia na piedestale społeczne nierówności oraz to jakie problemy są one w stanie wywołać. Relacja między Jennifer a Fernando pełna jest namiętności, ale prawdziwa bliskość stoi tu pod znakiem zapytania. Fascynacja kobiety młodym baletmistrzem chwilami wzrasta do poziomu niemal obsesji. Ciężko tu raczej mówić o prawdziwym uczuciu. Nie mogłam pozbyć się przekonania, iż ze strony Jennifer jest to po prostu zauroczenie oraz pożądanie. Zaś Fernando w relacji z kobietą szukał wsparcia w rozwoju swojej kariery. Dopóki Jennifer trzymała swojego utalentowanego kochanka w złotej klatce, wszystko było dla niej w porządku. Jego przyjazd do Stanów Zjednoczonych wywołał istną lawinę. Kobieta wstydziła się związku z imigrantem i najchętniej wysłałaby go z powrotem do Meksyku.

Dreams już od pierwszych scen wywołuje u widzów bardzo silny dyskomfort. Powodują to sceny seksu, innym razem śliskie komentarze odnośnie imigrantów z Meksyku. Z kolei jeszcze przy innych scenach potęguje to uczucie niezdrowa i toksyczna relacja między głównymi bohaterami. Oglądając film, rosła we mnie nieustająca frustracja względem Jennifer. Jej zachowanie wobec Fernando doprowadzało mnie do szału. Jednak w finale następuje naprawdę potężny plot twist, który ściska za bebechy. W zakończeniu produkcji widza nachodzi wiele rozważań dotyczących moralności. Jest to bolesne, niemal w sensie fizycznym, i naprawdę zburzyło mi to wszystkie emocje, które zdążyłam odczuwać względem bohaterów podczas seansu.

Kadr z filmu Dreams

Nie da się mówić o tym filmie bez wspomnienia o tym jak niesamowicie elektryzujący duet tworzą Jessica Chastain i Isaac Hernández. Młodego aktora widziałam na ekranie po raz pierwszy. Stworzył przekonywującą kreację i na pewno rolą w Dreams otworzył sobie drzwi do dalszego rozwoju kariery. Z kolei w przypadku Chastain, jak dla mnie, jest to zdecydowanie najlepsza rola w jej dotychczasowej karierze. Para emanuje sensualnością i erotyzmem, a wyczuwalna między nimi chemia zdaje się być tak gęsta, iż można by ją śmiało ciąć siekierą.

Dreams na pewno długo pozostanie w mojej głowie. Zarówno jako produkcja z rewelacyjną obsadą, jak i film, który całkowicie wyprowadził mnie ze strefy komfortu. I chociaż mam często mieszane uczucia wobec scen intymnych w filmach i uważam, iż są nagminnie wykorzystywane nad wyraz (wiadomo, nic się tak nie sprzedaje jak nagość), to w Dreams są one uzasadnione. Tak, czułam się przy nich okropnie niekomfortowo, jak podglądacz, ale nadawało to wyrazu intensywnej relacji między głównymi bohaterami. Z kolei finał całkowicie wbił mnie w fotel, sprawiając, iż sama już nie widziałam żadnego wyjścia z sytuacji, w której znaleźli się Jennifer i Fernando.

Fot. główna: kadr z filmu Dreams

Idź do oryginalnego materiału