„Drama” – najbardziej prowokacyjny film roku czy test empatii?

gazetafenestra.pl 1 dzień temu
Robert Pattinson powraca na wielki ekran jako przyszły pan młody. / Źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Robert_Pattinson-65806.jpg, fot. Harard Krichel (CC BY-SA 4.0)

Przypomnijcie sobie najgorszą rzecz, jaką zrobiliście w swoim życiu. Ten jeden błąd, o którym wolelibyście zapomnieć w mrokach niepamięci. A teraz pomyślcie: czy odważylibyście się wyznać tę tajemnicę najbliższemu przyjacielowi lub partnerowi? Nowy film Kristoffera Borgliego z Robertem Pattinsonem i Zendayą sprawi, iż dwa razy przemyślicie każdą próbę szczerości.

„Drama” to film, który przyciąga do kin przede wszystkim gwiazdorskim duetem w rolach głównych. Zainteresowanie tytułem zdawało się oczywiste, jednak niemal całkowicie wypełniona sala w poznańskim Kinepolis byładla mnie zaskoczeniem. prawdopodobnie zadziałała tu kampania promocyjna. Wyeksponowanie w materiałach promocyjnych estetyki weselnej korespondowało z głośnymi plotkami na temat Zendayi – konkretnie jej ślubu z Tomem Hollandem. I choć główni bohaterowie faktycznie stoją tu na progu sakramentalnego „tak”, sam ślub okazuje się jedynie pretekstem. „Drama” to bowiem komediodramat o społeczeństwie, które uwielbia stawiać innych pod pręgierzem ocen, samo panicznie bojąc się jakiejkolwiek weryfikacji.

Jak sprowokować Amerykę do dyskusji

Kristoffer Borgli, norweski reżyser, którego widzowie pokochali za błyskotliwe „Dream Scenario” z Nicolasem Cage’em, po raz kolejny udowadnia, iż posiada niezwykle świeży autorski głos. Ten filmowiec nie boi się wymierzać pstryczków w nos współczesnego społeczeństwa. W „Dramie” umiejętnie łączy europejski artyzm z komercyjnym, amerykańskim storytellingiem.

Akcja nabiera tempa, gdy przyszła panna młoda – Emma (Zendaya) – w obecności swojego ukochanego Charliego (Robert Pattinson) oraz świadkowych ujawnia mroczną tajemnicę ze swojej młodości. Reakcje Rachel (Alana Haim) i Mike’a (Mamoudou Athie) dalekie są od wspierających, a w głowie Charliego zaczyna kiełkować ziarno niepewności. Czy osoba, z którą ma spędzić resztę swojego życia, jest tym, za kogo ją uważał? Materiały promocyjne skutecznie nie zdradzały treści owego sekretu – to właśnie on stanowi moralne paliwo tej opowieści. Istotą nie jest tu sam czyn Emmy, ale reakcja łańcuchowa, jaką on wywołuje. To pokazuje, jak usłyszana prawda może powoli zatruwać atmosferę i burzyć fundamenty dotychczasowego zaufania.

Choć udało mi się odgadnąć przewinienie nastoletniej Emmy jeszcze przed seansem, wcale nie odebrało mi to przyjemności z oglądania. Ogromnym atutem są dialogi nasycone żartami opartymi na grach słownych i sytuacyjnej ironii. Dodatkowy humor wprowadzają sceny z udziałem nastoletniej Emmy (Jordyn Curet). Dzięki temu przez seans płynie się z lekkim uśmiechem, mimo iż tematyka do najłatwiejszych nie należy. Borgli z premedytacją prowokuje. Sądząc po gorących dyskusjach w mediach społecznościowych i na Letterboxd, jego misja zakończyła się pełnym sukcesem. Reżyserowi udało się podzielić widownię, zmuszając ją do skrajnie różnych ocen moralnych postępowania bohaterów.

„Drama” zostawia wiele otwartych furtek, co pozwala widzom na dokonywanie reinterpretacji z każdym kolejnym seansem. Powodem jest nie tylko zakończenie, ale przede wszystkim głębsza charakterystyka postaci: ich podejście do błędów z przeszłości oraz (często niemożliwą) próbę pogodzenia się z nimi. Jestem pewna, iż każdy widz inaczej odbierze pewne wyobrażenia i błędy pary młodej oraz ich bliskich. Z mojej perspektywy film ten ostatecznie obnaża nie tylko Amerykę, ale także społeczeństwo w ogóle – tkankę, która potrafi się nienawistnie „nakręcać” i budować wyroki na podstawie opinii osób trzecich.

Aktorski teatrzyk

Obsada „Dramy” to jej największy atut, a zarazem pewne przekleństwo. Scenariusz jest bezlitosny, obnażając słabości bohaterów z chirurgiczną precyzją. Robert Pattinson jako zagubiony kurator sztuki wypada świetnie. Jego Charlie nie potrafi skonfrontować się z własnymi emocjami. Zamiast tego ucieka w pasywną agresję i intrygi knute za plecami ukochanej.

Tymczasem Mike reaguje na konflikt pasywnością, nie stając w obronie strony atakowanej. Z kolei Rachel w interpretacji Alany Haim to postać, którą widzowie pokochają nienawidzić. Jej czarno-biała moralność i kompletny brak empatii czynią z niej uosobienie współczesnego „sędziowskiego” Internetu, karmionego kolejnymi przejawami zjawiska cancel culture. To nieco przerysowana bohaterka, jednak część społeczeństwa może w niej ujrzeć swoje odbicie.

W centrum tego cyklonu stoi Emma. W kulminacyjnym momencie staje się ona chyba najsmutniejszą panną młodą ostatniej dekady. Niektórzy prawdopodobnie zarzucą Zendayi, iż operuje jedynie miną „zbitego psa”, a jej ekranowa persona zbyt mocno prześwituje przez postać Emmy. Jednak to właśnie ten zabieg wydaje się kluczowy: współczujemy bohaterce, bo ma twarz gwiazdy, którą od lat podziwiamy. Borgli stawia nam niewygodne pytanie: czy nasze współczucie byłoby równie wielkie, gdyby na ekranie płakał ktoś o mniej anielskich rysach? Albo gdyby ten sam błąd popełnił mężczyzna?

I to na tyle?

Jeśli miałabym wskazać największą wadę „Dramy”, byłoby to uczucie niedosytu tuż po napisach końcowych. Film nie oferuje oczyszczającego katharsis ani jakiejkolwiek ulgi. Co więcej, miałam wrażenie, iż punkt kulminacyjny w trzecim akcie został nieco zbyt gwałtownie ucięty na montażowym stole.

Liczyłam na tragikomiczną sekwencję w duchu polskich „Teściów”. Tymczasem, tempo filmu, po chwilowym skoku ciśnienia, zbyt gwałtownie wraca na spokojne tory. Sińce i rany na twarzy Pattinsona, które widzieliśmy już na jednym z plakatów, to zbyt powierzchowne w kontekście budowanej od początku filmu atmosfery nadchodzącego spustoszenia emocjonalnego. Zabrakło mi tej kropki nad „i”, która zostawiłaby widza w kompletnym osłupieniu.

Mimo tych niedociągnięć, „Drama” to wciąż kawał solidnego kina rozrywkowego, które najlepiej smakuje wtedy, gdy skreśla pierwotne oczekiwania dotyczące komedii romantycznej. To emocjonalny kogel-mogel, który jednych zachwyci swoją przewrotnością, a innych zirytuje brakiem jasnych odpowiedzi. Film nie daje gotowych rozwiązań, ale zostawił mnie z męczącym pytaniem. Jak ja zachowałabym się jako gość na takim weselu?

Kaja GRABOWIECKA

Idź do oryginalnego materiału