Mimo iż od premiery Dragon Ball Z Kakarot minęło już pięć lat, to tytuł ten przez cały czas otrzymuje kolejne aktualizacje. Całkiem niedawno mogliśmy poznać animację Dragon Ball Daima, co było świetną okazją do przedstawienia przygód Goku oraz reszty ekipy w krainie demonów. Czy jednak decyzje podjęte przez CyberConnect 2 i Bandai Namco przełożyły się na spełnienie fantazji graczy?
Spis Treści
- Kochanie, zmniejszyłem Goku
- Mamy zadanie!
- Pusto, smutno i bez polotu
- Walka w Dragon Ball Daima
- Logiczne braki
- Jak z udźwiękowieniem w tym Dragon Ball?/a>
- Dragon Ball Daima – Podsumowanie
Kup Dragon Ball Z Kakarot Daima Edition (PS5)
Kochanie, zmniejszyłem Goku
Akcja gry rozpoczyna się, gdy Kakarot wraz z Vegetą oraz resztą bohaterów świętują urodziny Bulmy. Niestety ich euforia nie trwa zbyt długo, gdyż nowo koronowany, demoniczny król Gomah postanawia, iż najedzie Królestwo Ziemi w celu odnalezienia smoczych kul. Dzięki nim sprawia, iż nasz heros wraz z przyjaciółmi, zostają zamienieni w dzieciaki. Antagonista nie zastanawia się też długo i porywa ze sobą Dendego. Chwilę później na miejscu pojawia się tajemniczy Glorio, który oferuje pomoc dla naszego sympatycznego Saiyajina w przedostaniu się do świata demonów, aby ten, pomógł obalić Gomahe i uratować opiekuna Ziemi.
Historia w tym DLC to w gruncie rzeczy kalka wydarzeń znanych z animacji, więc fani będą zadowoleni. Jednakże w przeciwieństwie do sztywnego czasu antenowego gry mają zaletę w postaci większej swobody tworzenia. Dzięki temu kilka historii dostało swój ciąg dalszy w postaci misji pobocznych kontynuujących wątki. Jest do dość przyjemny zabieg, szczególnie spodobał mi się on w zadaniu z Minotaurem. Na koniec dodam tylko, iż znajomość “serialu” nie jest wymagana, by grać w ten dodatek, podczas zabawy będziemy mogli znaleźć notatki, które są motorem napędowym dla scen, gdzie nasi protagoniści rozmawiają o tym, co wydarzyło się w danym miejscu.
Mamy zadanie!
Dragon Ball Z Kakarot w swoim oryginalnym założeniu jest grą z półotwartym światem. Mianowicie posiadamy w nim kilkanaście lokacji, które z poziomu mapy możemy wybierać, a te następnie otwierają się na swobodną eksplorację. Ze względu na mniejszą skalę miejsca akcji, DLC posiada dwa regiony, a zwiedzać możemy je swobodnie po ukończeniu pewnych wątków głównych. W rezultacie oznacza to, iż nie możemy sobie pozwolić na przedostanie się do finalnego bossa w jednej chwili, a zabawa w gruncie rzeczy, mimo w miarę swobodnej rozgrywki, jest liniowa i wymaga ukończenia przynajmniej wszystkich zadań głównych, by mieć możliwość zwiedzania całej mapy.
Jak się ma zatem do tego kwestia zwiedzania tej produkcji? A no tak, iż poza zadaniami głównymi możemy wykonywać tu zadania poboczne rozsiane po kilku pomniejszych wioskach. Te mimo to, iż starają się być fabularyzowane, to opierają się na zasadzie „idź, zabij, znajdź, przynieś”. Niektóre z questów będą furtką do poznania mechanik gry, takich jak jak gotowanie czy łowienie ryb. Inne opierają się na zbieraniu zasobów i dostarczaniu ich do określonych miejsc, ale o tym jeszcze wspomnę później.
Pusto, smutno i bez polotu
Dokładnie tak mogę określić eksplorację świata w Dragon Ball Daima. Przez 99% zabawy będziemy zwiedzać żółte pustynie, pokryte skałami gdzie z rzadka pojawi się jakieś drzewo czy też odrobina życia. choćby jeżeli się pojawi, to są to dwa rodzaje dinozaurów i banda oprychów, która wałęsa się po drodze, a ich jedynym zadaniem jest dostarczanie nam surowców i dostatecznie dużej ilości doświadczenia, abyśmy mogli poszerzyć nasze drzewko rozwoju o umiejętności pasywne. Niestety, muszę napisać wprost, bazą do gry jest animacja, która nie jest wyjątkowo bogata w różnorodne środowiska, ale przez cały czas wyglądała bardzo dobrze, a z czym mamy do czynienia w tym tytule? Festiwalem tandety i nudy wizualnej. W produkcji skierowanej dla młodszego odbiorcy to niedopuszczalne.
To samo się tyczy też animacji bohaterów. Tak, są tu momenty, gdzie animatorom się chciało i dołożyli starań, by wizualnie gra błyszczała, ale jest ich garstka i są to w głównej mierze sceny reżyserowane. Jeszcze, o ile w ruchu, podczas poruszania się po mapie to nie bije nas to po oczach, tak w momencie, kiedy widzimy, jak postacie rozmawiają, to wracamy do ery gier z serii Budokai Tenkaichi z PS2. Nie jest to poziom, jaki chcemy oglądać w 2025 roku. Jakoś tak bez polotu, bez wyrazu, wszystko strasznie sztywne.
Walka w Dragon Ball Daima
Na szczęście, całą sytuację ratuje rozgrywka, bo jest taka jak w podstawce, czyli świetna. Goku posiada ataki dystansowe oraz fizyczne z bliska, a poza tym możemy przypisać jeszcze do tego cztery widowiskowe ruchy specjalne. W trakcie rozgrywki znajdujemy pola treningowe, które odblokowują nam kolejne techniki, jak Genki Dama oraz mocniejsze formy tych podstawowych — Super Kamehameha. Potyczki wymagają od nas dozy zręczności, szybkiego podejmowania decyzji oraz umiejętnego przechodzenia z defensywy do ofensywy. I choć sam trzon starć nie jest wymagający, to chwila nieuwagi może spowodować, iż nasz ekran zaczyna się mienić w czerwonych barwach. Jak wspomniałem wcześniej, oponentów nie ma w tej grze zbyt wielu, niestety, ale wisienką na torcie są starcia z bossami, których jest dwóch, niestety, tylko dwóch.
Jednak aby urozmaicić rozgrywkę, twórcy postanowili dodać element znany z gier Musou. Od czasu do czasu będziemy mogli zmierzyć się choćby z ponad setką oponentów. Wtedy też przydaje nam się najbardziej pomoc postaci dodatkowych. Wraz z nami podróżują Kaioshin oraz Glorio, posiadają on istotną rolę podczas zabawy. Posiadają oni swoje własne drzewka rozwoju oraz paletę ciosów. Z czasem dzięki nim możemy użyć kombinacji Z, która pozwala na jeden widowiskowy cios mogący unieszkodliwić choćby kilkudziesięciu przeciwników jednocześnie. Poza tym możemy wspomagać się tymi postaciami w walce. Shin może nas leczyć, a Glorio dla odmiany paraliżować oponentów, co nadaje pewnej dodatkowej dozy strategii do tej w gruncie rzeczy prostej rozgrywki.
Logiczne braki
Jak wspomniałem wcześniej, rozgrywka w Dragon Ball Daima nie opiera się tylko na walce i bieganiu od misji do misji, ale mamy również możliwość gotowania posiłków, wymiany zasobów, czy wędkowania. Wszystko to w podstawce miało sens, bo mieliśmy więcej czasu w dodatkową zabawę. W miarę rozgrywki udoskonaliliśmy książkę kucharską o kolejne przepisy, a to powodowało, iż częściej wędrowaliśmy i zdobywaliśmy kolejne składniki do tworzenia coraz to lepszych straw. Te oddawały nam w dodatkowych współczynnikach siły ataku, życia oraz tego ile punktów doświadczenia zdobywamy itp. wraz z rosnącymi potrzebami Zeni (waluty w świecie Dragon Ball), mogliśmy sprzedawać coraz to lepsze kosztowności w zamian za garść dodatkowych monet i miało to sens. W dodatku wszystko to zostaje zburzone przez tempo rozgrywki i bardzo małą liczbę zadań głównych, przez to praktycznie nie ma potrzeby, by korzystać z dodatkowych atrakcji, a jeżeli już to tylko wtedy gdy wymaga tego gra. Najpewniej wszystko miałoby tu większy sens, bo produkcja stara się być prologiem do kolejnych wydarzeń, ale twórcy postanowili podzielić ten dodatek na dwie części i zanim uda nam się polubić z tytułem, to widzimy napisy końcowe.
Nie jest niczym nowym dla tego tytułu, iż posiada on podzielone DLC. Pierwszy raz Kakarot dostał dodatek „W poszukiwaniu nowej potęgi” i ten też został rozłożony na dwie części. Tylko pierwsza miała premierę w kwietniu 2020 roku, a druga kilka miesięcy później w listopadzie. Na ten moment mamy informację o tym, iż druga część Daimy zostanie nam przedstawiona już na początku 2026 roku. Dokładnej daty premiery jednak nie ma, więc wszystko może się zmienić. Osobiście uważam, iż jest to największa wada dla tego rozszerzenia, bo wybija nas to z zabawy na dłuższy czas. Przypominam tylko, iż samo anime nie jest długie i takie cięcie się na kilka krótkich momentów, wcale nie pomaga w odbiorze całości. Ciężko też całego projektu nie nazwać po prostu jawnym skokiem na kasę. Dragon Ball Kakarot posiada dobre DLC jak Historia Trunksa czy Bardocka, ale wymaga to już większego zaangażowania.
Jak z udźwiękowieniem w tym Dragon Ball?
W ogromnym skrócie muszę stwierdzić, iż mam naprawdę mieszane uczucia co do tego tematu. No bo z jednej strony mamy świetnych aktorów głosowych, na czele z Masako Nozawą, która wraz z resztą ekipy robi świetną robotę i wprowadza nas w klimat wyjęty wprost z ekranu telewizora. Z drugiej zaś strony aranżacje w tej grze są po prostu kiepskie. Niestety, podstawowa wersja gry męczyła nimi, rozszerzenie w tej kwestii nie zmieniło absolutnie nic. Są momenty, gdzie usłyszymy oryginalny motyw z Dragon Ball Daima oraz Dragon Ball Z, ale…to jest tylko momenty. Przez większość czasu będziemy zmuszeni do eksplorowania mapy w rytm tego samego nudnego utworu. Uwierzcie mi, męczy on bardziej niż czytanie moich marudzeń na temat tej gry. Najgorsze jest to, iż to jest taki trend w grach na podstawie anime, iż wszystko, ale to wszystko jest robione tak średnio, aby było i tyle. Kiedy to się zmieni? Dobrą wiadomością jest powrót kinowej wersji tłumaczenia gry na nasz język. Może nie jest to pełny dubbing, ale i tak cieszy.
Dragon Ball Daima – Podsumowanie
Dodatek nie jest niczym rewolucyjnym, może i wzbogaca historię o przygodę w świecie demonów, ale nie wprowadza zbyt wiele do samej zabawy. Całość oparta o silnik, który już w 2020 roku wzbudzał litość w oczach graczy. Osobiście polubiłem się z tym DLC dopiero podczas finalnej walki i paradoksalnie, kiedy już miałem chęć na kontynuowanie, to nagle tytuł uraczył mnie napisami końcowymi. Czy zatem warto się zainteresować tym dodatkiem? Nie bardzo, na ten moment jestem zdania, iż poczekajcie na część drugą i oby tam dodano więcej zabawy, bo z ciężkim sercem, ale na dziś ciężko polecić to choćby największym entuzjastom historii o smoczych kulach.
Jeżeli podobał Wam się materiał, to koniecznie dajcie znać na X (dawny Twitter), Bluesky, naszym Discordzie, Redditcie lub Fediverse.