Dorota Szelągowska, popularna projektantka wnętrz i gwiazda telewizji, zaskoczyła fanów szczerym wyznaniem o wykryciu guza w piersi. W poruszającym tekście opublikowanym w “Wysokich Obcasach” opisuje swoją drogę od niepokojącego odkrycia po ulgę po badaniach, podkreślając znaczenie szybkiej diagnostyki i emocjonalnego wsparcia.
Odkrycie niepokojącej zmiany
Gwiazda zauważyła atypową, niepalpacyjną zmianę w piersi, która na obrazie diagnostycznym przypominała dwa delfiny lub osiołka. Była to 12-milimetrowa plama, która pojawiła się niespodziewanie, mimo iż zaledwie kilka miesięcy wcześniej mammografia nie wykazała żadnych nieprawidłowości. To doświadczenie skłoniło ją do natychmiastowego działania i wizyty u specjalisty.
“Okazało się, iż mam guza w piersi”
Proces diagnostyczny i wsparcie medyczne
Szelągowska trafiła pod opiekę doświadczonej onkolożki, która gwałtownie wdrożyła procedury przyspieszające badania. Kluczowym elementem była karta DILO, ułatwiająca ekspresową diagnostykę onkologiczną. Prezenterka przeszła biopsję gruboigłową, podczas której pobrano cztery wycinki. Szczególnie zapadł jej w pamięć gest pielęgniarki, która pocieszająco klepała ją po ręce w trakcie zabiegu.
“Onkolożka, do której trafiłam, jest wspaniała. Założyła mi kartę DILO, która znacznie przyspiesza diagnostykę, dała skierowania na badania i jakiś rodzaj spokoju”
“Mam zrobioną biopsję gruboigłową. Moje wycinki poszły na dno. To chyba dobrze. Wszystkie cztery. Pani pielęgniarka poklepywała mnie po ręce za każdym razem, kiedy lekarka wkłuwała się w moją pierś 20-centymetrową igłą do biopsji. Zapamiętam dotyk jej rękawiczki na zawsze. To było tak czułe i tak zmieniające absolutnie wszystko. Przytuliłam ją mocno przed wyjściem z gabinetu”
Emocje w oczekiwaniu na wyniki
Czekanie na wyniki biopsji było dla Szelągowskiej okresem pełnym napięcia i refleksji. Unikała słowa “guz”, zastępując je “zmianą”, by nie potęgować lęku. Zauważyła, iż bliscy martwili się bardziej niż ona sama, a martwienie się na zapas uznała za bezsensowne. Do szpitala pojechała sama, przekonana, iż obecność bliskich mogłaby być dodatkowym obciążeniem.
“Mam zmianę, ale jeszcze nie mam raka.
Mam też wrażenie, iż bliscy martwią się bardziej niż ja.
Martwienie się na zapas jest naprawdę durne.
Jadę sama, bo nie mam poczucia, iż ktokolwiek, kto ze mną pojedzie, będzie pomocą. Raczej obciążeniem.
Dwie godziny z rakiem Schrödingera – mam i nie mam jednocześnie. Umieram i żyję”
Na zdj.: Dorota Szelągowska, Fot. Jacek Kurnikowski/AKPAUlga i nowe spojrzenie na życie
Ostatecznie wyniki przyniosły dobrą wiadomość – zmiana okazała się łagodna. Szelągowska poczuła się jak nowo narodzona, choć zdaje sobie sprawę, iż temat raka może dotyczyć każdego w każdej chwili. Jej historia to przypomnienie o wadze regularnych badań i pozytywnego nastawienia w obliczu niepewności.
“Zmiana łagodna.
Rodzę się na nowo.
To chwilowe, iż człowiek nie ma raka i iż go to nie dotyczy.”
Wyznanie Doroty Szelągowskiej poruszyło wielu, inspirując do dbania o zdrowie i doceniania chwil spokoju w burzliwym życiu.
ZOBACZ TAKŻE: Dramatyczna diagnoza gwiazdy “MasterChefa”. Mariusz Komenda walczy z glejakiem
Źródło: Akpa






![BOCHNIA. Magiczny wieczór w Kopalni Soli Bochnia, czyli „Senior Glamour – Vintage Circus”[DUŻO ZDJĘĆ]](https://bochniazbliska.pl/wp-content/uploads/2026/04/DSC_0296_wynik.jpg)