Ja wiem co zrobić, tzn co już zrobiłem. Po calutkim dniu z Neptunian Maximalism zapodałem sobie w ramach pozostania w klimacie przepotężny Abyssolute Transfinite. A jak się skończył, to włączyłem go jeszcze raz. Masakryczny, ab(ys)solutny rozkurw galaktyk. Tutaj jest dopiero narastający, wdzierający się siłą rytuał, a nie w jakimś Absent in Body. Tutaj jest bogactwo aranżacji mimo ciągnących się kilkunastominutowych walców. Ta płyta i ten zespół ogólnie to fenomen, jak można tak grać i robić tak kolosalne wrażenie?
Rewelacja.
Statystyki: autor: DiabelskiDom — 19 min. temu








