Jako iż Japończycy zagrali na Roadburnie caly album "Pink" to musiałem tam być. Więc byłem i było zajebiście. Trochę się obwiałem bo ponoć to jeden z najglośniejszych zespołów live i cóż... było głośno w opór ale dobre umiejscowienie sprawiło iż nie potrzebowałem ochraniaczy słuchu(co innego Primitive Man... ale to kwestia na inny temat). Borysowcy ustawiali swoje amplifiery chyba z 20 minut, potem 20 minut testowali. Kochają te wzmacniacze jak Donald Tusk słabych koalicjantów.
Zespół wiadomo - klasa sama w sobie. Album o którym wszystko już napisano można prosto podsumować - jest na nim wszystko - drone, doom, sludge, stoner, rock, ambient. I mimo to jest niesamowicie przebojowy. Z wyjątkiem jednego dłuższego drone`owanka do odpoczynku reszta utworów to gitarowe petardy, gdzie nie sposób ustać w miejscu.
Statystyki: autor: pp3088 — 53 min. temu