Mama słynnych pięcioraczków z Horyńca od dawna publikuje w internecie obszerne materiały z życia swojej licznej rodziny, co regularnie spotyka się zarówno z zainteresowaniem obserwatorów, jak i krytyką. Tym razem podczas transmisji na żywo postanowiła odpowiedzieć osobom zarzucającym jej nadmierne wykorzystywanie prywatności najmłodszych. Jedno z jej zdań szczególnie przyciągnęło uwagę.
Dominika Clarke broni swojej obecności w internecieDominika i Vincent Clarke wychowują jedenaścioro dzieci. Rodzina od ponad dwóch lat mieszka w Tajlandii, a znaczną część swojej codzienności pokazuje za pośrednictwem mediów społecznościowych.
Materiały z dziećmi stanowią istotną część publikowanych przez Dominikę Clarke treści. Internauci od dawna dyskutują więc o granicach prywatności najmłodszych i zarzucają influencerce sharenting, czyli regularne i bardzo szerokie udostępnianie informacji, zdjęć oraz nagrań dotyczących dzieci.
Clarke nie zamierza jednak rezygnować z dotychczasowego sposobu prowadzenia swoich profili.
Podczas ostatniej transmisji na żywo przekonywała, iż rodzice sami podejmują decyzje dotyczące swoich dzieci. Porównała publikowanie rodzinnych treści do innych sytuacji, w których najmłodsi pojawiają się publicznie — między innymi w reklamach, filmach, programach telewizyjnych czy działalności artystycznej.
„Każdy ma wybór”Dominika Clarke podkreśliła, iż jej zdaniem każda rodzina ma prawo samodzielnie zdecydować, jaki model życia wybiera.
Argumentowała również, iż jej aktywność nie jest w tej chwili prawnie zabroniona. Właśnie ten fragment wypowiedzi wywołał największą uwagę.
Influencerka stwierdziła między innymi, iż rodzice jednych dzieci decydują się na udział pociech w reklamach czy produkcjach filmowych, a inni zapisują je na wymagające treningi i zawody sportowe. W jej ocenie są to różne decyzje dorosłych dotyczące sposobu wychowania i życia najmłodszych.
Clarke zaznaczyła, iż sama dokonała własnego wyboru, po czym dodała: „Na razie za to nie zamykają, ale może się to zmienić”.
To właśnie te słowa gwałtownie zaczęły być szeroko komentowane.
Porównała publikowanie dzieci do sportu i zajęć dodatkowychW dalszej części wypowiedzi mama pięcioraczków odniosła się również do dzieci intensywnie uprawiających sport.
Jej zdaniem rodzice, którzy zapisują najmłodszych na liczne treningi i turnieje, także podejmują za nich decyzje, które wpływają na sposób spędzania dzieciństwa. Clarke sugerowała, iż w każdym takim przypadku to dorosły wybiera, co uważa za najlepsze dla swojego dziecka.
Takie porównanie może jednak budzić kolejne dyskusje, ponieważ problem sharentingu dotyczy nie tylko samej obecności dziecka w przestrzeni publicznej, ale również trwałości materiałów publikowanych w internecie oraz zakresu ujawnianych informacji o jego prywatności.
Krytyka nasiliła się po publikacjach dotyczących dzieciDominika Clarke od dawna spotyka się z krytycznymi komentarzami dotyczącymi skali materiałów udostępnianych z udziałem najmłodszych.
Szczególnie dużo emocji wywoływały publikacje pokazujące bardziej prywatne momenty rodzinnej codzienności, w tym sytuacje związane ze zdrowiem dzieci. Wcześniej media opisywały między innymi liczne fotografie publikowane podczas pobytu jednej z córek Clarke w szpitalu.
Sama influencerka konsekwentnie broni jednak sposobu prowadzenia swoich profili i podkreśla, iż internet jest dla niej zarówno przestrzenią kontaktu z obserwatorami, jak i częścią pracy.
Rodzina Clarke niedawno znalazła się pod lupą służbDyskusja wokół Dominiki Clarke nabrała dodatkowego znaczenia w ostatnich dniach. Influencerka informowała wcześniej, iż w jej domu w Tajlandii pojawiały się tamtejsze służby po zawiadomieniach dotyczących sytuacji dzieci.
Według jej relacji rodzinę odwiedzali m.in. funkcjonariusze policji, pracownicy służb imigracyjnych i socjalnych oraz personel medyczny. Clarke twierdziła, iż sprawdzano warunki w domu, rozmawiano z dziećmi i sąsiadami oraz pytano o edukację najmłodszych. Sama zapewniała, iż nie obawia się kontroli.
W Polsce również wpłynęło zawiadomienie dotyczące dzieci Clarke'ów. Jak informował „Fakt”, Prokuratura Rejonowa w Lubaczowie prowadziła postępowanie sprawdzające dotyczące podejrzenia narażenia małoletnich na niebezpieczeństwo poprzez publikowane w internecie treści.
Sharenting wciąż wywołuje ogromne emocjePrzypadek Dominiki Clarke jest kolejnym przykładem szerszej dyskusji o tym, gdzie powinna przebiegać granica pomiędzy rodzinnym blogowaniem a ochroną prywatności dziecka.
Sama zainteresowana nie ma wątpliwości, iż jako matka może podejmować decyzje dotyczące sposobu funkcjonowania swojej rodziny w mediach społecznościowych. Jej najnowsza wypowiedź pokazuje też, iż krytyka nie skłoniła jej do wycofania dzieci z publikowanych materiałów.
Jednocześnie spór prawdopodobnie gwałtownie się nie zakończy. Wraz ze wzrostem popularności rodzinnych profili coraz częściej pojawiają się pytania o to, jak materiały publikowane dziś przez rodziców mogą wpłynąć na dzieci za kilka lub kilkanaście lat.



