Dominika Clarke odpowiedziała na zarzuty o zarabianie na dzieciach. Padły zaskakujące słowa

zycie.news 57 minut temu
Zdjęcie: Dominika Clarke/YouTube @Klepsydra


Mama słynnych pięcioraczków z Horyńca od dawna publikuje w internecie obszerne materiały z życia swojej licznej rodziny, co regularnie spotyka się zarówno z zainteresowaniem obserwatorów, jak i krytyką. Tym razem podczas transmisji na żywo postanowiła odpowiedzieć osobom zarzucającym jej nadmierne wykorzystywanie prywatności najmłodszych. Jedno z jej zdań szczególnie przyciągnęło uwagę.

Dominika Clarke broni swojej obecności w internecie

Dominika i Vincent Clarke wychowują jedenaścioro dzieci. Rodzina od ponad dwóch lat mieszka w Tajlandii, a znaczną część swojej codzienności pokazuje za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Materiały z dziećmi stanowią istotną część publikowanych przez Dominikę Clarke treści. Internauci od dawna dyskutują więc o granicach prywatności najmłodszych i zarzucają influencerce sharenting, czyli regularne i bardzo szerokie udostępnianie informacji, zdjęć oraz nagrań dotyczących dzieci.

Clarke nie zamierza jednak rezygnować z dotychczasowego sposobu prowadzenia swoich profili.

Podczas ostatniej transmisji na żywo przekonywała, iż rodzice sami podejmują decyzje dotyczące swoich dzieci. Porównała publikowanie rodzinnych treści do innych sytuacji, w których najmłodsi pojawiają się publicznie — między innymi w reklamach, filmach, programach telewizyjnych czy działalności artystycznej.

„Każdy ma wybór”

Dominika Clarke podkreśliła, iż jej zdaniem każda rodzina ma prawo samodzielnie zdecydować, jaki model życia wybiera.

Argumentowała również, iż jej aktywność nie jest w tej chwili prawnie zabroniona. Właśnie ten fragment wypowiedzi wywołał największą uwagę.

Influencerka stwierdziła między innymi, iż rodzice jednych dzieci decydują się na udział pociech w reklamach czy produkcjach filmowych, a inni zapisują je na wymagające treningi i zawody sportowe. W jej ocenie są to różne decyzje dorosłych dotyczące sposobu wychowania i życia najmłodszych.

Clarke zaznaczyła, iż sama dokonała własnego wyboru, po czym dodała: „Na razie za to nie zamykają, ale może się to zmienić”.

To właśnie te słowa gwałtownie zaczęły być szeroko komentowane.

Porównała publikowanie dzieci do sportu i zajęć dodatkowych

W dalszej części wypowiedzi mama pięcioraczków odniosła się również do dzieci intensywnie uprawiających sport.

Jej zdaniem rodzice, którzy zapisują najmłodszych na liczne treningi i turnieje, także podejmują za nich decyzje, które wpływają na sposób spędzania dzieciństwa. Clarke sugerowała, iż w każdym takim przypadku to dorosły wybiera, co uważa za najlepsze dla swojego dziecka.

Takie porównanie może jednak budzić kolejne dyskusje, ponieważ problem sharentingu dotyczy nie tylko samej obecności dziecka w przestrzeni publicznej, ale również trwałości materiałów publikowanych w internecie oraz zakresu ujawnianych informacji o jego prywatności.

Krytyka nasiliła się po publikacjach dotyczących dzieci

Dominika Clarke od dawna spotyka się z krytycznymi komentarzami dotyczącymi skali materiałów udostępnianych z udziałem najmłodszych.

Szczególnie dużo emocji wywoływały publikacje pokazujące bardziej prywatne momenty rodzinnej codzienności, w tym sytuacje związane ze zdrowiem dzieci. Wcześniej media opisywały między innymi liczne fotografie publikowane podczas pobytu jednej z córek Clarke w szpitalu.

Sama influencerka konsekwentnie broni jednak sposobu prowadzenia swoich profili i podkreśla, iż internet jest dla niej zarówno przestrzenią kontaktu z obserwatorami, jak i częścią pracy.

Rodzina Clarke niedawno znalazła się pod lupą służb

Dyskusja wokół Dominiki Clarke nabrała dodatkowego znaczenia w ostatnich dniach. Influencerka informowała wcześniej, iż w jej domu w Tajlandii pojawiały się tamtejsze służby po zawiadomieniach dotyczących sytuacji dzieci.

Według jej relacji rodzinę odwiedzali m.in. funkcjonariusze policji, pracownicy służb imigracyjnych i socjalnych oraz personel medyczny. Clarke twierdziła, iż sprawdzano warunki w domu, rozmawiano z dziećmi i sąsiadami oraz pytano o edukację najmłodszych. Sama zapewniała, iż nie obawia się kontroli.

W Polsce również wpłynęło zawiadomienie dotyczące dzieci Clarke'ów. Jak informował „Fakt”, Prokuratura Rejonowa w Lubaczowie prowadziła postępowanie sprawdzające dotyczące podejrzenia narażenia małoletnich na niebezpieczeństwo poprzez publikowane w internecie treści.

Sharenting wciąż wywołuje ogromne emocje

Przypadek Dominiki Clarke jest kolejnym przykładem szerszej dyskusji o tym, gdzie powinna przebiegać granica pomiędzy rodzinnym blogowaniem a ochroną prywatności dziecka.

Sama zainteresowana nie ma wątpliwości, iż jako matka może podejmować decyzje dotyczące sposobu funkcjonowania swojej rodziny w mediach społecznościowych. Jej najnowsza wypowiedź pokazuje też, iż krytyka nie skłoniła jej do wycofania dzieci z publikowanych materiałów.

Jednocześnie spór prawdopodobnie gwałtownie się nie zakończy. Wraz ze wzrostem popularności rodzinnych profili coraz częściej pojawiają się pytania o to, jak materiały publikowane dziś przez rodziców mogą wpłynąć na dzieci za kilka lub kilkanaście lat.

Idź do oryginalnego materiału