Dobry chłopiec – recenzja filmu. Nasz „nowy” syn

popkulturowcy.pl 1 dzień temu

Jan Komasa już od dawna zaskakuje swoimi produkcjami, ciągle podnosząc poprzeczkę. Film Dobry chłopiec to historia, która wzrusza, zaskakuje i nie pozwala oderwać od siebie wzroku.

Dobry chłopiec to koprodukcja Polski i Wielkiej Brytanii. Reżyserią zajął się wspomniany Jan Komasa, który jest twórcą nominowanego do Oscara Bożego Ciała. Scenariusz napisali natomiast Bartek Bartosik oraz Naqqash Khalid. Film opowiada o dziewiętnastoletnim Tommy’m, który ma niejedno za uszami. Chłopak zostaje porwany przez pewną dysfunkcyjną rodzinę, która zmusza go do resocjalizacji brutalnymi metodami. Tommy wszelkimi sposobami stara się wydostać z więzienia, które zafundowali mu Chris i Kathryn.

Trudno opisać słowami, jak wspaniale niepokojący jest ten film. Nie oznacza to, iż jest pozbawiony pewnych niedociągnięć. Mimo wszystko Komasa przygotował historię tak intensywną, brutalną, a jednocześnie piękną i wzruszającą, iż z wielką chęcią zobaczyłbym ją ponownie. Dobry chłopiec to historia wyjątkowo kameralna, gdzie akcja w większości rozgrywa się w jednym budynku z ograniczoną liczbą postaci. Reżyser stawia na relacje między Tommy’m a Chrisem i resztą psychopatycznej rodzinki. To wszystko buduje duszącą atmosferę i wzmacnia panujące napięcie. Do samego końca Komasa nie zdradza niektórych elementów fabuły, a ta niewiedza tylko uatrakcyjnia kolejne nieprzewidywalne sceny. Choć film określa się jako dramat/thriller to ma on w sobie coś z prawdziwego horroru pokroju Lśnienia.

Film Dobry chłopiec nie odpowiada na problemy i nie tłumaczy świata, tylko stawia pytania. Pole do interpretacji jest tu wyjątkowo szerokie. Postać Tommy’ego to symbol drogi od niewolniczej swobody do wyzwalającego uwięzienia. Te oksymorony tylko potęgują paradoksy, które Komasa zawiera w swoim filmie. W ten sposób fabuła sprowadza się do refleksji nad granicami ludzkiej przyzwoitości, manipulacji oraz znaczeniu wolności człowieka. Równocześnie zdaje się, iż reżyser próbuje niejednoznacznie podkreślić, jakie zagrożenia niesie przemoc psychiczna. W końcu jest to zderzenie pokolenia Z z pokolenie X, stosującymi staroświeckie metody wychowawcze.

fot. kadr z filmu

Wspomniane relacje urozmaicają właśnie sami bohaterowie, którzy są wybitnie wielowymiarowi. Obserwujemy, np. rutynę Chrisa, który kreuje się na nieśmiałego perfekcjonistę o spokojnym, ale niepokojącym głosie. Stephen Graham nadzwyczajnie balansuje między urokiem a gotującą się w nim agresją i widoczną degeneracją psychologiczną. Obok mamy za to Kathryn (Andrea Riseborough) — tajemniczą, ostrożną i wyraźnie skrzywdzoną oraz syna Jonathana (Kit Rakusen). Ten jest doskonałym przykładem tworu pozornie idealnych rodzin. Zarówno Riseborough, jak i Rakusen genialnie wykorzystują swój czas ekranowy, od razu zapadając w pamięć odbiorcy.

Gwiazdą jest tu jednak Anson Boon jako Tommy. Już od pierwszych chwil Dobrego chłopca wiedziałem, iż występ Boona będzie nietuzinkowy. Twarzą aktor gra pełen wachlarz emocji — od gniewu, bólu i szaleństwa, przez smutek, nostalgię, po samo szczęście. I trzeba podkreślić, iż wiele z nich potrafi odegrać jednocześnie, zdecydowanie dynamizując charakter Tommy’ego. Tym sposobem raz wzbudza współczucie, a z drugiej strony potrafimy go nienawidzieć. To antybohater z krwi i kości, który trafia do środowiska, gdzie jego podłe intencje zyskują nową możliwość na realizację. O tym Tommy przekonuje się oczywiście z czasem. Spójność w drodze psychiczne, jaką przechodzi, świadczy natomiast zarówno o doskonałym zrozumieniu postaci przez Ansona Boona, jak i genialnym poprowadzeniu aktora przez Jana Komasę.

fot. kadr z filmu

Nie bez przyczyny nie wymieniłem jeszcze Moniki Frajczyk. Zagrała ona zdecydowanie bardzo dobrze, jednak problem pojawia się przy samej postaci Riny. Kompletnie nie rozumiem decyzji scenarzystów, jak i reżysera na pozostawienie tego wątku w historii. Rina jest tutaj kompletnie zbędna, nie wnosi do fabuły nic poza imigranckim akcentem oraz lekkim popychaniem akcji do przodu. Emocjonalnie jednak wątek ten jest praktycznie pusty. Choć jest to element cichego przyzwolenia na dramatyczne sceny w domu Chrisa i Kathryn, wciąż wątek wydaje się nie mieć na siebie pomysłu. Imigrantka to postać do bólu schematyczna, której losy przywodzą na myśl niskiej jakości polskie filmy gangsterskie.

Przy paru scenach doświadczamy także kilku naiwności scenariuszowych. Od czasu do czasu pojawiają się sytuacje, w których bohater mógłby zrobić coś więcej, aby się wydostać z „więzienia”, ale tego nie robi. Można oczywiście niektóre decyzje tłumaczyć psychologią bohatera. Jednak większość takich sytuacji wynika z drobnych przeoczeń reżysera. Najlepszym przykładem są próby sięgania chłopaka po przedmioty, które mogłyby mu pomóc w ucieczce. W kilku przypadkach pojawia się pytanie: Dlaczego nie wykorzysta, np. pościeli lub innych dostępnych mu przedmiotów w celu wydłużenia swojego zasięgu? Choć są to drobne niedopatrzenia, potrafią zburzyć wykreowany świat przedstawiony.

fot. kadr z filmu

Natomiast zdecydowanie Dobry chłopiec to brylant wizualny i techniczny. Zdjęcia Michała Dymka budują niepowtarzalny klimat domowego psychiatryka. Moją uwagę przykuło wykorzystanie wiatru i półmroku, które drażnią wzrok i słuch, wywołując w odbiorcach niepokój. W produkcji nie brakuje doskonałego oświetlenia i subtelności w doborze ujęć, jak i scenografii. Co najważniejsze, film ma precyzyjnie zbudowany montaż, który oddycha. Nie pozwala się nudzić, daje przestrzeń na wybrzmiewanie emocji, buduje napięcie oraz wyśmienicie gra ciszą. Z drugiej strony oczywiście jest także muzyka Abla Korzeniowskiego, która tę ciszę paradoksalnie buduje. Wszystko składa się nie tylko na ucztę dla oka i uszu, ale także pozwala płynnie śledzić losy Tommy’ego bez chaosu lub nadmiernej ekspozycji.

Jan Komasa stworzył film, który w mojej pamięci pozostanie na długo. Historia w Dobrym chłopcu to studium dysfunkcyjnej rodziny i psychologicznej przemocy. W centrum mamy bohaterów o zachowaniach, których powinniśmy się strzec, nie naśladować. Aktorsko każdy wykonuje robotę z rzemieślniczą precyzją, a Komasa prowadzi całą historię w sposób spójny, pełen napięcia i szerokiej gammy emocji. Grzechem głównym jest tu jednak całkowicie zbędny i schematyczny wątek Riny, który sztucznie popycha akcję do przodu. Film dopełniają warstwy wizualna i dźwiękowa oraz montaż, które tworzą koherentną atmosferę niepokoju i dehumanizacji głównego bohatera.

Nieco zabrakło, aby Komasa stworzył jedno z największych osiągnięć polskich twórców na arenie międzynarodowej. Mimo wszystko to film, który każdemu polecam zobaczyć w kinie. Dobry chłopiec niesie niesamowity ładunek emocjonalny, prowadząc do nadzwyczajnych przemyśleń.


fot. główna: kadr z filmu

Idź do oryginalnego materiału